14/09/2026
Najbrzydsza, najgrubsza, najniższa. Do dorożki by nikt nie wziął. To nie ma być tkliwy post o tym, jak to uratowałyśmy konia przed pewnym oczywistym losem. To tekst o wolności, na którą została przeze mnie skazana. Na autonomię, na decyzyjność, na bycie.
W naszych głowach koń wiąże się z jednym - jeździ się na nim. Ale Dolly nigdy nie podpisała ze mną umowy o pracę. Ja za to, jak z każdym stworzeniem, które biorę pod swoje skrzydła, podpisałam z nią umowę, że zrobię wszystko w mojej mocy, by zapewnić jej jak najwyższy dobrostan. Pytają, czy na niej jeżdżę. Nie ma nawet roku. Czy będę? Tylko, jeśli ona będzie tego chciała.
Przyjechała „surowa”. Hodowca był wręcz przerażony ideą, że pójdzie z miejsca na całkowicie wolny wybieg. Żadnej stajni, żadnego boksu. Od razu wyprzedzam - tak, odpowiednią ilość cienia zapewniały drzewa dookoła. W moich oczach oswojenie nie jest wyuczoną bezradnością. Koń nie ma zaakceptować dotyku dlatego, że nie ma szansy od niego uciec. Miałam na nią plan od początku. Podchodziła, bo chciała. Jest czyszczona, bo lubi kontakt z człowiekiem, masaż, być wydrapaną po brzuchu.
To jeszcze dziecię, choć nie wygląda. Ten dysonans poznawczy widzę również pracując z psami. Ogromne szczenię ras szybko rosnących widziane jest często przez właścicieli jako dorosłe, dojrzałe zwierzę. Oczekuje się od nich bezwarunkowego posłuszeństwa, spokoju. Gryzący, niebezpieczny, duży pies okazuje się szczeniaczkiem, który błaga o kontakt. Podgryza, bo jest to jeden ze sposobów komunikacji.
Psy nauczyły mnie działania - szybkiego, precyzyjnego, na dosyć wysokim poziomie ekscytacji. Konie nauczyły mnie, aby zatrzymać się. Spojrzeć na drzewa. Stać i być. To zupełnie inny rodzaj pracy, niełatwy do utrzymania w czasach, gdzie gloryfikuje się ciągłą produktywność, a efekty mają być szybkie. Ale Dolly może pozostać ze mną ponad 20 lat. Chociaż teraz uczymy się podstaw, cały czas fantazjuję o wizji galopu na pustym polu. Ale to nie coś, co osiągnę za dwa lata, kiedy można będzie na nią wsiąść. Może nie osiągnę tego za 5 lat. Może nigdy. Nie muszę. To jej życie, które chciałam jej dać.
Nie chciałam pokazywać jej światu od początku. Kopyta niezrobione, kobyła wyglądała dość miernie, a sposób w jaki jest trenowana również daleki jest od tradycyjnego treningu w świecie końskim. Jak już mówiłam - to jej świat, ja w nim tylko żyję. I żyje Nam się w nim cudownie.
Szukając miejsca dla mojej niespełna jeszcze rocznej Dolly miałam jeden cel - żeby była szczęśliwa. Żeby żyła w stadzie, miała nieograniczoną ilość ruchu, jadła do woli trawę, ziółka, świeże siano. Leśny Zakątek Pensjonat dla koni dał jej możliwość czerpania z życia garściami.
~ Ciocia Pola