21/04/2026
Czarnuszek i lekcja (nie)cierpliwości.....
Oddając Czarnuszka do nowego domu nie spodziewałam. Się takiego scenariusza....Przecież mieli już kota ze schroniska – to miały być „sprawdzone ręce”, ludzie, którzy wiedzą, z czym wiąże się dokocenie. Wszystko wydawało się perfekcyjne, a rzeczywistość okazała się brutalnym rozczarowaniem.
Moje przypuszczenia potwierdziły się w najgorszy sposób. Ci „mili ludzie” nie zdali egzaminu z podstawowej empatii. Zamiast stworzyć Czarnuszkowi bezpieczną przystań, zaserwowali mu stres, którego można było uniknąć. Nagła zmiana żwirku – bo ktoś miał takie „widzimisię” – to nie jest drobiazg. To dla kota sygnał, że jego świat nie jest stabilny. Ale to był tylko początek.
Najbardziej boli świadomość, że zamiast cierpliwości, Czarnuszek spotkał się z irytacją i krzykiem. Ludzka nerwowość i słowne karcenie to najgorsze, co można zafundować zwierzęciu w procesie adaptacji. Kot nie rozumie gniewu, on rozumie tylko strach. Im bardziej na niego krzyczano, tym bardziej wycofywał się w swój lęk, tworząc błędne koło, którego ci ludzie nie potrafili przerwać..
Kot przestaje jeść,bo boi się podejść do miski ...lub niedojda...
To smutne, że mając już jednego kota, tak bardzo zlekceważyli potrzeby drugiego. Myśleli, że skoro mają doświadczenie ze schroniskowcem, to Czarnuszek „jakoś to będzie”. Nie było. Zabrakło pokory wobec kociej natury i zrozumienia, że każdy kot to odrębna historia, która wymaga czasu, a nie tresury krzykiem. Serce pęka, gdy pomyślę, że mój kot stał się ofiarą czyjejś frustracji pod płaszczykiem „dobrych chęci”.....ale nie przewidze wszystkiego,przedstawiane sytuację...były z ich punktu....moje rady się nie sprawdziły ....wiedziałam ,że coś nie tak...i się nie myliłam....Młody u mnie ,je ,wtula się ,a z kuwety korzysta bezproblemowo....
❤️🐈⬛