24/07/2026
Adopcja kota z hodowli okiem hodowcy❤️
Wiem,że każdy post adopcyjny kota pohodowlanego budzi duże emocje, w szczególności u osób, które nie są i nigdy nie były hodowcami oraz u tych, które nawet nigdy nie miały kota w domu. Dlaczego? Dlatego, że projektujemy swoje ludzkie uczucia na zwierzęta tak naprawdę nie znając ich natury zbytnio...
Często czytam komentarze pod adopcyjnymi postami: "Jak tak można? Kot umrze z tęsknoty! Kot kocha właściciela a on się go pozbywa! Traktuje zwierzę jak rzecz!"
Postaram się nieco naświetlic temat merytorycznie :)
Jakie są fakty? Fakty są takie, że odpowiedzialna hodowla to nie jest zbieractwo, to konieczność wprowadzania nowych genów, to konieczność minimalizowania stresu w stadzie (koty z natury są samotnikami, na wolności nie żyją w stadach!) bo stres jest główną przyczyną spadku odporności i apetytu, podatności na infekcje, kłopotów z sercem i układem moczowym i wielu, wielu innych schorzeń.
To też konieczność usuwania z hodowli kotów, które finalnie okazały się kotami nienadającymi do hodowli: wyszła u nich z czasem jakaś wada, choroba dyskwalifikująca z hodowli lub wada charakteru (np. lękliwość, brak instynktu macierzyńskiego).
Aż wreszcie to zwykła ludzka empatia dla zwierzęcia, które jest naszym zasłużonym kotem hodowlanym a które choć mogłoby jeszcze w hodowli pozostać zasługuje na swojego człowieka na wyłączność, na spanie w łóżku, na relaks, na chodzenie po zabezpieczonym ogródku, na wygrzewanie się w słońcu...
A co do "kochania" to tak, kot potrafi bardzo się przywiązać do opiekuna ale... w hodowli jest dużo kotów a opiekun jeden/dwóch, na każdego kota przypada dosłownie chwila uwagi dziennie. Doba ma tylko 24 godziny a 90% hodowców prowadzi (o dziwo!) też swoje ludzkie życie: mają stała pracę niezwiązaną z hodowlą, dzieci, dom, potrzebę życia prywatnego i... snu. Tego się nie da "rozciągnąć", tak jak nie da się rozciągnąć domu, który ma określony metraż. Dlatego czy tego się chce czy nie to większość kotów, które ukończyły karierę hodowlaną musi pojechać do nowego domu bo zostawiając każdego z nich "na emeryturę" w hodowli skazujemy go na życie w zagęszczeniu, ciągłym stresie (kocięta, rujki, krycia, nowe koty, konflikty w stadzie, gdzie kastrat zawsze spada na samo dno w hierarchii) - nie każdy kastrat jest to w stanie znieść! Nie każdy kot się w tym odnajdzie.
Często taki sentyment kończy się ciągłą rotacją stada:oddzielaniem kotów po pokojach, rozgramianiem konfliktów, chronieniem kastrata przed często zaborczymi matkami czy kocurami, które traktują kastrata (nawet kotkę!) bardziej jak rywala niż towarzysza...
Do tego czym więcej kotów w stadzie i czym większy stres, tym większe potencjalne źródła infekcji (o czym mało kto myśli).
Czy o taką właśnie "emeryturę" dla naszej kotki, czy kocura, który spędził u nas rok-kilka chodzi???
Czy to jest to całe DOBRO i Miłość do zwierzęcia? Czy tak miałby spędzić najbliższe kilkanaście lat swojego życia?
Naszym zdaniem NIE i niezależnie od przywiązania do kota czasami przychodzi moment podjęcia tej trudnej decyzji...pożegnania się z kotem, który był dla nas źródłem dumy, radości, łez wzruszenia, wielu wspólnych chwil...
Osobiście dla mnie wydanie kota dorosłego to najbardziej emocjonalny moment, najciężej to znoszę, zawsze mam wiele obaw a to "bezduszne serce hodowcy" zawsze boli...
Jednak jak dostaję takie zdjęcia jak to, to wiem, że dokonałam właściwego wyboru❤️
Na zdjęciu Rita, kotka, która kupiliśmy z innej hodowli, okazała się kotką bardzo wycofaną, do tego stopnia, że nie zrobiłam jej nigdy żadnej sesji zdjęciowej-widząc człowieka od razu wskakiwała na drapak... Czekałam, liczyłam, że się otworzy do ludzi, do stada, nie udało się... Zapadła decyzja o adopcji.
Rita 2 tygodnie temu zamieszkała u Pani Ani, dołączyła do urodzonego u nas dwuletniego, spokojnego Rudolfa. Wiedziałam, że to będzie najlepszy dom dla Rity.
Mówiłam Pani Ani jaka jest Rita, że nie wiem czy kiedykolwiek się otworzy....a dziś, po dwóch tygodniach takie zdjęcie... Rita stoi spokojnie i patrzy na swoją panią... nie ucieka, nie chowa się, po prostu patrzy i pozuje do zdjęcia...
A za Rudolfem nawiązała przyjaźń, nawołuje go i szuka z nim kontaktu❤️
Przyszedł spokój, cisza, brak ludzkich dzieci, hałasu, cierpliwość opiekunki... i stał się mały cud-Rita zaczęła się otwierać a we mnie nastał spokój i wdzięczność❤️
I takich zdjęć dostajemy dużo, i to nas cieszy, to nas wzrusza.
O to właśnie chodzi w adopcjach dorosłych kotów... właśnie o to.
B.