21/08/2026
To jeden z czterech kociaków, które pojawiły się na mojej ulicy.
Jedno kocie życie przepadło bez wieści.
Jednego malucha zabrałam do siebie.
Została jeszcze ta dwójka.
I pierwszy raz od bardzo dawna muszę powiedzieć wprost: sama już ich nie uratuję.
Przez lata stałam na straży kociej pomocy. Brałam kolejne biedy, leczyłam, oswajałam, szukałam domów. Dawałam z siebie więcej, niż właściwie mogłam sobie zostawić. Zawsze wydawało mi się, że jeszcze jednego gdzieś zmieszczę, jeszcze jednemu dam radę pomóc. Przez lata dawałam leczenie, karmę i wszystko co mogłam ale teraz jest ciężko i już nie mam tylu chętnych by wziąć pod opiekę kociaka .
Dzisiaj ja już tej przestrzeni już nie mam.
Nie mam wolnych domów tymczasowych. Właściwie nie mam żadnych domów tymczasowych bo już nie mam takich możliwości jak kiedyś. Nie mam gdzie bezpiecznie zabrać kolejnych dwóch maluchów. A patrzenie na nie ze świadomością, że każdego dnia może wydarzyć się coś złego, jest potwornie trudne.
Ten mały ze zdjęcia przychodzi, siada na fotelu, patrzy na człowieka. Jest jeszcze dzieciakiem. Przed nim mogłoby być kilkanaście lat bezpiecznego życia – zamiast ulicy, samochodów, chorób, zimna i ciągłego ryzyka.
Nie mam już wielkich możliwości.
Ale nadal mam serce. I dlatego proszę Was o pomoc.
Szukam domu tymczasowego albo domu stałego dla tego kociaka i jego rodzeństwa.
Jeżeli sami nie możecie ich przyjąć – proszę, udostępnijcie. Może gdzieś po drugiej stronie ekranu jest człowiek, dzięki któremu te dwa małe życia nie znikną tak jak pierwsze.
Czasem do uratowania życia potrzeba tylko jednej osoby, która powie:
„Dobrze. Wezmę go.”
Proszę, pomóżcie mi ją znaleźć. 🖤🤍