12/04/2026
Święta wielkanocne w naszej kociej rodzinie były wyjątkowe . Juz tydzień przed nimi z niecierpliwością czekaliśmy na pierwszy miot naszej Lili. Bacznie obserwowaliśmy jej zachowanie , nie mogła znaleźć sobie miejsca w którym chciałaby urodzić maluszki więc postanowiliśmy zrobić jej kilka do wyboru . Dni mijały a nas zastała Wielka Sobota. Po godzinie 8.30 zaczął się poród , jego miejscem została szafa w której rodziła również Aurora ( chyba ulubione miejsce porodów dla naszych dziewczyn na tą chwilę ). Ze zdjęć USG wiedzieliśmy że powinno być 5 kociąt . Pierwsze kocie było z nami już przed 9, drugie jak i trzecie przyszło na świat w odstępach po około 50 minut . Do godziny 13 mieliśmy już cztery kocięta . Godziny mijały a piątego nie było , o 17 nie było żadnych skurczy ani zachowania które mogłoby zwiastować przyjście na świat ostatniego kociaka . Przeszło nam przez myśl że może na USG nałożyło się to samo kocie na dwa zdjęcia i że będzie ich tylko cztery. Wymacaliśmy brzuszek Lili w celu upewnienia się czy nie ma więcej kociąt , wszystko wskazywało na to że to już koniec . Mimo to bacznie obserwowaliśmy świeżo upieczoną mamę do samej nocy, oczywiście bez rezultatu. Przyszła Wielka Niedziela , my pojechaliśmy na rodzinny obiad a Lili wraz z kociętami została pod okiem kamery dzięki której obserwowaliśmy ją zdalnie co jakiś czas . Po powrocie jakież było nasze zaskoczenie .. mamy piąte kocie ! W pełni zdrowe już nakarmione przez mamę po ponad 29 godzinach od porodu pierwszego . "Jednak USG nie myliło się" . Na koniec dnia mogliśmy już pójść spać spokojnie . I tak zastał nas łany poniedziałek a z nim... Kocie numer 6 !! Ponad 48 godzin od porodu pierwszego kociaka .. Żywe, również już ogarnięte przez swoją mamę. Od tego czasu minął już tydzień kociaki podrosły, zaczynają otwierać oczy a my patrzymy jak się rozwijają i snujemy już pierwsze plany odnośnie ich dalszej przyszłości .