22/08/2026
Dzisiejszą burzę Freya przespała!
Kiedy z nami zamieszkała, dostała ksywkę „gromowładna”, bo walczyła z piorunami. Krzyczała na nie ze złością, jakby chciała przepędzić burzę z nieba.
Freya to pies neuroatypowy z różnymi nadwrażliwościami. Jednym z jej problemów jest nadmierne przetwarzanie niektórych dźwięków.
Grzmot to bodziec, który wywołuje silny niepokój i potrafił bardzo szybko rozkręcić układ nerwowy do stanu, z którego trudno go wyciszyć .
Początkowo, po konsultacji z weterynarzem, sięgnęłam po leki.
Te mają jednak jedną zasadniczą wadę.
Trzeba czasu, żeby zadziałały. Pies zaczyna czuć działanie po kilku, kilkunastu minutach. Przy burzy to wystarczy, żeby kolejny grzmot odpalił układ nerwowy tak mocno, że lek może nie być już w stanie go wyhamować.
Dlatego farmakologia okazała się półśrodkiem, pomagała jej odpocząć po kolejnym incydencie z burzą, ale nie zatrzymywała pierwszego odpalenia.
To, jak Frei pomóc skutecznie, pokazała mi… Misia.
Kiedyś, w zupełnie innych okolicznościach, zobaczyłam, jak uspokaja Czarną Wariatkę. To był bardzo charakterystyczny chwyt pyskiem za górę kufy.
Każdy, kto obserwuje komunikację psów, mógł widzieć coś podobnego.
Mądre i kompetentne społecznie psy dotykają się świadomie i w bardzo konkretnych miejscach. Jestem przekonana, że doskonale wiedzą, jaki skutek dotyk wywołuje u drugiego psa.
Postanowiłam pójść tym tropem.
Podczas kolejnej burzy, przy pierwszym grzmocie, podeszłam do Frei i bardzo spokojnie ale zdecydowanie i złapałam ręką górę jej kufy.
Na początku była zaskoczona i chciała się wyrwać.
Przytrzymałam, ale nie szarpałam się z nią. To nie była walka to była świadoma decyzja i konkretna pomoc. Poczekałam, aż jej ciało choć trochę odpuści.
Odpuściło, a ona nie uciekła.
Poczuła ulgę.
Tuż przed kolejnym uderzeniem pioruna znowu ją złapałam. Tym razem nie musiałam już przytrzymywać. Zaczęłam robić dość mocny masaż na linii między oczami, na grzbiecie kufy.
Freya się uspokoiła.
Chwilę później zasnęła wtulona w moje nogi, chociaż burza dalej szalała dookoła.
Podczas kolejnych nawałnic sama zaczęła przychodzić po pomoc.
Dziś niepotrzebne było ani chwytanie za kufę ani masaż.
Wystarczyło zaproszenie do łóżka i kołderka obciążeniowa.
Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, dlaczego to zadziałało.
Miejsce, które masowałam, odpowiada okolicy punktu znanego w weterynaryjnej akupunkturze jako Yintang.
To właśnie punkt między oczami, na grzbiecie kufy.
Więc nie chodzi o magiczny guzik „uspokój psa”.
Chodzi o neurologię.
Okolica kufy i twarzy jest silnie unerwiona dotykowo. Główną drogą czucia z tej części głowy jest nerw trójdzielny. Bodziec z kufy trafia przez niego do pnia mózgu, a stamtąd do struktur odpowiedzialnych za czucie, uwagę i pobudzenie.
Taki dotyk może przerwać nakręcanie się na dźwięk i dać układowi nerwowemu inny, silny sygnał do przetworzenia.
W badaniach nad akupunkturą u psów punkt Yintang był oceniany w kontekście sedacji, między innymi z użyciem EEG, czyli badania aktywności elektrycznej mózgu.
Dotyk, czucie, pobudzenie i emocje nie są osobnymi szufladami. To jeden układ.
Uwaga! To nie jest instrukcja: „złap psa za pysk, kiedy się boi”.
Freya mi ufa. Spędziłyśmy wiele godzin na treningu medycznym, dzięki któremu Czarna Mamba wie, że moje ręce nie krzywdzą.
Jeśli twój pies sztywnieje, odsuwa się, warczy, zamiera albo próbuje uciec od Ciebie, to nie jest regulacja. To jest przekroczenie granicy i może się skończyć źle.
U Frei zadziałało dlatego, że ten kontakt stał się przewidywalny i bezpieczny.
Najpierw pomógł jej wyhamować.
Potem zaczęła sama po niego przychodzić.
A dziś wystarczyło już samo zaproszenie do bezpiecznego miejsca.
Jeśli ten post Ci pomógł, nie wahaj się, wyślij go komuś, kto może tego potrzebować.
Możesz się też odwdzięczyć i wrzucić dwie stówki na naszą subskrypcję na https://www.psieabc.pro/sub. W zamian dostaniesz setki godzin materiałów o wychowaniu, szkoleniu i rozwiązywaniu problemów psów, empatycznie i zgodnie z nowoczesną wiedzą o emocjach i procesach uczenia się