02/09/2026
KIEDYŚ SIĘ NIE BAŁAM. CO SIĘ ZE MNĄ STAŁO?
Ten wątek słyszę na co dzień w rozmowach z Wami. W wiadomościach, które do mnie piszecie. Na konsultacjach, które prowadzę, na warsztatach, spotkaniach i w rozmach, podczas których opowiadacie mi o swojej jeździe, o tym, czego zaczęłyście się bać i o tym bardzo charakterystycznym zdziwieniu: przecież kiedyś tego nie było.
Jedna z kobiet powiedziała o sobie kiedyś, że była „niezniszczalna”. Jeździła bardzo dużo, spadała wiele razy, wracała do jazdy i przez lata właściwie nie myślała o sobie jako o osobie, która może bać się koni. Dzisiaj potrafi być, jak sama to określiła, „okichana ze strachu”, szczególnie wtedy, kiedy koń przyspiesza i znika poczucie wpływu na sytuację.
Inna napisała mi: „U mnie lęk pojawił się po tym, jak na świecie pojawiła się córka”. Nie wydarzył się żaden wielki wypadek. Po prostu to samo ryzyko zaczęło mieć inne znaczenie.
Jeszcze inna po upadku przez jakiś czas mówiła, że „wsiadanie na konia mnie paraliżowało”. Ktoś inny napisał: „Odblokowuję się i zablokowuję na przemian”. Są kobiety, które po latach nadal jeżdżą, ale już tylko na określonych koniach, tylko na placu albo tylko wtedy, kiedy mają poczucie, że sytuacja jest wystarczająco przewidywalna. Są takie, które po kilkudziesięciu latach jazdy mówią: „nie wsiądę już więcej” i wcale nie uważają tego za porażkę, tylko za rozsądek.
To są bardzo różne historie. Łączy je jedno zdanie, które słyszę wyjątkowo często:
Kiedyś się nie bałam.
I chyba właśnie dlatego ten lęk bywa tak trudny do zniesienia. Bo człowiek nie porównuje się tylko z innymi. Porównuje się przede wszystkim z własną wcześniejszą wersją.
Pamięta siebie, która jeździła w teren bez większego zastanowienia. Wsiadała na obce konie. Galopowała. Spadała i jechała dalej. Nie pytała pięć razy, jaki jest koń, kto jedzie w grupie, czy będzie spokojnie, czy na pewno nie będzie galopu. Pewne rzeczy były po prostu częścią jazdy.
A potem coś się zmienia.
Czasem wiadomo dokładnie co. Był upadek, złamanie, koń się przewrócił, poniósł, kopnął, pojawiła się sytuacja, w której człowiek naprawdę stracił kontrolę. Organizm dostaje wtedy bardzo konkretną informację: to może się wydarzyć naprawdę. I nawet jeśli później znowu wsiadamy, część sytuacji może przez długi czas uruchamiać dawną reakcję. Jedna z kobiet opowiadała, że po poważnym wypadku w dzieciństwie przez lata bała się koni podobnych do tego, z którego spadła. Minęło ponad trzydzieści lat, a ona nadal reaguje lękiem, kiedy sytuacja zaczyna przypominać tamtą.
Czasem jednak nie ma żadnego jednego wydarzenia.
Była przerwa od jazdy. Kilkanaście albo dwadzieścia lat. Wracasz i odkrywasz, że nie jesteś już osobą, która wtedy przestała jeździć. Masz inne ciało, inne doświadczenia, inną świadomość konsekwencji, może dzieci, pracę, zobowiązania, ludzi, za których odpowiadasz. Ryzyko nie musi być większe niż kiedyś. Jego znaczenie może być większe.
Czasem zmienia się wszystko bardzo powoli. Najpierw nie chcesz już jeździć na jednym konkretnym koniu. Później teren zaczyna być mniej przyjemny. Potem galop. Potem zaczynasz wybierać spokojniejsze konie, określonych ludzi do jazdy, określone warunki. Nadal jeździsz, więc długo nawet nie myślisz o sobie jako o osobie, która się boi. Po prostu lista rzeczy, których wolisz nie robić, trochę się wydłuża.
I to jest bardzo częsty moment, kiedy pojawia się złość na siebie.
Przecież kiedyś mogłam.
Przecież kiedyś się nie bałam.
Przecież umiem jeździć.
Więc co się ze mną właściwie stało?
To pytanie jest sensowne, dopóki nie ma w sobie ukrytej odpowiedzi: „widocznie coś się we mnie popsuło”.
Bo zmiana jest realna. Tylko jej znaczenie wcale nie musi być takie, jakie sobie od razu przypisujemy.
Czasem zmieniła się pamięć zagrożenia. Czasem poczucie wpływu. Czasem sposób oceniania konsekwencji. Czasem życie wokół jeździectwa. Czasem koń. Czasem trener, grupa albo cała stajnia. Czasem po kilku doświadczeniach przestajemy ufać własnym reakcjom. A czasem po prostu nie chcemy już ponosić ryzyka, które dwadzieścia lat wcześniej było dla nas zupełnie akceptowalne.
I dlatego dwa zdania: „kiedyś się nie bałam” i „teraz się boję” mogą opisywać kompletnie różne historie.
Inaczej będę pracować z osobą, która po jednym ciężkim upadku zaczyna reagować paniką przy zagalopowaniu. Inaczej z kimś, kto po dwudziestu latach wraca do jazdy i nie rozpoznaje już własnej dawnej swobody. Inaczej z matką małego dziecka, której zmieniła się kalkulacja ryzyka. I jeszcze inaczej z bardzo doświadczoną zawodniczką, która nadal jeździ, ale jej koński świat po kawałku robi się coraz węższy.
I właśnie dlatego nie da się w jeden sposób pracować z lękiem przed jazdą. Każda osoba jest inna, każda historia jest inna. Ta praca sięga bardzo głęboko — do wspomnień, do otoczenia i wsparcia, które mamy, do obrazu siebie, do myśli, które przychodzą nam do głowy, do znajomości siebie również w obszarach zupełnie niezwiązanych z jeździectwem. Do tego, jak radzimy sobie z różnymi obciążeniami, jak reagujemy w trudnych sytuacjach, jaka jest nasza rezyliencja i co w ciągu naszego życia ją budowało albo osłabiało.
Bo najważniejsze pytanie wcale nie brzmi: „jak mam przestać się bać?”, tylko najpierw: co dokładnie wydarzyło się pomiędzy tą mną, która się nie bała, a tą, która boi się dzisiaj?
Jeżeli znasz ten moment, kiedy orientujesz się, że coś, co kiedyś było zwyczajne, dzisiaj zaczyna uruchamiać napięcie albo lęk, jestem bardzo ciekawa, jak wyglądała Twoja droga. Czy był jeden konkretny moment, czy raczej przyszło to stopniowo?
I przy okazji mam dla Was ważną informację.
16 października rusza kolejna edycja Jeździeckiej Przestrzeni Wsparcia OSWOIĆ LĘK.
Do tego czasu formuję nową, kameralną grupę osób, z którymi przez kolejne miesiące będę pracowała osobiście. W tej wersji programu nie zostajecie same z materiałami. Pracuję z każdą osobą indywidualnie, ale w ramach małej grupy, która przechodzi ten proces razem. Zależy mi więc na tym, żeby jeszcze przed startem mieć czas Was poznać, usłyszeć Wasze historie i zobaczyć, z czym konkretnie przychodzicie.
Dlatego przez cały wrzesień i do rozpoczęcia programu prowadzę bezpłatne indywidualne konsultacje dla osób, które rozważają dołączenie do programu OSWOIĆ LĘK z moim osobistym wsparciem.
Podczas takiej rozmowy możesz opowiedzieć mi o swojej sytuacji. Przyjrzymy się temu, kiedy pojawił się lęk, czego konkretnie dotyczy, jak wygląda teraz Twoja jazda i co do tej pory próbowałaś z tym zrobić. Powiem Ci też, jak ja rozumiem ten problem i jak można zacząć z nim pracować. Sprawdzimy również wspólnie, czy ta forma programu będzie dla Ciebie dobrym miejscem.
Jeżeli rozważasz dołączenie do nowej edycji i chcesz umówić się ze mną na taką rozmowę, napisz w komentarzu KONSULTACJA. Odezwę się do Ciebie w wiadomości prywatnej.