23/06/2026
Najtrudniejsze w pracy z psem nie jest szkolenie psa a zmiana nas samych.
Wiem, że nie brzmi to zbyt wygodnie. Znacznie łatwiej jest uwierzyć, że problem leży wyłącznie po stronie psa, że wystarczy nauczyć go kilku komend, skorygować niepożądane zachowanie albo znaleźć odpowiednią metodę, a wszystko zacznie działać.
Przez lata pracy zauważyłam, że największe postępy pojawiają się nie wtedy, gdy zmienia się tylko pies, ale wtedy, gdy zaczyna zmieniać się też jego opiekun.
Problem polega na tym, że zmiana własnych nawyków jest jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić.
Mamy swoje schematy, swoje przyzwyczajenia, swoje automatyczne reakcje. Czasami nieświadomie nakręcamy emocje psa, czasami jesteśmy niekonsekwentni, czasami wysyłamy mu sprzeczne sygnały, a czasami zwyczajnie oczekujemy od niego rzeczy, których nigdy go nie nauczyliśmy.
Większość opiekunów robi wszystko najlepiej, jak potrafi, bazując na wiedzy, którą posiada w danym momencie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast zatrzymać się na chwilę i zastanowić, skąd dane zachowanie w ogóle się bierze, próbujemy jak najszybciej je wyeliminować.
Wielu ludzi szuka szybkich rozwiązań nie dlatego, że są źli czy leniwi. Szukają ich dlatego, że są zmęczeni, sfrustrowani i marzą o tym, żeby problem po prostu zniknął.
Tylko że szybkie rozwiązania bardzo często działają wyłącznie na objawy.
A kiedy skupiamy się wyłącznie na tłumieniu zachowania, nie próbując zrozumieć jego przyczyny, to problem rzadko znika. Najczęściej zmienia tylko swoją formę.
Dlatego zawsze powtarzam, że praca z psem jest w ogromnym stopniu pracą nad samym sobą.
Nad własną cierpliwością.
Nad własnymi emocjami.
Nad własnymi oczekiwaniami.
Nad własnymi nawykami, które czasami budowaliśmy przez całe życie.
I być może właśnie dlatego jest tak trudna.
Ale kiedy odważymy się spojrzeć również na siebie, a nie tylko na psa, nagle okazuje się, że wiele rzeczy zaczyna układać się zupełnie inaczej.
I bardzo często to właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa zmiana. ❤️