01/08/2026
Dzisiejsza interwencja po raz kolejny pokazała nam, jak wiele zależy od ludzi – od ich empatii, zaangażowania i gotowości do działania. Pokazała również, jak trudna potrafi być walka o pomoc dla bezdomnych zwierząt.
O problemie bezdomnych kotów w Wojniczu pisaliśmy już wcześniej. Kiedy pojechaliśmy na miejsce, aby sprawdzić, jak wygląda sytuacja, szybko przekonaliśmy się, że problem jest znacznie większy, niż mogliśmy przypuszczać.
Przemierzając kolejne uliczki, widzieliśmy koty żyjące w pustostanach i opuszczonych budynkach. Jednak miejsce, do którego zostaliśmy wezwani, ukazało nam prawdziwy ogrom ich cierpienia.
Nasze działania rozpoczęliśmy od kontaktu z Urzędem Miejskim. Z informacji dostępnych publicznie wynikało, że gmina posiada podpisaną umowę z miejscową lecznicą weterynaryjną oraz Schroniskiem dla Zwierząt w Borku koło Rzezawy. Po rozmowie z pracownikiem urzędu wydawało się, że sprawa zostanie szybko rozwiązana.
Niestety, kilka dni później zadzwoniła do nas pani Renata z informacją, że mimo wcześniejszych zgłoszeń nikt do tej pory nie zajął się chorymi kotami.
Ponownie skontaktowaliśmy się z urzędem. Usłyszeliśmy pytanie, dlaczego jako organizacja z Tarnowa interesujemy się kotami w Wojniczu. Odpowiedź jest dla nas oczywista – cierpiące zwierzęta nie znają granic gmin ani powiatów.
Przekazaliśmy urzędniczce kontakt do pani Renaty, licząc na sprawniejszą współpracę. Ponownie usłyszeliśmy zapewnienie, że schronisko zajmie się odłowieniem kotów i zrobi to w piątek.
W sobotę rano odczytaliśmy wiadomość od pani Renaty. Była zrozpaczona. Napisała, że stan kotów gwałtownie się pogorszył i potrzebują natychmiastowej pomocy.
Nie było czasu do stracenia. Odłożyliśmy wszystkie obowiązki i nasza prezes natychmiast pojechała na miejsce. Była tam również pani Renata, która od wielu dni próbowała pomóc zwierzętom, choć sama nie była w stanie zrobić tego bez wsparcia.
To, co zastaliśmy, było poruszające. Koty były skrajnie osłabione, odwodnione, miały trudności z poruszaniem się i niemal nie miały siły uciekać. Zwierzęta przebywały na zamkniętej posesji, dlatego konieczna była interwencja Policji.
Po zgłoszeniu na numer alarmowy patrol przyjechał bardzo sprawnie. Policjanci wysłuchali całej historii, która rozpoczęła się już na początku tygodnia. Skontaktowali się ze schroniskiem i wspólnie czekaliśmy na jego przyjazd.
W międzyczasie próbowaliśmy skontaktować się z lekarzami weterynarii, ponieważ to właśnie lekarz powinien ocenić stan zwierząt i zdecydować o dalszym postępowaniu. Niestety, mimo kilku prób nie udało się od razu uzyskać kontaktu.
Po około godzinie oczekiwania otrzymaliśmy informację, że schronisko nie przyjedzie. Usłyszeliśmy, że w weekend nie prowadzi interwencji, a decyzję może podjąć jedynie kierownik, z którym nie było kontaktu. Najbliższy możliwy termin wskazano dopiero na wtorek.
Dla tych kotów wtorek mógł oznaczać, że pomoc nadejdzie zbyt późno.
W międzyczasie policjanci otrzymali wiadomość ze schroniska z prośbą o kontakt z pracownikiem gminy. Po rozmowie telefonicznej dowiedzieliśmy się, że sprawa powinna być zgłaszana w godzinach pracy urzędu.
Byliśmy zaskoczeni. Na miejscu znajdowały się ciężko chore zwierzęta wymagające natychmiastowej pomocy, patrol Policji od dłuższego czasu oczekiwał na rozwiązanie sytuacji, a każda kolejna minuta działała na niekorzyść kotów.
I wtedy zadzwonił telefon.
Odezwała się pani doktor Ania S. Okazało się, że przez cały tydzień nikt nie poinformował jej o tej sprawie, mimo że współpracuje z gminą w zakresie opieki nad zwierzętami. Gdy tylko poznała sytuację, natychmiast włączyła się do działania.
Kilka minut później rozpoczęliśmy odławianie kotów. Udało się zabezpieczyć trzy najbardziej chore zwierzęta. Pozostałe schowały się w trudno dostępnych miejscach. Sąsiadka poinformowała nas, że koty wychodzą dopiero wieczorem, gdy robi się chłodniej. Dzięki temu jeszcze tego samego dnia udało się odłowić kolejne dwa.
Wszystkie koty trafiły pod opiekę pani doktor Ani. W najbliższych godzinach będziemy kontynuować działania, aby zabezpieczyć pozostałe zwierzęta.
Badanie wykazało silne odwodnienie, wysoką gorączkę, zapalenie dróg oddechowych, świerzb oraz bardzo silne zapchlenie. Stan kotów potwierdził, że potrzebowały natychmiastowej pomocy.
Mamy nadzieję, że cała ta sytuacja zostanie dokładnie przeanalizowana i wyciągnięte zostaną odpowiednie wnioski. W sprawach dotyczących cierpiących zwierząt liczy się każda godzina, a czasem nawet każda minuta.
Z całego serca chcemy podziękować policjantom z Komisariatu Policji w Wojniczu, którzy podczas swojej służby wykazali się ogromnym zaangażowaniem, spokojem i empatią. Przez cały czas byli z nami i wspólnie szukali rozwiązania, które pozwoli uratować chore koty.
Dziękujemy pani doktor Ani S. za natychmiastową reakcję, profesjonalną pomoc i otoczenie kotów opieką.
Dziękujemy również pani Renacie G., która nie przeszła obojętnie obok cierpienia tych zwierząt. Gdyby nie jej determinacja i kolejne zgłoszenia, być może pomoc nie dotarłaby na czas.
Ta historia pokazuje, że nawet gdy pojawiają się trudności, zawsze znajdą się ludzie, którzy chcą pomagać. To właśnie dzięki współpracy, empatii i determinacji udało się uratować pierwsze kocie życia.
Kochani, po raz kolejny przekonaliśmy się, że razem naprawdę możemy więcej. Dziękujemy wszystkim, którzy nie pozostają obojętni na cierpienie zwierząt.
--------------------------------------------------------------------------------------------
To właśnie takie zakończenia dają nam siłę i przypominają, że dobro wraca. Dziękujemy, że razem możemy pomagać. ❤️
💛 𝐏𝐫𝐳𝐞𝐤𝐚ż 𝐧𝐚𝐦 𝟏,𝟓% 𝐩𝐨𝐝𝐚𝐭𝐤𝐮
🧾 KRS: 0000270261
🎯 Cel szczegółowy: ASPER12952
📱 𝗕𝗟𝗜𝗞 𝗻𝗮 𝘁𝗲𝗹𝗲𝗳𝗼𝗻: 607 439 203
🏦 Santander Bank Polska: 74 1090 1838 0000 0001 4174
🌍 IBAN: PL 74 1090 1838 0000 0001 4174
📍 Siedziba: 33-100 Tarnów, ul. Wilsona 2
📦 Magazyn: 33-100 Tarnów, ul. Przemysłowa 9
☎️ Telefon: 607 439 203
💻 𝗣𝗮𝘆𝗣𝗮𝗹: [email protected]
Aktualne i bardzo pilne zbiórki⬇️
https://www.ratujemyzwierzaki.pl/stowarzyszenieasper