Szpital Koni Służewiec

Szpital Koni Służewiec Prosimy o kontakt przez whatsapp lub mail Całodobowa pomoc w nagłych przypadkach tel. +48 607 29 11 84

Szpital Koni Służewiec prowadzi działalność na terenie Toru Wyścigowego od 1953 roku, obecnie jako spółka cywilna kierowana przez lekarzy weterynarii Adama Jana Wąsowskiego i Jana Samsela.

Szanowni Państwo,na corocznym zjeździe chirurgów europejskich ECVS (a jest to najważniejsze forum wymiany doświadczeń w ...
13/07/2026

Szanowni Państwo,
na corocznym zjeździe chirurgów europejskich ECVS (a jest to najważniejsze forum wymiany doświadczeń w zakresie chirurgii hipiatrycznej) przedstawiliśmy wyniki Szpitala w zakresie leczenia koni z nasilonym krwawieniem do jamy otrzewnowej. Prelegentką była dr n. biol. lek wet. Aleksandra Lewicka, nasza była stażystka, z którą teraz ściśle współpracujemy przy wielu projektach. Nasza prezentacja to opis autorskiej metody, dzięki której uratowaliśmy konie, które straciły nawet 40 litrów, czyli około 90% całkowitej ilości krwi. Autohemotransfuzja ma zastosowanie w przypadku krwawień do jamy otrzewnowej o różnej etiologii - w tym u koni przed, w trakcie oraz po zabiegach chirurgicznych. I właśnie takie przypadki były zostały omówione.

Konie z jamą brzuszną pełną krwi przyjeżdżają do nas często niezdiagnozowane: z podejrzeniem kolki, z zaburzeniami równowagi przypominającymi infekcję neurologiczną, albo z “ogólnym osłabieniem”.
Do naszych najtrudniejszych pacjentów należała klacz z pękającym i masywnie krwawiącym guzem jajnika (zgłoszona jako “kolkująca”), klacz z urazem głowy i miednicy, klacz w 10 miesiącu ciąży (która potem urodziła w terminie świetnie źrebię), klacze z krwawieniem poporodowym, konie po kastracji i laparotomii. Wykonywaliśmy też zabiegi chirurgiczne mające na celu zidentyfikowanie i zamknięcie krwawiącego naczynia a stabilizację pacjenta uzyskiwaliśmy właśnie dzięki zdrenowaniu krwi z jamy brzusznej, i po licznych ocenach - podaniu jej dożylnie - bez użycia antykoagulantów.

Pamiętamy wszystkie konie, których organizmy zostały poddane tak ekstremalnym doświadczeniom jak nasilony, niekontrolowany krwotok do jamy otrzewnowej. Nie wszystkie - z różnych przyczyn - udało nam się uratować, ale skuteczność naszej metody to ponad 85%. Pacjenci wrócili nawet do skoków czy WKKW - ale przede wszystkim: wrócili do swoich domów i do swoich właścicieli.
A po naszych zabiegach nie ma u tych koni żadnych śladów - i w sumie… o to właśnie chodziło…

Szanowni Państwo,zdiagnozowaliśmy u konia - prawdopodobnie jako pierwszy przypadek w Polsce - zapalenie mózgu na tle inf...
27/06/2026

Szanowni Państwo,
zdiagnozowaliśmy u konia - prawdopodobnie jako pierwszy przypadek w Polsce - zapalenie mózgu na tle infekcji wirusem kleszczowego zapalenia mózgu (TBEV). Wirus ten jest wspólnym patogenem dla koni i ludzi, tak samo zresztą jak wirus Zachodniego Nilu, z którym jest spokrewniony.
U naszego pacjenta rozwinął się nagły syndrom neurologiczny - z zaburzeniami równowagi, świadomości, całkowitą utratą wzroku. Stwierdziliśmy obrzęk mózgu. Wdrożyliśmy leczenie farmakologiczne, mające na celu przede wszystkim obniżenie ciśnienia śródczaszkowego, zapewniliśmy pacjentowi spokój, a kiedy już był w stanie połykać, to wodę i pójła podstawialiśmy “pod nos” - bo sam nie był w stanie znaleźć ani poidła ani żłobu. Sytuacja była bardzo trudna.
W ciągu kolejnych kilku dni dzięki precyzyjnie prowadzonej wielokierunkowej terapii na szczęście udało nam się ustabilizować konia, doprowadzić do wycofania się objawów neurologicznych ale ślepota korowa - a więc taka, której tłem nie są problemy okulistyczne - pozostała i nie wiadomo czy i w jakim stopniu jest odwracalna.
Koń jest już w swojej stajni, czuje się bardzo dobrze.

Flawiwirusy to rodzina, do której poza dwoma wymienionymi, należą też m.in.: wirus japońskiego zapalenia mózgu, wirus żółtej febry, wirus zapalenia wątroby, Zika, Denga - no okropna grupa. Najczęściej są przenoszone przez stawonogi, głównie kleszcze i komary. Przeciwko wirusowi Zachodniego Nilu jest szczepionka dla koni, ale nie ma dla ludzi. Jeśli chodzi o kleszczowe zapalenie mózgu, to jest odwrotnie: nie ma szczepionki dla koni, ale jest dla ludzi. Choroba ta u ludzi jest dobrze poznana; przebiega dwufazowo: w fazie pierwszej, kilka dni po wkłuciu się kleszcza, objawy są słabo wyrażone i niespecyficzne, “grypopodobne”. W fazie drugiej, po 1-2 tygodniach, dochodzi do gwałtownego pojawienia się objawów neurologicznych. Nasz pacjent przyjechał z kolką - nie można wykluczyć, że był to okres tuż przed drugą, ostrą fazą choroby. W diagnostyce i leczeniu tego konia bardzo pomogło nam doświadczenie z końmi z infekcją herpeswirusem i wirusem Zachodniego Nilu. Ale ostre objawy kleszczowego zapaleniu mózgu są mimo wszystko znacznie gorsze. Są po prostu przerażające.

Na szczęście konie nie zarażają się od siebie ani wirusem Zachodniego Nilu ani wirusem kleszczowego zapalenia mózgu. Ani też innymi chorobami odkleszczowymi, które ostatnio diagnozujemy znacznie częściej niż kiedyś. Tacy pacjenci są też bezpieczni dla ludzi - ale należy unikać kontaktu z krwią chorych koni. Choruje tylko koń ukłuty przez kleszcza czy komara.

Natomiast niewiele jest opublikowanych prac z Europy, ze szczegółowo opisanymi objawami i przebiegiem kleszczowego zapalenia mózgu u koni, potwierdzonego laboratoryjnie. Z tej niewielkiej grupy koni zdecydowana większość to konie uśpione.

Upalne lato nie zwiastuje niczego dobrego w tej kwestii, a i tak kleszcze są aktywne w Polsce przez cały rok; zdejmujemy ich mnóstwo z pacjentów. Dlatego - jak zawsze - zalecamy szczepienie koni przeciwko Zachodniemu Nilowi i przyłączamy się do apeli lekarzy medycyny ludzkiej o zaszczepienie się przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu. Jeśli na danym terenie - a nasz koński pacjent mieszka na Mazowszu - choruje koń to znaczy, że patogenne wirusy są tam obecne. Więc może zachorować też człowiek. W zeszłym roku ostrą postać kleszczowego zapalenia mózgu zdiagnozowano u około 1000 osób w Polsce.
Jak widać, wiele nas łączy z końmi, wspólne wirusy neurotropowe również…

Szanowni Państwo,   kiedy właściciele naszych pacjentów decydują się na ratowanie koni dotkniętych bardzo rzadkimi schor...
03/06/2026

Szanowni Państwo,
kiedy właściciele naszych pacjentów decydują się na ratowanie koni dotkniętych bardzo rzadkimi schorzeniami (czy to u źrebiąt czy też u dorosłych koni), opisanymi w literaturze światowej zaledwie kilkukrotnie, to w pracy klinicznej poruszamy się wtedy bardzo ostrożnie, przeszukując wszystkie dostępne zbiory artykułów źródłowych. Przypuszczalnie także inne ośrodki, przyjmujące konie z rzadkimi, nietypowymi schorzeniami (i to w trybie ostrego dyżuru) napotykają te same problemy. Stąd też naturalna potrzeba wymiany doświadczeń i protokołów zaproponowanych terapii, a więc publikowania wyników swojej pracy - zwłaszcza w czołowych, branżowych czasopismach, mających ogromne liczby czytelników na całym świecie.
Dla nas jest to przedstawienie i poddanie zewnętrznej, krytycznej analizie stosowanych przez nas procedur, procesu diagnostycznego a nawet dróg rozumowania - pod osąd najbardziej wymagających recenzentów i całej społeczności lekarsko-weterynaryjnej.

Nasze wyniki laparotomii na koniu stojącym w redukcji skrętów macicy (BMC Veterinary Research), opracowanie terapii u koni z ciężkim przebiegiem neurodegradacyjnej choroby Zachodniego Nilu (Equine Veterinary Education) oraz udział w międzynarodowych badaniach nad sposobami i efektami leczenia wieloodłamowych złamań kości pęcinowej (Equine Veterinary Education - bardzo lubimy brać udział w pracach różnych zespołów; to się przekłada na wspaniałe, trwałe kontakty i możliwość szybkich konsultacji) - to duże rzeczy, pomogliśmy w ten sposób wielu koniom.
No i koło się jakby zamknęło - publikujemy od 2005 roku (Jan Samsel), ale od zeszłego roku po raz pierwszy w czasopismach, z których przez te wszystkie lata sami czerpaliśmy wiedzę. A publikowanie swoich wyników jest bardzo ważne - zwłaszcza we współczesnej sytuacji zalewu różnorodnych treści, kłopotów w odróżnieniu prawdy od fałszu, wiedzy od wiary, rzetelności od fascynacji. Tak, osąd recenzentów nie zawsze bywa bardzo przyjemny. Ale dla własnej wiarygodności jest po prostu konieczny.

Jesteśmy dużym zespołem wspierających się ludzi. Możemy liczyć na siebie nawzajem i na to, że podczas licznych poszukiwań diagnostyczno-terapeutycznych, naszych mikrokonsyliów w obliczu nietypowych, skomplikowanych przypadków chorób koni, wspólnie znajdziemy jakąś ścieżkę, która doprowadzi do rozpoznania schorzenia, wyleczenia konia i oddania go szczęśliwym właścicielom.
I jeszcze raz: wyjazd zdrowego konia ze Szpitala to zawsze wielka frajda - tak po prostu. Ten zastrzyk radości - po wszystkich terapeutycznych niepokojach - daje moc, sens i nadzieję na przyszłość

Szanowni Państwo,oczy i ich okolica to obszar, w którym w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości kaskada zdarzeń może ...
16/05/2026

Szanowni Państwo,
oczy i ich okolica to obszar, w którym w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości kaskada zdarzeń może być bardzo niekorzystna. Konie z wypadków, z urazami kości czaszki, z rozległymi czy trudno gojącymi się ranami wymagają szczególnego namysłu i precyzyjnego zaplanowania leczenia. To samo dotyczy sarkoidów okolicy oczu, nowotworów oka, powiek, spojówek czy guzów zagałkowych. Przebieg leczenia może być trudno przewidywalny zwłaszcza, że czasem jest połączeniem zabiegów nie tylko z zakresu okulistyki ale i chirurgii kostnej, traumatologii a nawet chirurgii plastycznej. W wielu przypadkach możliwości leczenia są bardzo ograniczone i obarczone ryzykiem utraty oka. Leczenie okulistyczne to także uśmierzanie bólu i dbałość o prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego. I cisza i spokój, bezpieczny boks.

Nasi niedawni pacjenci to koń po strasznym wypadku z urazem czaszki i perforacją gałki ocznej - ale udało się nam doprowadzić do zagojenia się tego obszaru, bez enukleacji a w kolejnej fazie leczenia wykonaliśmy zabieg, poprawiający funkcjonalność i estetykę tej okolicy. Drugi pacjent doznał koszmarnego urazu powieki, ale i tutaj finezyjne zaszycie doprowadziło do przywrócenia prawidłowości anatomicznej i ruchomości powieki. Trzeci koń - z perforacją gałki ocznej na tle urazu mechanicznego rogówki (mocno poobijana głowa w trakcie manifestacji ostrych bóli morzyskowych) - z pięknym, zagojonym okiem, niezauważalnie mniejszym od oka zdrowego, wyjechał do domu (po laparotomii) i liczymy na jeszcze lepszy efekt kosmetyczny w długoterminowej perspektywie.

Ale medycyna to nie tylko leki i procedury które MOŻNA i trzeba wdrożyć. To także całe mnóstwo protokołów leczenia, których NIE MOŻNA, NIE TRZEBA albo nie powinno się w danym przypadku wdrażać, albowiem długookresowo może to być niekorzystne dla pacjenta. Refleksja nad tym wszystkim, analiza tego co jest konieczne, wykonalne i właściwe dla konkretnego pacjenta w danej sytuacji - to najtrudniejsze zadanie zespołu lekarskiego.
Wydaje się, że opracowanie planu B (i C), gotowość do zmiany założeń i terapii, otwartość na nowe opinie to podstawa wykonywania (nie tylko) tego zawodu

18/04/2026

Szanowni Państwo,
intensywna terapia w neonatologii to temat dzisiejszej prezentacji, przygotowanej przez dr Annę Nowakowską i dr Angelikę Staszczyczyn na zaproszenie IVSA SGGW.
Ratowanie źrebiąt-noworodków to duże, całodobowe przedsięwzięcie zwłaszcza, że do Szpitala zgłaszane są nawet źrebięta nieprzytomne, przywożone na rękach, ze znacznymi deficytami krążeniowymi, oddechowymi, uszkodzonymi narządami wewnętrznymi, złamaniami. Wśród najrzadszych przypadków, które leczyliśmy trzeba wymienić krwotoczne zapalenie pęcherza moczowego (klaczka 1 dniowa, teraz kilkuletnia w świetnej formie), obecność cysty podnagłośniowej krtani (ogierek 1 dniowy, niestety nie udało się go uratować),a także przypadki izoerytrolizy (ostrej anemii autoimmunohemolitycznej na tle konfliktu serologicznego z klaczą-matką - wszystkie te źrebięta szczęśliwie wyjechały ze Szpitala). Natomiast okołoporodowe pęknięcie pęcherza moczowego i zatkania smółką - często wiążą się z koniecznością wykonania laparotomii nawet u kilkunastogodzinnego źrebięcia. Ratowaliśmy też źrebięta-wcześniaki, noworodki po utracie matki, źrebięta z ciąży bliźniaczej - z syndromem nieprzystosowania. Zaznaczmy, że najczęściej dla dorosłego już konia nie ma ŻADNYCH niekorzystnych następstw tak dramatycznych doświadczeń noworodkowego okresu życia.

Właśnie niedawno “przyjechał się pokazać” jeszcze jeden niesamowity koń, dziś 3 letni: jako 10-miesięczny płód w łonie matki był zagrożony poważnym niedotlenieniem i fatalnymi konsekwencjami tego stanu ponieważ u klaczy (zgłoszonej z nieoczywistymi objawami kolkowymi), zdiagnozowaliśmy masywny krwotok do jamy otrzewnowej. Wszystko skończyło się bardzo dobrze, poród miał miejsce w terminie, koń jest bardzo dobrze rozwinięty, klacz też czuje się świetnie ale ostre przypadki w okresie ciąży i w okresie okołoporodowym u matki - również mogą przyczynić się do niekorzystnego przebiegu pierwszych godzin i dni życia noworodka.

Wszystkie te doświadczenia i złożoność podjętych terapii zostały dzisiaj omówione.
I jeszcze jedno: takiemu malutkiemu źrebięciu bardzo łatwo jest zrobić niezamierzoną krzywdę - doprowadzić do zachłystowego zapalenia płuc (przy próbie karmienia z butelki), uszkodzić prostnicę, cewkę moczową. Takie źrebięta również przyjmowaliśmy i leczenie ich jest ogromnym wyzwaniem tak medycznym jak i emocjonalnym.
Dla wszystkich

Szanowni Państwo,kiedyś na ostrym dyżurze przyjmowaliśmy dużo koni z grupy tzw “łatwych” przypadków. Jednak od kilku lat...
21/03/2026

Szanowni Państwo,
kiedyś na ostrym dyżurze przyjmowaliśmy dużo koni z grupy tzw “łatwych” przypadków. Jednak od kilku lat to się radykalnie zmieniło - dostępność lekarzy w terenie wzrosła, konie są w dużo większym stopniu leczone w stajni, na miejscu, a do nas przyjeżdżają przede wszystkim przypadki ciężkie, trudne i czasem po prostu straszne. A równocześnie - ekstremalnie rzadkie.

W takich sytuacjach, po usłyszeniu diagnozy, prognozy i wariantów terapii właściciele potrzebują po prostu nieco czasu żeby ochłonąć i odpowiedzieć sobie na narzucające się pytania: dlaczego ja? dlaczego to się dzieje mojemu koniowi? I co to dalej będzie? Naprawdę wszelkimi możliwymi sposobami i maksymalnie szczerze staramy się nakreślić aktualny stan konia i rokowanie. Ale nie zawsze to są dobre lub nawet ostrożnie optymistyczne wiadomości.

Tym niemniej właśnie umawiają transport - lub szczęśliwie już wyjechały od nas - konie z piekielnie trudnymi, prawie nieobecnymi w literaturze medycznej przypadłościami. Z dystansu czasowego pewnie wszystkie te perypetie kiedyś opiszemy.
Wyrazy wsparcia i uznania należą się wszystkim właścicielom - i tym, którzy nawet nie mieli szansy od losu żeby walczyć o swojego konia, i tym, którzy po wstępnym szoku po diagnozie podjęli najlepszą możliwą w danej chwili decyzję.
I żeby nie było - dla nas takie zagęszczenie nieszczęść jest również trudne do udźwignięcia.

Tym bardziej proces zdrowienia konia - a w szczególności jego wyjazd do domku - jest dniem ogromnej ulgi, radości i… niemodnego ostatnio, staroświeckiego - poczucia dobrze spełnionego obowiązku

20/02/2026

Szanowni Państwo,

zaparcie porodowe (źrebię nie przeżyło), skręt macicy ciężarnej, ochwat w czasie ciąży - to przypadłości klaczy, które przyjechały do nas w ostatnich tygodniach. Dwie pierwsze wyjechały już do domów, trzecia potrzebuje jeszcze nieco czasu.
Natomiast w zeszłym sezonie hodowlanym mieliśmy bardzo nietypowy przypadek komplikacji okołoporodowych u klaczy-matki. Po kilku tygodniach leczenia zachowawczego - antybiotykoterapii w jednej z klinik zagranicznych klacz przyjechała do nas na chirurgiczną rewizję gigantycznego - około 20 centymetrowego ropnia, który utworzył się w ścianie jamy brzusznej i miednicy - w bliskim sąsiedztwie dróg rodnych. Nie udało nam się dokładnie ustalić jak i dlaczego doszło do powstania tak wielkiego i tak niebezpiecznie ulokowanego ropnia. Wiemy, że u klaczy doszło do zaparcia porodowego i że noworodek nie przeżył.

Zabieg w Szpitalu był bardzo trudny. Gdyby doszło do kontaminacji jamy otrzewnowej zawartością ropnia - byłoby już po koniu. Zdecydowaliśmy o drenażu ropnia na klaczy stojącej w znieczuleniu miejscowym. Właściciele byli świadomi, że to jest sytuacja graniczna, zero-jedynkowa: drugiej próby nie będzie. Klacz była jednak w tak złym stanie, że nie było już innych możliwości wyleczenia jej.
No cóż, po udanym zdrenowaniu ropnia, uwolnieniu jego zawartości, “zapach” w Szpitalu był nie do zniesienia. Z pobranej próby wyhodowaliśmy 5 mikroorganizmów, z których każdy miał swoją “specyfikę”...

Już następnego dnia po zabiegu - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - stan klaczy od razu się poprawił. Zaczęła się kłaść (nareszcie!), sprawnie wstawać, apetyt wracał, zainteresowanie życiem w ogóle i życiem szpitalnym również. Co kilka dni płukaliśmy jamę ropnia, cierpliwie czekając, aż całkowicie i sterylnie się zagoi. Wprowadziliśmy też stopniowo wydłużane spacery a potem “treningi” na lonży - masa mięśniowa dramatycznie spadła u klaczy od czasu tego strasznego porodu, a poza tym doszło też u niej do okołoporodowego porażenia nerwu udowego. “Doktor Czas” również bardzo nam sprzyjał.
Po niecałych dwóch miesiącach klacz wróciła ze Szpitala do swojego domu. Dalsza rehabilitacja, przywracanie jej poczucia swobody ruchu - tak fizycznie jak i psychicznie - przyniosły bardzo dobre efekty, ale zajęło to ponad pół roku.
Klacz jest piękna, w sportowych liniach - aż się wierzyć nie chce, że przyjechała do nas chuda, w apatii, z atrofią mięśni, nie mogąca się poruszać bez bólu nawet w stępie.

Cztery klacze, 3 końskie historie i jedna ośla. We wszystkich tych przypadkach podstawą leczenia było wzajemne zaufanie lekarzy i właścicieli zwierząt. Bez tego terapia staje się jeszcze trudniejsza, o ile w ogóle możliwa

audio: movavi

24/01/2026

Szanowni Państwo,
dzisiaj - po trzech miesiącach - do domu odjechała od nas klacz, leczona z powodu zapalenia otrzewnej oraz obustronnego zapalenia opłucnej na tle zakażenia Actinobacillus pleuropneumoniae, którego prekursorem była infekcja herpeswirusem koni typu 5. Brzmi okropnie, ale w leczeniu było to jeszcze gorsze…
Klacz przyjechała na leżąco, z koniowozu wyciągaliśmy ją na matach i z zastosowaniem dźwigu. Jej stan załamał się w macierzystej stajni w sposób nagły, zupełnie nie do przewidzenia. Tak to czasem jest: choroba bywa jak kropla, która drąży skałę: w pewnym momencie dochodzi do przekroczenia możliwości kompensacyjnych konia i do lawinowego pogorszenia.

Wdrożyliśmy antybiotyki, terapię przeciwwirusową, przeciwzapalną, wielodniowy drenaż otrzewnej i opłucnej, leki osłonowe - koń wymagał całodobowej opieki i nieustannego myślenia o tym, co by tu jeszcze zrobić. Żeby uzupełniać poziom białek we krwi musieliśmy wykonywać transfuzję osocza od dawców - w sumie ponad 10 litrów tygodniowo. Dzięki zaangażowaniu Właścicieli klaczy oraz dzięki serdecznemu wsparciu wielu innych Właścicieli koni udało nam się zebrać wystarczającą ilość końskiej krwi. Chcielibyśmy bardzo za ten odzew podziękować.

Przestrzegliśmy wyjeżdżającą, zdrową już klacz (na filmie pod lampami solarnymi), że do jej obowiązków wobec Szpitala i wobec wszystkich zaangażowanych koni jest już być zdrową i że ma nie denerwować więcej swoich Właścicieli. Jej choroba przyczyniła się też do pomocy medycznej, której mogliśmy udzielić innym leczonym koniom - nadmiar osocza, którego klacz już szczęśliwie nie potrzebowała - został przeznaczony dla kilku ciężko chorych pacjentów. Można by powiedzieć, że ta wspaniała odpowiedź na prośbę o dawstwo krwi jako dar krąży teraz w żyłach innych ozdrowieńców, którzy już od nas wyjechali albo szykują się do powrotu do domu. Lekko licząc, w całą tę akcję było zaangażowanych pewnie z 50 osób i ze 20 koni.
Wysiłek i wkład tylu ludzi i koni można przeliczyć na pieniądze, ale można też “przeliczyć” na emocje, na wspólnotowe działania wokół szlachetnego celu, na chęć i realne udzielenie pomocy, na wsparcie, na bezinteresowny gest w dobrej sprawie.
Lepszego początku roku być nie mogło

29/12/2025

Szanowni Państwo,
ostra anemia autoimmunohemolityczna to gwałtowny spadek ilości czerwonych ciałek krwi, które są niszczone przez własny system odpornościowy pacjenta. To reakcja zwrócona przeciwko “samemu sobie”, rodzaj błędu immunologicznego. Nawet przy najprostszych czy rutynowych zabiegach może zdarzyć się wprowadzenie do organizmu bakterii, które w łańcuchu reakcji powodują rozpad erytrocytów. Nieuchronnie dochodzi wtedy do wielonarządowego niedotlenienia a nawet zgonu. I to wszystko dzieje się… w zupełnie zwyczajnych sytuacjach:
1/ 20-letni koń z lekkimi objawami kolkowymi, dostaje w stajni zastrzyk domięśniowy w okolice zadu. Objawy kolkowe ustępują, ale koń przyjeżdża do nas tydzień później jako “słaby”, zalegający, niemogący się podnieść (do stajni wzywano straż pożarną). Przy przyjęciu do Szpitala hematokryt u pacjenta wynosił… kilkanaście procent i wartość ta stale spadała - właśnie na tle nasilonej hemolizy. Przeskanowaliśmy całego konia i zdiagnozowaliśmy tworzący się rozległy ropień w okolicy wzmiankowanej iniekcji. Okazało się, że podczas zastrzyku w stajni doszło do zakażenia i że bakterie, które przyczyniły się do powstania poiniekcyjnego ropnia okolicy zadu wywołały reakcję autoagresywną u konia, skierowaną przeciwko własnym erytrocytom pacjenta. Doprowadziło to do szybkiego rozpadu erytrocytów, niedotlenienia tkanek, osłabienia. Koń został całkowicie wyleczony; ale miesiącami (wraz z lekarzem, opiekującym się koniem w macierzystej stajni) zawzięcie oczyszczaliśmy rozległy, kilkukomorowy ropień - czyli usuwaliśmy między innymi ogromne ilości martwych mięśni. Po żmudnej rehabilitacji, odbudowie masy mięśniowej, koń w pełni wrócił do użytkowania wierzchowego sprzed zdarzenia.

2/ 2-letni koń (na filmie) zgłoszony z powodu ataksji, niezborności i nagłej ślepoty po zabiegu kastracji w stajni. Przy przyjęciu jego hematokryt miał wartość 8%. Osiem! Zgon mógł nastąpić w każdej chwili. Konieczna była transfuzja krwi i to natychmiast. Podczas leczenia koń przyjął w sumie około 25 litrów krwi pełnej - dawcami była jego siostra oraz konie, należące do pracowników i przyjaciół Szpitala. Ze względu na stan konia, utrzymującą się hemolizę oraz i tak znaczne już niedotlenienie tkanek nie można było dokonać rewizji ran pokastracyjnych bez ustabilizowania stanu ogólnego pacjenta. Jednak odkładanie tego zabiegu w pewnym momencie było już niemożliwe - przetaczana krew cały czas także ulegała rozpadowi. Bez usunięcia przyczyny hemolizy, czynnika wywołującego immunologiczną reakcję skierowaną przeciwko własnym erytrocytom nie było żadnych szans na uratowanie tego konia.
Ale jak z tak niskim hematokrytem poddawać konia narkozie ogólnej?? Zdecydowaliśmy się na próbę rewizji ran w znieczuleniu miejscowym, na koniu stojącym. Dzięki wspaniałemu charakterowi pacjenta udało się zdrenować ropnie kikutów powrózków nasiennych i usunąć w ten sposób martwe, zakażone tkanki. Po dwóch dniach od zabiegu hemoliza ustała!
Niestety po tygodniu doszło do pęknięcia - zapewne osłabionego - dużego naczynia krwionośnego - masywny krwotok był oczywistym, kolejnym bezpośrednim zagrożeniem życia dla naszego pacjenta. To znów była sytuacja graniczna, w której zwlekanie z interwencją nie przyniosłoby niczego dobrego. Zdecydowaliśmy o natychmiastowej rewizji ran pokastracyjnych w znieczuleniu ogólnym. Po zidentyfikowaniu krwawiącego, nadwątlonego naczynia i zatamowaniu krwotoku koń wybudził się bez powikłań. To cud - po prostu.
Przez kolejne trzy tygodnie dwukrotnie w ciągu dnia trzeba było drenować rany, dbać o to, aby nie doszło do namnażania się bakterii i nawrotu reakcji. Z pobranego materiału laboratoryjnie wyizolowano 4 mikroorganizmy, z których przynajmniej dwa mogły być odpowiedzialne za reakcje, prowadzące do rozpadu erytrocytów w tym paciorkowca hemolizującego, znanego ze zdolności do wywołania reakcji autoimmunoagresywnych - u ludzi również. Dzięki nieprawdopodobnej odporności konia, szybkim ale ryzykownym decyzjom w Szpitalu, i dzięki wdrożonym antybiotykom już żadnych dramatycznych działań nie trzeba było podejmować. Ale dla wszystkich była to straszna jazda.
Po 50 dniach (!) leczenia koń wyjechał ze Szpitala do swojego domu. Wychudzony, ale z dobrym apetytem i humorem. Dotknięty obuoczną ślepotą - prawdopodobnie z powodu niedotlenienia nerwu wzrokowego na tle raptownej hemolizy. Ze względu na jego wiek (ma teraz 3 lata) można było żywić pewną nadzieję na przynajmniej częściową kompensację wzroku i adaptację do środowiska bytowania. I to się udało. Jednak po kilkunastu miesiącach okazało się, iż kolejnym skutkiem przebytej ostrej anemii autoimmunohemolitycznej są u tego konia rozległe zmiany próchnicze i zapalne w uzębieniu. Koń przestał jeść. Praktycznie 6 zębów nadawało się do wyrwania. Dla każdego konia, ale zwłaszcza dla trzylatka byłoby to niewyobrażalne spustoszenie.
Wdrożyliśmy zatem leczenie endodontyczne, którego efekty są znakomite: wszystkie zęby są na miejscu, koń świetnie je, zachwyca energią i radością życia…

No niesamowite są te konie i niech takie pozostaną na zawsze

Adres

Ulica Puławska 266
Warsaw
02-684

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Szpital Koni Służewiec umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Szpital Koni Służewiec:

Skróty

Udostępnij

Kategoria