13/07/2026
Dziś trochę z innej tematyki niż o gekonach, ale to, co się stało wczoraj dało mi wiele do zrozumienia, jak bardzo te zwierzęta mi pomagają.
Ostatnio pisałam Wam o tym, jak moje gekony pomagają mi utrzymać pion w walce o zdrowie psychiczne.
Wczoraj los wystawił mnie na próbę, której zupełnie się nie spodziewałam.
Wracałam z Warszawy od rodziców do Torunia. Pod Sochaczewem nasz pociąg uczestniczył w śmiertelnym wypadku-potrącił kobietę, wiadomo raczej dlaczego. Widok szczątków na miejscu zdarzenia, wielogodzinne oczekiwanie i akcja ratunkowa służb to coś, co głęboko mną wstrząsnęło. Pierwsze, co poczułam, to nie panika, ale ogromne, rozrywające serce współczucie i empatia dla tej dziewczyny.
Podczas samego wypadku i ewakuacji adrenalina trzymała mnie w ryzach. Byłam silna. Ale po powrocie do domu, w bezpiecznych ścianach, nastąpiło pęknięcie. Rozpłakałam się i nie mogłam przestać. Noc minęła koszmarnie-z bezsennością i potwornym, napięciowym bólem głowy.
Dzisiaj czuję totalne, paraliżujące wyczerpanie. Nie mam siły ani chęci, żeby zrobić cokolwiek. Mój mózg po prostu odciął dopływ energii, odchorowując ten gigantyczny stres somatycznie. W takich momentach moja psychika automatycznie przypomina mi najgorsze chwile z przeszłości, kiedy też brakowało mi sił, by wstać z łóżka.
I w tym całym mroku znowu ratują mnie one-moje gekony. Ich cichy świat to jedyna kotwica, która trzyma mnie dziś przy jakiejkolwiek rutynie.
Odpowiedzialność za nie motywuje mnie, by wstać i sprawdzić moich podopiecznych.
Obserwowanie ich spokoju to dla mnie najlepsza, naturalna animaloterapia w momencie skrajnego kryzysu.
Zdrowie psychiczne bywa niezwykle kruche, a nagła trauma potrafi cofnąć nas o kilka kroków w tył. W czwartek czeka mnie komisja ZUS w sprawie świadczenia rehabilitacyjnego i ten wypadek brutalnie przypomniał mi, dlaczego wciąż potrzebuję czasu dla siebie.
Pamiętajcie, z psychiką nie ma żartów, ale pamiętajcie też, że macie wsparcie u najbliższych.
Trzymajcie się ciepło.