28/07/2026
Kącik ortopedyczny, czyli o poważnych problemach tych mniej cenionych pacjentów
Jakiś miesiąc temu doktor Emil przyprowadził do mnie swojego pacjenta na konsultację. Nazywał się Dominik. Miał 3 tygodnie i był samcem kury jedwabistej. Z dość nietypowym problemem. Mianowicie jedna stopa ustawiona była prawidłowo do przodu, druga zaś do tyłu obrócona o 180 stopni.
W literaturze podobne przypadki opisywane są zwykle przy okazji perozy lub krzywicy. Pierwsza jest związana głównie z manganem, a w mniejszym stopniu z stosunkiem wapnia do fosforu. W dużym uproszczeniu w jej przebiegu dochodzi do zwichnięcia ścięgna Achillesa na skutek deformacji kości. Druga zaś przez niedobór witaminy d i zaburzenie stosunku wapnia do fosforu. W jej przebiegu zaś dochodzi do swoistego skrzywienia czy deformacji kośćca.
Co jednak ciekawe u Dominika kościec był idealnie symetryczny. I jedyną rzeczą widoczną w klasycznym obrazowaniu radiologicznym było zrotowanie prawego autopodium o 180 stopni.
Zdarzają się przypadki co prawda, gdy autopodium ulega we wczesnym etapie rozwoju rotacji i rozwiązaniem wtedy jest usztywnienie we właściwej pozycji. Jednak u Dominika rotacja była za duża, nieodprowadzalna. Przez tą zmianę Dominik nie mógł chodzić, wydalał pod siebie. Nie miał komfortu życia.
Dla 99,99% kurczaków nawet dużo mniejsze problemy to wyrok śmierci. Nawet dla naszych pacjentów to zderzenie ze ścianą. Leczenia zachowawczego brak. Leczenie chirurgiczne? Brak protokołów dla tego gatunku. Rokowania ostrożne do złych. Bez leczenia pozostaje jedynie eutanazja z uwagi na niski komfort życia.
Ale miałem pewien pomysł. Nieco szalony, ale w pierwszej kolejności chciałem, by opiekunka była świadoma ryzyka i tego, że bardzo prawdopodobne jest, że się nie uda. Że mogą wystąpić komplikacje. Że nie ma gwarancji.
Bo bolesna prawda wygląda tak, że im mniejszy zwierzak tym mniej ludzie z reguły są skłonni za niego zapłacić. O ile w przypadku królików czy szynszyli zwykle chcą próbować za wszelką cenę. To w przypadku chomików czy kur - koszty mają horrendalne znaczenie. Do tego stopnia, że wielokrotnie każdy praktyk usłyszał zdanie: "ale za to mogę mieć kilka nowych chomików".
Jednakże tym razem było bardzo inaczej. Pani chciała próbować.
Mój pomysł był prosty. Stawy regenerują się skrajnie słabo, kości bardzo dobrze. Więc skoro nie obrócimy stawu... Obrócimy kość.
Więc w znieczuleniu ogólnym wykonałem dostęp do kości tibiotarsus o jamie szpikowej 2,1mm. Przeciąłem ją osteotomem płaskim w 1/3 dalszej. Następnie obróciłem stopę i złożyłem ją metodą tie-in za pomocą gwoździ 1,6mm (śródszpikowy) i 0,8mm na podwójnym stelażu zewnętrznym.
Proces gojenia był stosunkowo krótki, ale przez oczekiwania także niepokojący. Zwłaszcza, że w początkowym okresie Dominiki nie używał właściwie kończyny. Odwodził ją w biodrze, a także silnie podkulał palce, próbując stanąć na grzbiecie stopy. Choć tylko, gdy stawiał ją przed sobą.
Na tym etapie nie mogłem pomóc. Nie byłem też zdziwiony jego zachowaniem. Gdy do mnie trafił na zabieg, Dominik ważył 226 gram, miał ledwie 4 tygodnie i nie nauczył się jeszcze chodzić.
Ale jego opiekunka mogła mu pomóc i to zrobiła. Dominik miał ograniczony ruch, codzienne masaże stóp i podawanie leków oraz suplementów. Codziennie.
Po 10 dniach czasem się zapomniał i podszedł do miski. Co dodało nadziei.
Po trzech tygodniach ciągłej pracy już normalnie mógł chodzić.
Po 25 dniach spotkaliśmy się na wyciągnięcie drutów.
Jestem z siebie strasznie dumny. Nawet jeśli wciąż widzę miejsce na poprawę. Ale przede wszystkim jestem wdzięczny doktorowi Emilowi Misiakowi oraz opiekunce Dominika. Bo uwierzyli, że jestem w stanie. Ale także, że życie kurczaczka jest warte tyle pracy i wysiłku.
Cieszę się, że cuda współczesnych możliwości mogą w końcu trafiać do tych, o których jeszcze niedawno nawet nie myśleliśmy. Właśnie takie przypadki i ludzie przywracają mi wiarę w ludzi.
Zdjęcia 1-5 przedstawiają Dominika i kość tibiotarsal w dniu zabiegu, przed jego wykonaniem.
Zdjęcia 6-9 przedstawiają Dominika bezpośrednio po zabiegu.
Zdjęcia 10-14 przedstawiają Dominika po wyciągnięciu drutów na koniec leczenia.