11/07/2026
TW: drastyczny opis obrażeń po ugryzieniu.
- Ale po co kastrować dwie samiczki?
- A to nie wystarczy, że samiec jest wykastrowany?
- Czemu nie można 8-tygodniowego królika z dorosłym, przecież on się tym młodym ładnie opiekuje?
- Przeczytaliśmy w internecie, że trzeba je wrzucić do małej klatki i czekać, aż będzie miłość.
- A bo na grupie kazali postawić transporter na wirującej pralce.
Zaprzyjaźnianie królików - temat rzeka. Króliki to zwierzęta stadne, tu nie ma wątpliwości, ale jednocześnie bardzo terytorialne i skłonne bronić swojego terytorium do śmierci. Biały królik - morderca z Monty Pythona to nie jest fantazja twórców, nasza słodka futrzana kuleczka w pewnych okolicznościach może nagle zmienić się w kipiącego wściekłością agresora.
Jednocześnie, trzeba miec na uwadze, że tak jak ludzie, niektóre króliki się polubią, inne nie. Proces zaprzyjaźniania może być łatwy i szybki, a może być drogą przez mękę. Pół biedy jak będą się gonić i jeden drugiemu wyrwie z dupska parę kłaków, ale niejednokrotnie próby łączenia kończą dużo gorzej. Kastracja ŁAGODZI instynkt terytorialny, dlatego wykastrowanie OBU królików to absolutnie podstawa, (już pomijam korzyści zdrowotne), ale nie likwiduje go całkowicie. I teraz przechodzę do historii, której główną bohaterką jest poniższa królinka.
Dwie wykastrowane samiczki, problemy z zaprzyjaźnianiem od początku, pół roku temu jeden incydent krwawej walki, tj. zakończony szyciem. Wówczas pogryziona została druga króliczka. Pół roku planowała zemstę. I przedwczoraj, podczas pobytu w hoteliku, doszło do pełnoskalowej wojny, w wyniku której dziewczyna ze zdjęcia skończyła z rozprutym brzuchem. I wierzcie nam, widzieliśmy dużo, ale takiej masakry - nigdy. A do tego nie zauważyliśmy problemu od razu (pobić musiały się podczas naszej nieobecności), bo ofiara zachowywała się całkowicie normalnie, jadła, piła, siedziała i leżała w każdej pozycji. Dopiero przy wieczornej toalecie zauważyliśmy krew. Jak na złość w żadnej, ale to żadnej nocnej przychodzi na Śląsku nie było specjalisty od królików i nikt nie chciał się podjąć leczenia. W końcu ubłagaliśmy doktora Victora z Dog Torka, który przed północą nas przyjął , wstępnie zabezpieczył ranę, odkrywając jednocześnie po zgoleniu futra, że jest ona dużo, dużo większa, niż myśleliśmy. A rano doktor Beata z Reptilio wykonała iście koronkową robotę, zszywając wiszące w strzępach fragmenty skóry, spod których widać było całe mięśnie.
Mała dochodzi do siebie. A my po raz kolejny mamy refleksję. Skoro dwie kastrowane samice pogryzły się do tego stopnia, że jedna nieomal przypłaciła to życie, to co mogą nawywijać te bez kastracji? I czy rzeczywiście warto na siłę łączyć króliki, które ewidentnie się nie polubiły i w zasadzie ciągle jest między nimi jest stan cichej wojny i napięcia? Otóż, moim zdaniem, nie warto. Funkcjonuje taka opinia, że każde dwa króliki da się zaprzyjaźnić. No niby się da, ale po co? Żeby całymi tygodniami próbować samemu lub pod okiem behawiorysty, ale wciąż z dużym ryzykiem wystąpienia agresji? Żeby jeździć co dwa miesiące na szycie i w efekcie wciąż siedzieć na tykającej bombie? No w moim przekonaniu nie warto. Króliki nie zapałały do siebie sympatią? Trudno, próbujemy z kolejnym. Jest to niepopularny pogląd. Podobnie jak inny - są króliki, które nie są w stanie zaprzyjaźnić się z żadnym innym. I po kilku próbach, wyczerpując wszystkie NIEINWAZYJNE (nieszczęsny transporter na pralce) sposoby, powinno się odpuścić. Znam co najmniej dwa takie przypadki. Jasne, może gdzieś jakiś behawiorysta-czarodziej po kilku miesiącach odniesie sukces, ale wciąż zostaje pytanie - czy to jest warte tego całego stresu, na który króliki są narażone?
Post ku przestrodze. Naprawdę, uważajcie, obserwujcie i reagujcie.