Inicjatywa dla Zwierząt

Inicjatywa dla Zwierząt Stowarzyszenie Inicjatywa dla Zwierząt – pomagamy tam, gdzie inni widzą tylko problem. Odbiór to ostateczność. "Inicjatywa Dla Zwierząt" powstała w 2004 roku.

Interwencje, leczenie i wsparcie, by zwierzęta mogły zostać ze swoimi opiekunami. Celem, który od początku nam przyświecał była pomoc zwierzętom. Powstaliśmy by pomagać tym, których prawa często są zapominane, pomijane, ignorowane... Zwierzęta nie mają niestety głosu by upomnieć się o swoje i w ciszy cierpią złe traktowanie. My chcemy być ich głosem i przypominać ludziom o obowiązkach jakie spoczywają na nich względem naszych braci mniejszych.

⚠️ UWAGA! ZMIANA TERMINU PSIESTYNU! 🐾❤️Ze względu na zapowiadaną pogodę i kolejny deszcz w sobotę, jesteśmy zmuszeni prz...
20/08/2026

⚠️ UWAGA! ZMIANA TERMINU PSIESTYNU! 🐾❤️
Ze względu na zapowiadaną pogodę i kolejny deszcz w sobotę, jesteśmy zmuszeni przełożyć Psiestyn na NIEDZIELĘ! 🌧️➡️☀️
Prosimy, podajcie informację dalej, żeby dotarła do wszystkich, którzy planowali być z nami w sobotę. ❤️
Widzimy się w niedzielę! 🐶🐱 Będziecie z nami? 🥰

„Zamiast zabierać psa, litujecie się i pomagacie…”⁉️Od początku tej interwencji minął już ponad rok, ale przypomniałam s...
13/08/2026

„Zamiast zabierać psa, litujecie się i pomagacie…”⁉️

Od początku tej interwencji minął już ponad rok, ale przypomniałam sobie o niej właśnie teraz, kiedy po raz kolejny zarzucono nam, że zamiast odbierać zwierzęta, „litujemy się” i próbujemy pomagać.
I wiecie co? Dokładnie tak powinno być. Naszą zasadą jest: odbieramy zwierzęta w ostateczności, kiedy zawiodą wszystkie inne możliwości. Bo odebranie psa to nie jest sukces. To często początek kolejnej trudnej drogi – znalezienia miejsca, leczenia, opieki, pieniędzy i czasu. Jeżeli możemy sprawić, żeby zwierzę zostało w swoim domu, ale żyło w lepszych warunkach, zawsze najpierw próbujemy właśnie tego.
Ta interwencja była jedną z tych, które wracają do mnie w takich dniach jak ostatnie.
Zgłoszenie przyszło z Węglińca. Nie brzmiało dramatycznie. Właściwie było bardzo niepozorne: „Tego pana z psem często widywałam na spacerach. Był bardzo pobudzony, czasami wręcz agresywny. Pies mieszka w domu jednorodzinnym, a ja mieszkam w bloku obok. Często słyszałam szczekanie psa. Teraz nie widuję ani pana, ani psa, a szczekanie bardzo ucichło. Jest go mniej i jest jakieś takie przytłumione”.
Następnego dnia umówiłam się z urzędniczką z Gminy Węgliniec i pojechałyśmy na miejsce. Starszy Pan nie chciał nas wpuścić. Zachowywał się dziwnie, więc wezwałyśmy patrol Policji. Na widok funkcjonariuszy trochę spoważniał i ostatecznie wpuścił nas na posesję. Zaprowadził nas do kojca.
I wtedy, zanim jeszcze zobaczyłyśmy psa, poczułyśmy zapach. Już z kilku metrów było czuć, że coś jest bardzo nie tak.
Pies był obrazem nędzy i rozpaczy. W protokole napisałam, że jego ciało pokrywa skorupa, która się rozpada. Łapy były spuchnięte i łyse. Trudno było nawet patrzeć na tego psa, a jeszcze trudniej było podejść bliżej, bo przy każdej próbie próbował nas zaatakować.
Mój pierwszy odruch był oczywisty: „Trzeba go natychmiast zabrać”.
Ale zamiast tego zaczęłam rozmawiać z właścicielem. Pytałam, od kiedy pies jest w takim stanie, kiedy zaczęły się problemy i czy był u weterynarza. Pan odpowiedział: „A po co❓️”.
Zaczęłam więc tłumaczyć. Powiedziałam, że gdyby on albo jego żona zachorowali, prawdopodobnie poszliby do lekarza, żeby spróbować się wyleczyć.
I wtedy usłyszałam zdanie, którego chyba nigdy nie zapomnę
🚨"Pani kochana, ja ze sobą to po lekarzach nie chodzę, nigdy nie chodziłem. A żona nie żyje, ale też po lekarzach nie latała”.🚑

Wtedy zrozumiałam, że mam przed sobą człowieka, który prawdopodobnie nie widzi problemu w tym, że nie leczy siebie. I dokładnie tak samo podchodzi do swojego psa.
A ja już w głowie miałam całą resztę: gdzie go umieścimy, jak go przewieziemy, kto będzie z nim jeździł do weterynarza i jak będziemy go leczyć, skoro przy każdej próbie podejścia pies chce nas ugryźć.
Zaczęłam więc przekonywać Pana, żeby to on pojechał z psem do weterynarza. Udało się. Dałam mu trzy dni. Ustaliłyśmy również, że nie będziemy ponownie angażować Policji – Pan obiecał, że przy kolejnej kontroli wpuści nas już bez obstawy.
Trzy dni później wróciliśmy.
I stało się coś, co naprawdę bardzo mnie ucieszyło. Pan był z psem u weterynarza. Podjął leczenie.
Na grzbiecie zaczęła już schodzić ta okropna skorupa. Pies nadal wyglądał źle, ale widać było pierwszą poprawę. Nawet w okolicy kojca zapach był trochę mniej intensywny.
Kilka dni później, 11 lipca, poprawa była już widoczna gołym okiem. Starszy Pan podziękował nam za to, że daliśmy mu szansę. Powiedział nawet, że leczenie wcale nie jest takie drogie, jak mu się wcześniej wydawało.
Minęło trochę czasu i we wrześniu pojechaliśmy na kolejną kontrolę. Podchodząc do kojca, przez chwilę naprawdę pomyślałam, że pies, którego odwiedzaliśmy wcześniej, już nie żyje. Pomyślałam nawet, że starszy Pan wziął sobie kolejnego.
Bo pies w kojcu wyglądał zupełnie inaczej.
I wtedy… pokazał mi wszystkie swoje zęby i ponownie próbował nas zagryźć przez kraty. 😂
I już wiedziałam.
To był ON! Ten sam pies!
Tylko po leczeniu, zadbany i przede wszystkim – żywy. ❤️
Jego przemianę możecie ocenić sami na zdjęciach.
I właśnie dlatego tak bardzo nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że w każdej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest natychmiastowy odbiór zwierzęcia.
Czasami trzeba odebrać. Czasami nie ma już na co czekać. Ale czasami trzeba najpierw spróbować pomóc człowiekowi, żeby mógł lepiej zadbać o swoje zwierzę.
Nie każdy właściciel jest oprawcą. Nie każdy, kto źle opiekuje się zwierzęciem, robi to z premedytacją. Czasami są to starsi ludzie, którzy sami żyją bardzo skromnie. Czasami ludzie, którzy nie mają świadomości, że pewne rzeczy są zaniedbaniem. Czasami dbają o swoje zwierzęta dokładnie tak, jak dbają o siebie.
A niestety nie zawsze oznacza to, że dobrze.
Dlatego zanim odbierzemy zwierzę, zawsze zadajemy sobie pytanie: czy możemy jeszcze coś zrobić, żeby mu pomóc tam, gdzie jest❓️
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak” – próbujemy.
Jeżeli odpowiedź brzmi „nie” – wtedy zabieramy.
Bo dla nas najważniejsze nie jest to, żeby mieć kolejnego psa w schronisku.
Najważniejsze jest to, żeby pies był bezpieczny, leczony i miał dobre życie. ❤️
A ten jeden, wyjątkowo „uroczy” pacjent ze zdjęć jest najlepszym dowodem na to, że czasami warto dać człowiekowi szansę.
Nawet jeśli później ten pies może nam podziękować… próbując nas pożreć przez kraty. 😂❤️

12.08.2036rPieski pech… czyli historia adopcji, która miała być piękna, a skończyła się powrotem do schroniska. 💔W minio...
12/08/2026

12.08.2036r
Pieski pech… czyli historia adopcji, która miała być piękna, a skończyła się powrotem do schroniska. 💔
W minioną sobotę pod naszą opiekę trafiły dwa małe szczeniaczki. Błąkały się przy drodze między Radzimowem a Zawidowem. Dobra dusza zabezpieczyła maluchy i przywiozła je do naszego schroniska. Oczywiście od razu zostały ogłoszone.
Jeszcze tego samego dnia zobaczyła je pewna Pani i przyjechała do nas. Chciała adoptować oba szczeniaczki. Po wstępnej rozmowie pracownica biura adopcyjnego poprosiła mnie o dołączenie do rozmowy.
Bo mogłoby się wydawać, że adopcja szczeniaka to najłatwiejsza adopcja ze wszystkich. A prawda jest zupełnie inna. Adopcja szczeniaka ze schroniska jest jedną z najtrudniejszych.
Nie znamy jego rodziców. Nie wiemy, w jakich warunkach się urodził, gdzie przebywał, czym był karmiony ani czy jego matka była szczepiona, odrobaczana i zabezpieczana przeciwko pasożytom. Nie wiemy, jak duży urośnie, jaki będzie miał charakter ani jakie problemy zdrowotne mogą pojawić się w przyszłości.
Może urodził się w budzie na łańcuchu. Może w starej szopie. Może jego rodzice nigdy nie byli szczepieni, odrobaczani ani odpchlani. A może miał kontakt z chorymi zwierzętami. Tego wszystkiego po prostu nie wiemy.
Dlatego podczas rozmowy dokładnie wyjaśniłyśmy Pani, że szczeniaki są jeszcze na kwarantannie. Że mogą zachorować na nosówkę, parwowirozę czy inne choroby. Że mogą wymagać leczenia, a w najgorszym przypadku mogą nawet umrzeć. Nie wiemy przecież, co wąchały przy drodze, co jadły i z czym miały kontakt.

Pani wszystko rozumiała. Była spokojna, rzeczowa, cierpliwa i odpowiadała na nasze pytania. Przepisy pozwalają, aby w określonych sytuacjach kwarantanna szczeniąt była kontynuowana poza schroniskiem, dlatego Pani chciała skorzystać z takiej możliwości.
Dostała jeszcze ankietę adopcyjną i poprosiłyśmy, żeby wszystko dokładnie przemyślała i wróciła następnego dnia. Nie chciałyśmy, żeby decyzja została podjęta pod wpływem impulsu.
Tym bardziej że dzień wcześniej odszedł jej ukochany, ogromny mastif. W domu była żałoba. Wszyscy bardzo przeżywali stratę.
Jeszcze przed wyjściem rozmawiałyśmy o tym, że nie wiemy, jak te szczeniaki będą wyglądały za rok. Może będą małe, a może wyrosną na duże psy. Może będą piękne według naszego wyobrażenia, a może niekoniecznie. Mogą niszczyć buty, meble i wszystko, co znajdzie się w ich zasięgu. Mogą załatwiać się w domu, bo przecież to jeszcze psie dzieci. Ząbki rosną, swędzą i trzeba sobie jakoś z tym radzić. 😉
Pani słuchała, pytała i mówiła, że przy tak dużym psie jest przygotowana na wszystko.
Następnego dnia podpisaliśmy umowę na opiekę tymczasową do zakończenia kwarantanny, z zaznaczeniem, że później szczeniaki mają trafić do niej na stałe.
Pani pięknie dziękowała. Mówiła, że w domu wszyscy płaczą i są w żałobie, a możliwość przyjęcia tych dwóch maluchów jest dla nich najlepszą decyzją i sposobem na ukojenie straty.

Pamiętam, że po jej wyjściu jeszcze długo rozmawiałyśmy. Byłyśmy przekonane, że szczeniaki trafiły do naprawdę świadomego, odpowiedzialnego i dobrego domu.

I wiecie co?

Mimo naszej wieloletniej pracy i doświadczenia nadal zdarzają nam się takie sytuacje.

Tym razem nie miałam nawet jednego złego przeczucia. Ani chwili zawahania. Byłam pewna, że to właśnie ten dom.

Jak bardzo się myliłam, przekonałyśmy się już w poniedziałek rano.

Dowiedziałam się, że Pani urządziła awanturę, ponieważ przez szczeniaki nie spała całą noc. Powodem miały być robaki w ich kale. Tyle że w sobotę rano szczeniaki zostały odrobaczone, a Pani była poinformowana, że w kale mogą pojawić się pasożyty i że ich organizm będzie jeszcze oczyszczał się po odrobaczeniu.

Pojawił się również argument, że jej drugi pies od doby nie je.

Zadzwoniłam do Pani osobiście, bo naprawdę trudno było mi uwierzyć, że wszystko tak szybko się zmieniło.

Niestety okazało się, że to prawda.

Usłyszałam, że nie powiedziałyśmy jej, że szczeniaki mają robaki, że pracownicy „na pewno o tym wiedzieli”, że „wepchnęliśmy jej chore psy” i że ona już ich nie chce ⁉️

Pojawiły się również zarzuty o straszenie czy zastraszanie. Do dziś właściwie nie wiem, czym miałam tę Panią straszyć, skoro przez całą rozmowę próbowałam jedynie wyjaśnić sytuację. Na szczęście rozmowę słyszało kilka osób.

Powiedziałam wprost, że uważam takie zachowanie za nieodpowiedzialne i poprosiłam, żeby szczeniaki jak najszybciej do nas wróciły.

I wróciły.

Tak zakończyła się adopcja, która jeszcze dzień wcześniej miała być dla tych maluchów początkiem najlepszego życia. 💔

A wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej przykre❓️

Że te szczeniaki mogły stać się dokładnie takimi psami, o jakich często słyszę podczas rozmów o sterylizacji i kastracji.

"Suczka powinna mieć chociaż raz szczeniaki”.

„Przecież wszystkie znajdą dobre domy”.

„Ja swoich szczeniaków nie oddam byle komu”.

„Nie będę okaleczać suczki”.

„Nie ma pani serca, mówiąc o sterylizacji aborcyjnej”.

„Ślepego miotu przecież nie można uśpić, bo to brak serca”.

A ja właśnie wtedy myślę o tych wszystkich psach, które dziś siedzą w schroniskach.

Bo większość z nich kiedyś też była takim słodkim, niewinnym szczeniaczkiem. ❤️

Też ktoś kiedyś mówił, że na pewno znajdzie mu dobry dom.

Że przecież „ktoś go weźmie”.

Że „szczeniaki zawsze łatwo wydać”.

Że „jakoś to będzie”.

A potem życie napisało zupełnie inny scenariusz.

Dlatego tak bardzo zależy nam na odpowiedzialnej sterylizacji i kastracji. Nie dlatego, że nie lubimy szczeniąt. Wręcz przeciwnie.

Kochamy je ❤️I właśnie dlatego nie chcemy, żeby kolejne rodziły się tylko po to, żeby później ich los zależał od przypadku, szczęścia i tego, na jakiego człowieka trafią.

A tym dwóm maluchom oczywiście będziemy szukać domu jeszcze raz. Tym razem mam nadzieję, że trafimy do niego trochę później… ale za to naprawdę na całe życie. ❤️🐾

09/08/2026

09.08.2026r
Postaram się raz w tygodniu zdać Wam raport z minionego tygodnia w IDZ Schronisko Dłużyna Górna😉

Miało być chłodniej.
Miało być wygodniej.
Miało być piękniej… 😂
Niestety, nasze psy najwyraźniej uznały, że maty chłodzące i legowiska mają zbyt spokojne życie. 🤷‍♀️
W minionym tygodniu odnotowaliśmy kilka tajemniczych „wybuchów” 💣💥
Ofiary: maty chłodzące, legowiska, a nawet buda.
Sprawcy?
Niewinni. Wszystkie psy twierdzą, że nic nie widziały. 🐶😇
A my?
Kombinujemy kolejne. 🤦‍♀️❤️
Bo przecież pies musi mieć chłodniej i wygodniej… nawet jeśli ta wygoda przeżywa u nas maksymalnie kilka dni. 😂

08/08/2026

O8.08.2026r

🐱 Dziś Dzień Kota, więc najwyższa pora przedstawić Wam nasze kocie osobowości! ❤️
Jak wiecie, Stowarzyszenie Inicjatywa Dla Zwierząt prowadzi IDZ Schronisko Dłużyna Górna. A w naszym schronisku na swój dom czeka obecnie 56 kotów. 🐾
Są duże i małe, puchate i gładkowłose, miziaste i takie, które najpierw muszą się trochę przekonać do człowieka. Są biało-czarne i czarno-białe. Są szare, bure i pstrokate… ups, przepraszamy – szylkretowe! 🙃😂
Są koty, które przywitają Was mruczeniem, takie, które od razu wskoczą na kolana, i takie, które najpierw będą udawały, że wcale Was nie potrzebują. 😼
Ale wszystkie mają jedną wspólną cechę – każdy z nich chciałby mieć swojego człowieka. Takiego już na zawsze. ❤️

Dzień Kota to świetna okazja, żeby przypomnieć, że schronisko to nie jest dom na całe życie. To tylko przystanek, zanim znajdzie się ten właściwy.

Dlatego jeśli od dawna myślisz o kocie, zajrzyj do nas. Może właśnie dziś poznasz tego jedynego? A może… tę jedyną? 🥰
A jeśli nie możesz adoptować – udostępnij. Może dzięki Tobie zdjęcie któregoś z naszych kotów zobaczy jego przyszły człowiek. ❤️

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich kocich osobowości! 🐱🎉

07.08.2026r‼️Dziś nie o umorzeniu, ale o odmowie czasowego odbioru zwierzęcia⁉️Ta sprawa tak naprawdę ciągnie się od 202...
07/08/2026

07.08.2026r

‼️Dziś nie o umorzeniu, ale o odmowie czasowego odbioru zwierzęcia⁉️

Ta sprawa tak naprawdę ciągnie się od 2023 roku, kiedy po raz pierwszy objęliśmy pomocą rodzinę Pani K.

Już wtedy sytuacja nie była dobra, ale nie była też na tyle dramatyczna, abyśmy uznali, że psy znajdują się w bezpośrednim zagrożeniu życia lub zdrowia i należy je natychmiast odebrać. Zdecydowaliśmy więc, że zamiast zabierać zwierzęta, spróbujemy pomóc rodzinie w zapewnieniu im podstawowych warunków.

I naprawdę pomagaliśmy.

Od maja 2024 roku do stycznia 2026 roku Pani K. odebrała osobiście ze schroniska 352 kg karmy. Kolejne kilogramy nasz pracownik regularnie dowoził jej po drodze do domu. Łącznie było tego ponad pół tony karmy❗️

Kiedy w naszym schronisku wymienialiśmy budy🛖 dla psów, uzgodniliśmy, że dwie z nich przekażemy właśnie tam. Chcieliśmy po prostu dalej pomagać.

I wtedy przeżyłam spore zaskoczenie 🤯

Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że jest tam już tylko jeden pies. Co więcej – nie był to pies, którego wcześniej widywaliśmy podczas naszych wizyt.

Pani K. powiedziała nam, że psy, które wcześniej były objęte naszą pomocą, już nie żyją. Kilka dni później rozmawialiśmy również z jej konkubentem. Jego wersja była już inna – powiedział, że jednego z psów, który według Pani K. nie żył, oddał koledze z Jeleniej Góry. Nie był jednak w stanie podać ani adresu, ani numeru telefonu do tego człowieka 🤔. O drugim psie nie potrafił powiedzieć, co się z nim stało, twierdząc, że nie był jego właścicielem.

A pies, którego zastaliśmy na miejscu, miał warunki, które widzicie na zdjęciach.

I właśnie wtedy uznaliśmy, że tym razem nie możemy już poprzestać na dostarczaniu karmy i kolejnych próbach pomocy.

Co ważne❗️– dla nas odebranie zwierzęcia zawsze jest ostatecznością❗️ Wszystkie gminy, z którymi współpracujemy, doskonale o tym wiedzą. Jeżeli widzimy możliwość poprawy sytuacji, najpierw próbujemy pomagać na miejscu.

Tutaj jednak, po kilku latach prób, uznaliśmy, że dalsze pozostawienie psa w tych warunkach nie jest dobrym rozwiązaniem.

W kwietniu podczas czynności na miejscu byliśmy razem, jednego dnia – my, przedstawiciele Inspekcji Weterynaryjnej a nastepnego my oraz przedstawiciel Gminy. W kolejnych dniach również odbywały się czynności z naszym udziałem oraz przedstawiciela Gminy Pieńsk i Inspekcji Weterynaryjnej. Wszyscy byliśmy zgodni, że sytuacja wymaga odebrania psa.

Ponieważ nie było podstaw do zastosowania natychmiastowego odbioru interwencyjnego, czekaliśmy na rozstrzygnięcie w trybie administracyjnym.

Wszystkie czynności odbywały się zgodnie z procedurą – pisemnie, za pośrednictwem tradycyjnej poczty, z zawiadamianiem zainteresowanych stron i zapewnieniem im czasu na ustosunkowanie się do sprawy. Czekaliśmy więc spokojnie na decyzję.

Obiecaliśmy również Gminie, że jeżeli pies trafi pod naszą opiekę, koszty jego utrzymania poniesie Stowarzyszenie Inicjatywa Dla Zwierząt. Gmina nie musiałaby ponosić żadnych kosztów związanych z jego pobytem.

Na decyzję czekaliśmy dość długo, bo respektowaliśmy wszystkie procedury.

I wtedy przyszła decyzja 📩Burmistrza Miasta i Gminy Pieńsk.

Odmowa czasowego odbioru psa⁉️

Przyznam szczerze – byłam bardzo zaskoczona.

Podczas rozmowy telefonicznej z przedstawicielem Gminy, który był obecny podczas naszej interwencji, zapytałam o powody tej decyzji. Usłyszałam, że warunki utrzymywania psa znacznie się poprawiły i że sytuacja będzie kontrolowana.

Zapytałam więc tylko:

Kiedy planowana jest kolejna kontrola?

Odpowiedź❓️

W listopadzie.

I tutaj naprawdę trudno mi znaleźć słowa...

Bo ja zastanawiam się nad czymś zupełnie innym.

Co będzie, jeśli do listopada pies, którego zastaliśmy na posesji, zniknie, a pojawi się tam kolejny❓️

Czy wtedy znowu będziemy mieli sytuację, w której sprawa będzie dotyczyła „innego psa”? Czy trzeba będzie czekać, aż zwierzę będzie wychudzone, odwodnione albo w stanie bezpośrednio zagrażającym jego życiu, żeby można było powiedzieć, że problem rzeczywiście istnieje❓️

Czy naprawdę dopiero wtedy można uznać, że coś jest nie tak❓️

Przecież dobro zwierzęcia powinno być najważniejsze.

Przez kilka lat próbowaliśmy pomagać tej rodzinie. Dostarczaliśmy karmę, pomagaliśmy w zapewnieniu podstawowych warunków, chcieliśmy przekazać budy. Nie przyjechaliśmy tam z założeniem, że trzeba zabrać psa. Wręcz przeciwnie – przez długi czas robiliśmy wszystko, żeby do tego nie doszło.

Ale czasami przychodzi moment, w którym trzeba powiedzieć:

Próbowaliśmy wszystkiego. Teraz zwierzę potrzebuje czegoś więcej niż kolejnej dostawy karmy.

My ten moment zobaczyliśmy.

Gmina zobaczyła go inaczej.

I właśnie dlatego tak trudno jest nam zrozumieć tę decyzję.

Nie będę jej dzisiaj szerzej komentować. Dokument pokazujemy Wam sami – przeczytajcie i oceńcie.

A my będziemy dalej robić swoje. Bo za każdą taką decyzją stoi nie papier, nie procedura i nie kolejny numer sprawy.

Stoi żywe zwierzę. ❤️

04.08.2026rDzisiaj trochę o umorzeniach spraw 😡 Miałam opisać inną sprawę, ale dziś, przy okazji składania zeznań w zwią...
04/08/2026

04.08.2026r
Dzisiaj trochę o umorzeniach spraw 😡 Miałam opisać inną sprawę, ale dziś, przy okazji składania zeznań w związku z innym zawiadomieniem, poruszyłam właśnie temat umorzenia w sprawie Kokolino. Do dziś nie potrafię tego zrozumieć. Poprosiłam nawet policjanta o wyjaśnienie podstaw tej decyzji, ale również nie potrafił mi logicznie wyjaśnić. Oczywiście w ustawowym terminie złożyliśmy zażalenie.

Ale wróćmy do Kokolino...🐕

Przypomnijcie sobie zimę❄️ 2025/2026. Takich mrozów dawno u nas nie było. W nocy temperatura spadała do -11°C, a w dniu interwencji było około -5°C.

Zgłoszenie wpłynęło jednocześnie od Inspekcji Weterynaryjnej oraz od Gminy Zgorzelec.

Na miejscu nie zastaliśmy właściciela posesji. Zastaliśmy za to małego, brązowego psa przykutego łańcuchem do starej, dziurawej obory z ogromnymi ubytkami w ścianach i dachu. Obora była ogromna, a w jej wnętrzu siedział maleńki piesek, który z zimna trząsł się jak osika.

W misce leżała niewielka ilość suchej karmy. W garnku nie było wody. Nie było też budy ani żadnego miejsca, w którym pies mógłby schronić się przed mrozem. Leżała jedynie stara przewrócona wersalka, but, kilka zardzewiałych puszek i kawałek ostrego metalu. Do dziś zastanawiam się, jak ten pies przeżył w takich warunkach.

Na chwilę oddaliliśmy się od niego. I wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomnę. Pies zaczął płakać😭. Naprawdę płakać. Patrzył na nas i błagał o ratunek.

Od Inspekcji Weterynaryjnej otrzymaliśmy adres członka rodziny właściciela, który od czasu do czasu dokarmiał psa, rzucając mu przysłowiową garstkę chrupek. Tej osoby również nie zastaliśmy. Rozmawialiśmy natomiast z jej dorosłą córką. Opowiedziała nam o właścicielu posesji, o jego problemie alkoholowym, o tym, że pies został mu podarowany przez kolegę od kieliszka, i przyznała, że od dawna nie utrzymuje z wujkiem kontaktu i nie chce mieszać się w tę sprawę.

Na miejscu było nas pięć osób – dwóch inspektorów z naszego Stowarzyszenia oraz trzech przedstawicieli Gminy Zgorzelec. Wszyscy jednogłośnie uznaliśmy, że psa trzeba natychmiast uwolnić z łańcucha i odebrać, ponieważ pozostawienie go tam oznaczałoby dla niego śmierć.

Pies został odebrany. Był tak wychłodzony, że długo trwało, zanim udało się go ogrzać.

Oczywiście złożyliśmy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zarówno Inspekcja Weterynaryjna, Gmina Zgorzelec, jak i my doskonale wiedzieliśmy, kim jest właściciel psa i z której posesji został odebrany. Było zawiadomienie, były zeznania i czekaliśmy na rozprawę. Wydawało się, że to jedna z prostszych spraw – jest pies, jest łańcuch, jest mróz, nie ma schronienia, nie ma wody, nie ma właściwej opieki.

I wtedy przyszło postanowienie o umorzeniu.

Powód:
‼️Nie wykryto sprawcy⁉️

Przyznam szczerze, że do dziś trudno mi to zrozumieć 🤔

Ciąg dalszy tej historii opiszę, gdy otrzymamy odpowiedź na nasze zażalenie. Mam ogromną nadzieję, że sprawa jednak trafi na salę sądową i nie zakończy się na tym etapie.

02.08.2036rDziś przyszła kolej na pokazanie kolejnego wyroku, który zapadł w lipcu.Publikuję go z opóźnieniem, ale jak z...
02/08/2026

02.08.2036r

Dziś przyszła kolej na pokazanie kolejnego wyroku, który zapadł w lipcu.

Publikuję go z opóźnieniem, ale jak zawsze natłok obowiązków i konieczność ustalania priorytetów sprawiają, że pisanie postów schodzi na dalszy plan. Teraz nadrabiam zaległości.
Przez najbliższe dni chcę poświęcić trochę czasu na przedstawienie Wam kolejnych spraw sądowych oraz tych, które – niestety – zostały umorzone😥

Interwencja w Lasowie była jedną z najdłużej trwających. Nasi inspektorzy przez długi czas regularnie jeździli na miejsce i dokumentowali sytuację zwierząt, a przy okazji dokarmiali je. Już po pierwszych kilku interwencjach złożyliśmy do Urzędu Miasta i Gminy Pieńsk wniosek o czasowy odbiór zwierząt.
Psy pozostawiliśmy w ich miejscu bytowania, ponieważ choć ich sytuacja była zła, nie występowało bezpośrednie zagrożenie życia. Dlatego uruchomiliśmy tryb administracyjny.
Niestety nasz wniosek został uznany za bezzasadny🤬
Nie poddaliśmy się. Nadal przyjmowaliśmy zgłoszenia, prowadziliśmy kolejne interwencje i zbieraliśmy następne dowody. Po ich zgromadzeniu ponownie złożyliśmy wniosek o czasowy odbiór zwierząt. I tym razem wszystko potoczyło się inaczej. Zmienił się urzędnik, który bardzo rzetelnie przeanalizował przepisy ustawy o ochronie zwierząt i dostrzegł to, co dla nas było oczywiste od początku – że doszło do znęcania się nad zwierzętami.
To pokazuje, jak ogromne znaczenie ma znajomość przepisów ustawy o ochronie zwierząt oraz właściwa ocena zgromadzonego materiału dowodowego.
Kiedy Dżeki i Miśka byli już pod naszą opieką, dopilnowaliśmy, złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i przystąpiliśmy do sprawy jako strona.
Wyrok zapadł w postępowaniu nakazowym, bez udziału stron. Mimo to bardzo się cieszymy.
Każdy wyrok skazujący pokazuje, że warto walczyć do końca i nie odpuszczać.
Wierzymy, że z czasem będą zapadały również surowsze kary.
Na zdjęciach przedstawiamy Wam kilka ujęć z interwencji oraz pokazujemy Dżekiego dzisiaj. Jego przemiana mówi sama za siebie. ❤️
Miśka przebywa w domu tymczasowym, natomiast Dżeki nadal czeka na swój wymarzony dom.

❗️W komentarzu zamieścimy jeszcze jeden z filmów nagranych podczas interwencji.

01.08.2026rKolejny pracowity dzień za nami! ❤️🐾Dzisiaj kolejne dwie suczki z Jagodzina pojechały na zabieg sterylizacji,...
01/08/2026

01.08.2026r

Kolejny pracowity dzień za nami! ❤️🐾

Dzisiaj kolejne dwie suczki z Jagodzina pojechały na zabieg sterylizacji, a Czika z Gronowa była na kontroli pooperacyjnej. Na szczęście wszystkie dziewczyny czują się dobrze i wracają do zdrowia. ❤️
Panu Tadeuszowi z Gronowa obiecaliśmy, że gdy tylko uda nam się znaleźć domy dla wszystkich szczeniaków z Jagodzina, zabierzemy Czikę do schroniska. Wierzymy, że stąd będzie jej łatwiej znaleźć kochającą rodzinę.
Niestety od ponad dwóch miesięcy nikt nie zainteresował się jej adopcją. A Czika naprawdę zasługuje na swój własny dom i człowieka, który pokocha ją na zawsze.
Przy okazji przypominamy, że spośród szczeniaków z Jagodzina swoje wspaniałe domy znalazły już Reksio i Gama. ❤️
Na adopcję wciąż czekają Sztyc i Rudy. Może to właśnie dziś ktoś zakocha się w jednym z nich?
Na zdjęciach przypominamy Wam naszych dwóch kawalerów, którzy wciąż wypatrują swoich rodzin. 🐶❤️

31/07/2026

Adres

Zgorzelec I Okolice W Promieniu 40km
Zielona Góra
59-900

Telefon

+48784907792

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Inicjatywa dla Zwierząt umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Inicjatywa dla Zwierząt:

Skróty

Udostępnij