Chinchilla Dentist - Mateusz Krajewski

Wskazówki dojazdu

Chinchilla Dentist - Mateusz Krajewski Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Chinchilla Dentist - Mateusz Krajewski, Weterynarz, Warsaw.

Kącik ortopedyczny,  czyli o poważnych problemach tych mniej cenionych pacjentówJakiś miesiąc temu doktor Emil przyprowa...
28/07/2026

Kącik ortopedyczny, czyli o poważnych problemach tych mniej cenionych pacjentów

Jakiś miesiąc temu doktor Emil przyprowadził do mnie swojego pacjenta na konsultację. Nazywał się Dominik. Miał 3 tygodnie i był samcem kury jedwabistej. Z dość nietypowym problemem. Mianowicie jedna stopa ustawiona była prawidłowo do przodu, druga zaś do tyłu obrócona o 180 stopni.

W literaturze podobne przypadki opisywane są zwykle przy okazji perozy lub krzywicy. Pierwsza jest związana głównie z manganem, a w mniejszym stopniu z stosunkiem wapnia do fosforu. W dużym uproszczeniu w jej przebiegu dochodzi do zwichnięcia ścięgna Achillesa na skutek deformacji kości. Druga zaś przez niedobór witaminy d i zaburzenie stosunku wapnia do fosforu. W jej przebiegu zaś dochodzi do swoistego skrzywienia czy deformacji kośćca.

Co jednak ciekawe u Dominika kościec był idealnie symetryczny. I jedyną rzeczą widoczną w klasycznym obrazowaniu radiologicznym było zrotowanie prawego autopodium o 180 stopni.

Zdarzają się przypadki co prawda, gdy autopodium ulega we wczesnym etapie rozwoju rotacji i rozwiązaniem wtedy jest usztywnienie we właściwej pozycji. Jednak u Dominika rotacja była za duża, nieodprowadzalna. Przez tą zmianę Dominik nie mógł chodzić, wydalał pod siebie. Nie miał komfortu życia.

Dla 99,99% kurczaków nawet dużo mniejsze problemy to wyrok śmierci. Nawet dla naszych pacjentów to zderzenie ze ścianą. Leczenia zachowawczego brak. Leczenie chirurgiczne? Brak protokołów dla tego gatunku. Rokowania ostrożne do złych. Bez leczenia pozostaje jedynie eutanazja z uwagi na niski komfort życia.

Ale miałem pewien pomysł. Nieco szalony, ale w pierwszej kolejności chciałem, by opiekunka była świadoma ryzyka i tego, że bardzo prawdopodobne jest, że się nie uda. Że mogą wystąpić komplikacje. Że nie ma gwarancji.

Bo bolesna prawda wygląda tak, że im mniejszy zwierzak tym mniej ludzie z reguły są skłonni za niego zapłacić. O ile w przypadku królików czy szynszyli zwykle chcą próbować za wszelką cenę. To w przypadku chomików czy kur - koszty mają horrendalne znaczenie. Do tego stopnia, że wielokrotnie każdy praktyk usłyszał zdanie: "ale za to mogę mieć kilka nowych chomików".

Jednakże tym razem było bardzo inaczej. Pani chciała próbować.

Mój pomysł był prosty. Stawy regenerują się skrajnie słabo, kości bardzo dobrze. Więc skoro nie obrócimy stawu... Obrócimy kość.

Więc w znieczuleniu ogólnym wykonałem dostęp do kości tibiotarsus o jamie szpikowej 2,1mm. Przeciąłem ją osteotomem płaskim w 1/3 dalszej. Następnie obróciłem stopę i złożyłem ją metodą tie-in za pomocą gwoździ 1,6mm (śródszpikowy) i 0,8mm na podwójnym stelażu zewnętrznym.

Proces gojenia był stosunkowo krótki, ale przez oczekiwania także niepokojący. Zwłaszcza, że w początkowym okresie Dominiki nie używał właściwie kończyny. Odwodził ją w biodrze, a także silnie podkulał palce, próbując stanąć na grzbiecie stopy. Choć tylko, gdy stawiał ją przed sobą.

Na tym etapie nie mogłem pomóc. Nie byłem też zdziwiony jego zachowaniem. Gdy do mnie trafił na zabieg, Dominik ważył 226 gram, miał ledwie 4 tygodnie i nie nauczył się jeszcze chodzić.

Ale jego opiekunka mogła mu pomóc i to zrobiła. Dominik miał ograniczony ruch, codzienne masaże stóp i podawanie leków oraz suplementów. Codziennie.

Po 10 dniach czasem się zapomniał i podszedł do miski. Co dodało nadziei.

Po trzech tygodniach ciągłej pracy już normalnie mógł chodzić.

Po 25 dniach spotkaliśmy się na wyciągnięcie drutów.

Jestem z siebie strasznie dumny. Nawet jeśli wciąż widzę miejsce na poprawę. Ale przede wszystkim jestem wdzięczny doktorowi Emilowi Misiakowi oraz opiekunce Dominika. Bo uwierzyli, że jestem w stanie. Ale także, że życie kurczaczka jest warte tyle pracy i wysiłku.

Cieszę się, że cuda współczesnych możliwości mogą w końcu trafiać do tych, o których jeszcze niedawno nawet nie myśleliśmy. Właśnie takie przypadki i ludzie przywracają mi wiarę w ludzi.

Zdjęcia 1-5 przedstawiają Dominika i kość tibiotarsal w dniu zabiegu, przed jego wykonaniem.
Zdjęcia 6-9 przedstawiają Dominika bezpośrednio po zabiegu.
Zdjęcia 10-14 przedstawiają Dominika po wyciągnięciu drutów na koniec leczenia.

Z cyklu szkoleń nigdy dość Chyba mam trochę zaległości w tym temacie. Ale notorycznie dążę, by sprawdzać nowe pomysły, r...
14/07/2026

Z cyklu szkoleń nigdy dość

Chyba mam trochę zaległości w tym temacie. Ale notorycznie dążę, by sprawdzać nowe pomysły, rozwiązania, a w tym przypadku także i nową konferencję na naszym rynku.

Akademia weterynarii egzotycznej to dość nowa marka i w marcu odbyła się ich pierwsza konferencja. Ludzi, a w szczególności znajomych twarzy było sporo. Poziom? Śmiem powiedzieć, że był różny. Trochę konferencja nie wiedziała w którą stronę iść i w śród tematów były chirurgiczne case report, wstępy, opisanie specyfiki egzotycznego pacjenta czy tematy etyczno-behawioralne lub ptasia ortopedia.

Nie powiem, bawiłem się świetnie. Kilka rzeczy też mnie zainspirowało, o co nie trudno wśród tylu wspaniałych prelegentów. I czuję po prostu, mimo łamiącej mnie wtedy choroby - że, wróciłem do jeszcze wydajniejszej pracy.

Nie mogę się też już doczekać przyszłorocznej edycji! Na pewno wpiszę ją sobie w kalendarz.

I nie powiem, mam trochę nadzieję na bardziej węższą i może akurat moją tematykę 😶

Np. Cały dzień wykładów w stylu tego od lek. wet. spec. Wojtka Wójcika!

To, by było marzenie.

Kącik stomatologiczny, czyli o kontrolowanym wypadaniu zębów słów kilkaSłowem apicektomia posługuje się najczęściej w ze...
07/07/2026

Kącik stomatologiczny, czyli o kontrolowanym wypadaniu zębów słów kilka

Słowem apicektomia posługuje się najczęściej w zestawieniu ze świnkami morskimi. U nich ta metoda jest niejako gamechangerem. Nie, żeby równie pozytywnue nie reagowały na nią inne zwierzaki. Ale też łączy się to z faktem, że zdecydowana większość zabiegów stomatologicznych u świnek morskich dotyczy jednego zęba. Z czego często jest to ząb objęty makrodoncją, czyli mówiąc wprost o powiększonym obrysie i zasięgu.

Szycie zapalnego dziąsła wtedy jest niemożliwe z uwagi na sztywny stelaż części kostnej zębodołu. Której nie jesteśmy w stanie usunąć.

Jednocześnie im większy dziura w jamie ustnej, tym większy dyskomfort przy jedzeniu. Tym więcej wpada syfu z jamy ustnej do zębodołu i tym wolniejszy proces gojenia.

Słowem klasyczne ekstrakcje goją się wolniej i boleśniej. Wymagają dłuższego zdecydowanie okresu przymusowego dokarmiania i częściej w ich przebiegu dochodzi do komplikacji oraz selekcji super bakterii.

Co możemy zrobić?

Ano wykonać pulpektomie, czyli usunąć tkankę germinalną lub właśnie apicektomię, czyli usunąć wierzchołek wraz z tkanką germinalną.

Gdy usuniemy całość tkanki germinalnej nie tylko ząb przestanie rosnąć, ale dojdzie też dojdzie z czasem do jego wypadnięcia. A powoli wysuwającą się korona działa jak naturalny tampon, który osłania zębodół podczas wysuwania zęba. I pozwala, by pusty zębodół ziarninował - przy wygojeniu dostępu chirurgicznego. Więc gdy resztka zęba wypadnie lub zostanie wyciągnięta na kontroli - mamy tylko małe wgłobienie w dziąśle.

Tak też było w tym wypadku, gdzie mieliśmy doczynienia z ropniem od m3 szczęki. Który nie tylko doprowadził do problemów z samodzielnym jedzeniem, ale także doprowadził do wytrzeszczu oka, ale następnie także jego wyschnięcia z powodu niedomykania powiek. I ostatecznie przyschnięcia z powiekami.

Pierwsze dwa zdjęcia przedstawiają świnkę w około 2 miesiące po zabiegu. Tak, oko udało się uratować, ale rogówka dla przezierności wymagała keratotomii po drodze.

Zdjęcie numer 3 pochodzi z czasu tuż przed zabiegiem.

Zdjęcie numer 4 przedstawia stan zębodołu podczas kontroli 14 dni po zabiegu.

Co ciekawe 14 dni po zabiegu pojawiło się zapalenie ucha środkowego po przeciwnej stronie, którego wcześniej nie było - zdjęcie numer 5.

Mimo tego jednak 14 dni po zabiegu odnotowana była znaczącą poprawa w samopoczuciu. Świnka nie tylko jadła samodzielnie. Ona już pochłaniała.

I zdjęcie 6 przedstawia stan zębodołu ponad 2 miesiące od zabiegu oraz ponad miesiąc od odstawienia wszystkich leków poza kroplami i probiotykiem. Jak widać w międzyczasie resztka korony wypadła sama. Dziąsło od strony jamy ustnej było wygojone. A ucho jak widać po załączonym przekroju zostało także wygojone.

Czy wracając do pierwszych zdjęć widzicie, które to było oko?

Kącik ptasiej ortopedii miniaturowejZ małym rozmiarem często potrzebne jest także nowe podejście. Nawet jeśli jesteśmy w...
10/04/2026

Kącik ptasiej ortopedii miniaturowej

Z małym rozmiarem często potrzebne jest także nowe podejście. Nawet jeśli jesteśmy w stanie przeskalować fizjologię to często na naszej drodze stanie problem w przeskalowaniu naszych zdolności manualnych, czy co gorsza narzędzi które mamy na podorędziu. Zwłaszcza, gdy z uwagi na budowę korówki ptaków gwoździe mają mocno ograniczoną zdolność kotwiczenia. A najmniejsze dostępne i to poza granicą grotowkręty mają 0,8mm średnicy.

Bardzo chciałbym przesunąć tą granicę jeszcze bardziej, ale myślę, że to wyzwanie dotyczy głównie ssaków w moim wykonaniu. Przynajmniej na ten moment.

Tak więc dzisiaj chciałem opisać kilka przypadków złamań kości piszczelowej ptaków. Złamania, której według moich doświadczeń najczęściej zdarza się u ptaków w warunkach domowych. I moich prób rozwiązania problemu.

1. Kokoszka - Afrykanka żółtobrzucha (P. senegalus) - wiek 10 lat - waga około 140 gram.

Złamanie proste kości piszczelowej w polowie trzonu. Jama szpikowa 1,2mm

Wykonałem stabilizację na gwoździu śródszpikowym 0,8mm i poprzeczkach stabilizujących 0,5mm. Z nastawieniem, że mimo opatrunku utrzymają się tylko do uformowania callusa.

Efekt był problematyczny. Mimo szybkiego powrotu do sprawności, gwoździe irytowały i podczas kontroli gwoździe poprzeczne zostały usunięte.

Po trzech tygodniach usunąłem także gwóźdź śródszpikowy.

Pacjentka używała kończyny bez problemu mimo przesunięcia odłamów w płaszczyźnie czołowej o 0,5mm. Brak skątowania odłamów.

Zdjęcia od 1 do 7. 7 chwilę po wyciągnięciu gwoździ.

2. Zenek - Nimfa (N. hollandicus) - wiem 1,5 roku - waga około 100 gram.

Złamanie proste kości piszczelowej w 1/3 dalszej. Jama szpikowa około 1mm

Wykonałem stabilizację za pomocą gwoździa śródszpikowego 0,6mm i wykonałem podwójny stelaż zewnętrzny za pomocą gwoździ 0,4mm.

Proces gojenia w tym przypadku przebiegł problematycznie głównie z uwagi na reakcję na antybiotyk i podrażnienie przewodu pokarmowego. Ale też z uwagi na miejsce wyprowadzenia i kształt był problem z rozprostowaniem kończyny.

Po 3 tygodniach druty zostały wyjęte. Ukątowanie prawidłowe, nieznaczne przesunięcie. Początkowo opisywano, że gdy dużo chodził to zaczynał kuleć, ale potem dostalem informację, że problem zanikał. Więcej jednak pacjenta nie było i nas widać.

Zdjęcia 8 do 13.

3. Taco - Mnicha nizinna (M. monachus) - wiek około 5 miesięcy - waga około 90 gram.

Złamanie otwarte, wieloodłamowe kości piszczelowej w 1/3 dalszej. Jama szpikowa około 1mm.

Wykonałem stabilizację za pomocą gwoździa śródszpikowego 0,8mm oraz zbudowałem podwójny stabilizator za pomocą gwoździ poprzecznych 0,4mm. Większy wolny odłam miał wciąż ukrwienie, więc pozostał jako materiał ufiksowany poprzez małą ilość tkanek miękkich w podskórzu.

W tym przypadku proces gojenia przeszedł bez powikłań. Po trzech tygodniach wyciągnąłem druty. Brak ograniczeń w użytkowaniu kończyny. Ukątowanie nieznacznie zmienione. Jest też zgrubienie kości w miejscu odłamów, ale bez przesunięcia głównych odłamów.

Zdjęcia 14 do 19.

4. Kylie - Rudosterka zielonolica (P. molinae) - wiek około 1,5 roku - waga około 70g.

Złamanie proste kości piszczelowej w połowie trzonu. Jama szpikowa mimo rozmiarów to nawet ponad 1,4mm!

Wykonałem więc dość ryzykowną stabilizację za pomocą gwoździa śródszpikowego 0,8mm na pojedynczym stelażu z dwóch grotowkrętów 0,8mm

Proces gojenia w tym wypadku przebiegał problematycznie, gdyż pacjentka odbarczała kończynę i interesowała się opatrunkiem. Po zabiegu początkowo utrzymywał się obrzęk stopy, ale minął po kilku dniach. Po 17 dniach usunąłem gwoździe z kończyny. Pełen zrost, prawidłowe ukątowanie, nieznaczne przesunięcie.

Niestety to była ostatnia wizyta, na której wciąż odbarczała kończynę. Miała odruch łapania. Czucie zachowane. Podpierała się nią, ale nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy po czasie i rehabilitacji odzyskała pełną sprawność.

Zdjęcia 20 do 26.

Czy są to rozwiązania idealne? Nie, ale myślę, że te 4 przypadki na przestrzeni ostatniego roku najbardziej wpłynęły na moje postrzeganie problemu. Czy da się lepiej? Jasne, to nieodłączna cecha medycyny. I jestem szalenie ciekaw co jeszcze odkryję. Czego się nauczę i co będziemy w stanie u tych mniejszych ptaków robić.

Tak sobie teraz myślę, że powinienem dodać, iż pomiary jam szpikowych oczywiście były przed zabiegiem przeprowadzane na zdrowej kończynie.

Kącik ortopedyczny, czyli o resekcji głowy i szyjki kości udowej słów kilkaSłyszeliście kiedyś o prawie serii? To dość ś...
24/11/2025

Kącik ortopedyczny, czyli o resekcji głowy i szyjki kości udowej słów kilka

Słyszeliście kiedyś o prawie serii? To dość śmieszny żart na temat wielokrotności pewnych rzadkich zdarzeń obok siebie. I muszę przyznać, że zaskakuje mnie on swą powszechnością. Tak też było i tym tym razem. Końcówka października, jeszcze w tym roku nie wykonywałem ani razu tego zabiegu. Poniedziałek umówiony pierwszy, a w czwartek drugi. To chyba dobry moment, by wiec o nim napisać.

Leczenie schorzeń stawu biodrowego u małych zwierząt ma z jednej strony ograniczenie wynikające z małych rozmiarów i niedostępności pewnych materiał. Ale tak samo, jak w przypadku małych psów pewną tajną broń, która nie wydaje się logiczna w pierwszym momencie.

Mianowicie resekcję głowy i szyjki kości udowej. Zabieg wykonywany przy pełnym zwichnięciu, ciężkiej dysplazji czy czasem także z powodu znacznych zmian zwyrodnieniowych. W końcu przyczyną bólu jest tarcie kości o kość. To nie tylko czyni dyskomfort, ale jednocześnie stymuluje organizm do przebudowy. Która nawarstwiając się czyni tarcie jeszcze bardziej szorstkim. Jeszcze bardziej bolesnym. A w końcu ograniczając mechanicznie zakres ruchu. Jasne to duże uproszczenie, ale chyba na bazie takich tłumaczy mi się najlepiej. Tym niemniej to dość logiczne, że po amputacji głowy i szyjki kości udowej, a czasem też zmian osteofitycznych w miejscu stawu już nie ma kości, które mogłyby się stykać. Nie ma bolesności. Puff, magia.

Ale jak się po tym chodzi?

Tu sprawa nie jest już tak prosta. W miejscu stawu wytworzy się staw rzekomy. I nie będzie bólu. To prawda. Ale zakres użytkowania kończyny zależy od włożonej pracy. Dlatego ja u swoich pacjentów polecam specjalistyczną rehabilitację i już pierwszego dnia po zabiegu mówię o wybiegach na powierzchniach, które nie są śliskie. O zachęcaniu smaczkami do ruchu. O pracy manualnej z kończyną. Bo im więcej wysiłku włożymy po zabiegu - tym lepszy będzie powrót do sprawności.

Tak też było i tym razem. Chociaż muszę przyznać, że początkowo stresowała mnie lekka nadwagą u obojga. Ta nigdy nie jest dobra u pacjenta ortopedycznego. Ale opiekunowie stanęli na wysokości zadania i nie tylko pacjenci ładnie chudną, co mniej obciąża stawy, ale już w domu dokazują. Jeden dzięki pracy z rehabilitantem. Drugi dzięki pracy zdalnej i dedykacji opiekuna.

Już po około 10 dniach w domu znów można było słyszeć niezadowolone tupanie przy kolejnym braniu na ćwiczenia. Czy nawet wróciło wskakiwanie do łóżka. Cóż, króliczego ducha - nie tak łatwo jest złamać. Starczy powiedzieć, że podczas ostatniej kontroli, gdy chciałem poobserwować ruch - jeden z pacjentów uciekł mi z gabinetu, po drodze odchylając sobie przymknięte drzwi.

Cóż, lekcja dla mnie na przyszłość, że tacy pacjenci wymagają szybko pozamykanych drzwi.

Zdjęcia czwartkowego pacjenta:
1. RTG przed zabiegiem
2. Operowana strefa
3. Usunięty fragment kości
4. RTG od razu po zabiegu
5. RTG 11 dni po zabiegu

Zdjęcia poniedziałkowego pacjenta:
6 i 7. RTG przed zabiegiem
8. Operowana strefa
9. Usunięty fragment kości
10. Pacjent po zabiegu z wiotką kończyną
11. RTG po zabiegu

Kącik otologiczny Czyli post z kategorii, mógłbym żyć z przyjmowania samych baranków i mini lopów. Po pierwsze rasy brac...
31/10/2025

Kącik otologiczny

Czyli post z kategorii, mógłbym żyć z przyjmowania samych baranków i mini lopów. Po pierwsze rasy brachycefaliczne są predysponowane do chorób nosa i zębów. Lecz trochę nie o tym dzisiaj.

Po drugie, i o tym chcę dzisiaj napisać, rasy zwisłouche są predysponowane do zapaleń uszy.

Czemu? Przede wszystkim mają już same w sobie zwężony przewód słuchowy. Co jeszcze bardziej pogarsza się przez jeszcze większe jego skątowanie. Chociaż nie ma swoistej części poziomej i pionowej o jakich możemy mówić u psa, to jest to obraz tego bliższy niż u reszty królików. Zwłaszcza jak ucho opada i jeszcze bardziej zamyka dostęp powietrza. Dodatkowo pamiętać należy, że małżowina służy także do termoregulacji u królików. Co wydaje się mało istotne, ale podsumujmy wszystko razem.

W zwężonym i bardziej zagiętym przewodzie słuchowym zewnętrznym mamy większy problem z usuwaniem woskowiny, więc na co dzień więcej jej zalega. Mamy zamknięty dostęp powietrza przez opadnięte ucho, a przy ścianie przewodu małżowina pełni rolę poduszki grzewczej. Co tworzy sumarycznie obraz idealnej cieplarki do hodowli bakterii.

Czy to znaczy, że każdy królik zwisłouchy będzie miał zapalenie ucha? Nie, choć znaczna część je przechodzi i u niemal wszystkich, które diagnozuje występuje zapalenie ucha zewnętrznego. Co ciekawe, są króliki zwisłouche z zapaleniem ucha środkowego bez cech zapalenia ucha zewnętrznego. Choć ekstremalnie rzadko. I co jeszcze czyni to ciekawszym - to u królików ze sterczącymi uszami, głównie diagnozuję zapalenie ucha środkowego. I często występuje z innymi lub po innych problemach na terenie głowy - jak ropnie zębowe czy ropne zapalenie zatok.

Dlatego u swoich pacjentów zalecam do domu kokardki i gumki do włosów, z czego zwłaszcza cieszą się dzieci. A króliczki mniej lub bardziej sprawnie ich pozbywają.

Dlatego tak ważna jest też toaleta uszu. Bo nawet jeśli u części królików zwisłouchych nie rozwija się zapalenie uszu, a u niektórych nie rozwinie nigdy. To niemal u wszystkich zalega w przewodzie masa woskowiny.

A suma czynników predysponujących jest jak gra w totolotka. Tylko zamiast wygranej jest cierpienie pupila i olbrzymi rachunek.

To też jest powodem dlaczego u królików zwisłouchych, przy pierwszej diagnozie zapalenia ucha zewnętrznego zaczynam wspominać o zabiegu wyszycia przewodów słuchowych zewnętrznych. To dla mnie swego typu chirurgia prewencyjna. Bo wyszycie przewodów zostawia szeroką część u podstawy ucha. Krótszą, otwartą na powietrze i łatwiejszą do czyszczenia.

Czy jest to rozwiązanie idealne? Nie, zwłaszcza, gdy są widoczne zmiany w kośćcu. Wtedy efekt naszego leczenia będzie tylko trochę dłuższy niż bardzo długiej antybiotykoterapii.

Czy to tylko rozwiązanie prewencyjne? Też nie. Przy choćby deformacji przewodu przez zalegającą woskowinę lub perforacji błony przez materiał jest leczeniem z wyboru.

Tak też było u naszej dzisiejszej gwiazdy. Gdzie z uwagi na zalegającą woskowinę i zbieranie materiału w prawej puszce bębenkowej, decydowaliśmy się na obustronne wyszycie przewodów słuchowych z myringotomią i płukaniem prawej puszki bębenkowej.

I obyśmy jak najdłużej mieli spokój 😊

1. Obraz cbct uszu w tygodniu zabiegu
2. i 3. Zdjęcia uszu zaraz po wyszyciu
4. Obraz cbct uszu na kontroli niespełna 5 miesięcy później
5. i 6. Zdjęcia uszu na kontroli. Co ciekawe mimo 5 miesięcy futerko jeszcze nie w pełni odrosło po zabiegu, ale nie jest to akurat rzecz niestandardowa u królików.

Kącik ortopedyczny Czy wiecie, że zajmuję się nie tylko ortopedią ssaków?Pewnie tylko Ci z którymi pracuję, bo jeszcze n...
15/10/2025

Kącik ortopedyczny

Czy wiecie, że zajmuję się nie tylko ortopedią ssaków?

Pewnie tylko Ci z którymi pracuję, bo jeszcze nie wstawiałem nic o tym. Ale lubię ptaki. Zwłaszcza dzikie. Lubię czasem myśleć, że dzięki mnie, czasem jakiś ptak może wrócić na wolność. Oczywiście, nie mam takich ilości na koncie, jak Magdalena Tusińska. Za którą i tak zawsze chodzę z badaniem internistycznym. Ale może z roku na rok, dołożę swoją co raz większą cegiełkę.

Zwłaszcza, że nie tylko w świecie ssaków lubię przekraczać granice, choćby te rozmiarowe. Ale i tym chyba zrobię osobną serię postów.

Bohaterem dzisiejszej opowieści będzie gołąb, chociaż ten właścicielski. Gdzie nawet problemem okazała się bariera językowa w przypadku definicji ograniczenia ruchu. Choć przyznam szczerze, że to rzecz z którą najbardziej chyba właśnie mają problem opiekunowie w procesie rekonwalescencji, niezależnie od języka komunikacji.

Gołąb trafił do nos z złamaniem obydwu kości tarsometatarsus. Lewostronnie złamanie proste poziome, prawostronnie wieloodłamowe. Kości ptaków niestety o wiele częściej pękają i kruszą się podczas urazów. Jest związane z twardą i mało elastyczną korówką. Co także sprawia, że zakotwiczenie gwoździ jest o wiele słabsze.

Z uwagi na szerokość jamy szpikowej około 1mm, bałem się użyć standardowego rozwiązania u ptaków czyli grotowkrętów. Najmniejsze jakie mam mają 0,8mm, a i tak nota bene muszę je sprowadzać zza granicy.

Zdecydowałem się więc na stelaż podwójny z użyciem gwoździ Kirschnera 0,6mm, a efekt może obserwować na zdjęciach.

W przeciągu niespełna 3,5 tygodnia doszło do pełnego zrostu i wyciągnięcia drutów, a pacjentka może znów stać o własnych nogach.

1. RTG złamania
2-3. Bezpośrednio po zabiegu
4. 1 kontrola i widoczne zmieniane opatrunki ochronne
5. 2 kontrola
6. RTG po złożeniu nóżek
7-8. RTG przedstawiające zrost kości

Nietypowy pacjent, choć widziany tu już po raz kolejnyDzisiaj chciałem chyba przede wszystkim pozachwycać się nad tomogr...
06/10/2025

Nietypowy pacjent, choć widziany tu już po raz kolejny

Dzisiaj chciałem chyba przede wszystkim pozachwycać się nad tomografią stożkową. Coś co jeszcze dwa lata temu wydawało mi się drogim luksusem. Badaniem lepszym, ale bez którego da się żyć - przynajmniej w stomatologii.

Dzisiaj jestem na tyle rozkochany w cbct, że nie wyobrażam sobie pracy bez niego. Ta dokładność i prostota wszystkiego w jednym miejscu uzależnia.

Choć nie była to na początku łatwa miłość. Pamiętam jak robiłem sobie także RTG, by zobaczyć, czy widzę to samo. I o ile przypadki oczywiste były oczywiste, to już subtelne zmiany i możliwość zobaczenia każdego 0,2mm z każdej strony zmieniały perspektywę.

No i obraz wygląda na prawdę zajebiście. Spójrzcie tylko na tą czaszkę!

Rozpoznajecie już mam nadzieję, że surykatki?

Ta urocza Panna trafiła do mnie na sanację z uwagi na kamień nazębny. Badania radiologiczne potwierdziły, że siekacz jest zdrowy. Choć z uwagi na bliskość jamy przy startym szkliwie, decydowałem się na czyszczenie, wytrawienie i założenie osłony z kompozytu.

Niestety także CT potwierdziło, że jeden z trzonowców jest do ekstrakcji z uwagi na ropień przy mezjalnym korzeniu.

Ekstrakcję wykonałem I jak to surykatki mają, w ciągu tygodnia ładnie się wygoiła.

Sądząc jednak po minie z ostatniego zdjęcia, nie podobało się jej xD

Kącik ortopedyczny Co prawda, już od pewnego czasu ortopedia staje się tematem wiodącym tego fanpage'a, więc może nie po...
06/08/2025

Kącik ortopedyczny

Co prawda, już od pewnego czasu ortopedia staje się tematem wiodącym tego fanpage'a, więc może nie powinienem mówić kącik?

Ba, nawet na liście ciekawych przypadków na posty dominują przypadki ortopedyczne. Nie zaprzeczę, zakochałem się.

I tak też chciałem Wam dzisiaj przedstawić ciekawy kejs.

Daisy była tego czasu jeszcze niespełna kilogramowym królikiem u której doszło do złuszczenia nasady dalszej kości piszczelowej lewej oraz otworzeniem przełomu, co ładnie widać na drugim radiogramie. Mieliśmy więc do czynienia ze złamaniem Salter-Harris typu I. Co ciekawe, według moich obserwacji to najczęstszy typ złamania chrząstki przynasadowej u gryzoni i zajęczaków, bo tylko raz obserwowałem typ II. III-V jeszcze nie spotkałem. Chociaż to tylko obserwacja, wciąż za mało takich przypadków spotkałem, by wyciągnąć taki wniosek, czy nawet pewne przypuszczenie.

Na czym polega trudność tego złamania? Pomijając to, że jest otwarte, co oznacza zainfekowane tkanki. Przy jamie szpikowej średnicy 1,2mm nasada dalsza miała 4mm grubości. Jednocześnie zakotwiczenie musi być wystarczająco mocne, by wytrzymać humory i pomysły młodego króliczka.

Z tego też tytułu zdecydowałem się na mało standardowe rozwiązanie i postanowiłem zbudować dosyć mocno zagięty stelaż z cienkim gwoździem śródszpikowym z drutu Kirschnera 0,6mm oraz poprzeczek z grotowkrętów 0,8mm. Z czego w odłam dalszy wprowadziłem go pod dość dużym kątem od tyłu.

Jeśli mam być szczery, to nie wiedziałem czy się uda. Umawiając się na zabieg - rozmawiałem o amputacji. Ale udało się. I Daisy już dzisiaj wesoło bryka na 4 łapkach!

1 i 2 zdjęcie rtg złamania
3 i 4 Daisy tuż po operacji
5 i 6 zdjęcia rtg po osteosyntezie
7 i 8 zdjęcia rtg po wyciągnięciu drutów
9 i 10 zdjęcia Daisy z domu po wygojeniu 😊

Z cyklu szkoleń nigdy dość Około półtora miesiąca temu miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanym przez Vet Pro Akademi...
31/07/2025

Z cyklu szkoleń nigdy dość

Około półtora miesiąca temu miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanym przez Vet Pro Akademia szkoleniu z Piezochirurgii szczękowo-twarzowej drobnych ssaków prowadzonym przez Francesco Paesano i Jakuba Kliszcza.

Cóż mogę powiedzieć. To kolejny milowy krok w rozwoju mojej ukochanej chirurgii twardej. I kolejne urządzenie wymagane do utrzymania poziomu.

Mam wrażenie, że weterynaria w Polsce rozwija się coraz szybciej. Fajno :3

Adres

Warsaw

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Chinchilla Dentist - Mateusz Krajewski opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria