28/07/2026
Bardzo mądry tekst 👏
Pytanie które słyszę w hodowli często …
Pies czy suczka?
To jedno z tych pytań, które pada praktycznie przy każdym miocie.
– Pani Karino, lepiej wybrać psa czy suczkę?
I zanim zdążę odpowiedzieć, przyszli właściciele często sami wymieniają argumenty.
„Ja zawsze miałem suczki.”
„Nigdy więcej psa.”
„Psy znaczą teren.”
„Suczki są spokojniejsze.”
Uśmiecham się wtedy, bo wiem, że za chwilę pewnie ich zaskoczę.
Bo bardzo często mówię coś, czego się nie spodziewają.
Jeżeli ktoś szuka przede wszystkim wiernego towarzysza życia, nie planuje sportów, pracy użytkowej ani ambitnych treningów i jest gotowy mądrze przeprowadzić psa przez okres dojrzewania, to... bardzo często polecam właśnie samca.
Tak, samca.
Oczywiście pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z tego, że dojrzewanie potrafi być dla niego prawdziwą burzą hormonów. Trochę jak u nastolatków. Organizm się zmienia, emocje buzują, rozsądek czasem bierze wolne. To etap, który trzeba zrozumieć i przeczekać, a nie z nim walczyć.
Mam jednak wrażenie, że samce częściej są po prostu... łatwiejsze w codziennym życiu.
Szybciej wybaczają nasze błędy, łatwiej odpuszczają drobne konflikty i bardzo często po prostu chcą być blisko człowieka.
Nie bez powodu czasem żartuję, że są trochę takimi „synusiami mamusi”.
To oczywiście ogromne uproszczenie, ale coś w tym jest.
A suki?
One są fascynujące.
Podczas szkolenia bardzo często zachwycają mnie swoim skupieniem, dokładnością i konsekwencją. Mam wrażenie, że zdecydowanie łatwiej utrzymać je na zadaniu. Badania również sugerują, że samice częściej wybierają współpracę z człowiekiem przy rozwiązywaniu problemów, choć autorzy podkreślają, że różnice między konkretnymi psami są znacznie większe niż między samymi płciami.
To nie znaczy jednak, że suki nie potrzebują bliskości. Potrzebują. Czasami nawet bardzo.
Mam tylko wrażenie, że częściej robią to na własnych zasadach. Jak uznają, że teraz jest czas na przytulanie, przyjdą. Jeśli nie... potrafią spojrzeć takim wzrokiem, który mówi: „Nie przeszkadzaj, mam ważniejsze sprawy.”
Może właśnie dlatego od lat śmieję się z powiedzenia „wredna jak suka”
Nie dlatego, że uważam je za wredne.
Po prostu często są bardziej niezależne, bardziej świadome swoich decyzji i zdecydowanie trudniej je do czegoś przekonać, jeśli same nie widzą w tym sensu.
Wiecie, co jest jednak dla mnie najciekawsze?
Z każdego miotu jest zwykle jeden szczeniak, na którego patrzę i myślę:
„Gdybym mogła… to właśnie jego zostawiłabym u siebie.”
I bardzo często okazuje się, że jest to samiec.
Nie dlatego, że są lepsze.
Po prostu z jakiegoś powodu to właśnie chłopaki najczęściej kradną moje serce.
Czy to znaczy, że gdybym mogła cofnąć czas, wybrałabym tylko samce?
Absolutnie nie.
Nie zamieniłabym ani jednej swojej suki na psa.
Nie zamieniłabym też żadnego psa na sukę.
Każdy z nich wniósł do mojego życia coś wyjątkowego. Każdy nauczył mnie czegoś innego. Każdy zostawił po sobie ślad, którego nie da się niczym zastąpić.
I jest jeszcze coś, co utwierdza mnie w tym przekonaniu.
Kilku takich wyjątkowych chłopaków z mojej hodowli trafiło do osób, które są mi naprawdę bliskie. Miałam szczęście obserwować ich wspólną drogę niemal od pierwszego dnia.
I za każdym razem myślałam dokładnie to samo.
"Ten pies trafił dokładnie tam, gdzie powinien."
Patrzyłam, jak z każdym miesiącem buduje się między nimi relacja. Jak uczą się siebie nawzajem. Jak pies staje się nie tylko domownikiem, ale partnerem codzienności.
To właśnie wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że czasem nie wybieramy psa.
Czasem po prostu spotykamy tego właściwego.
I za każdym razem myślałam dokładnie to samo.
Dlatego, kiedy ktoś pyta mnie, czy wybrałabym psa czy suczkę, uśmiecham się.
Rozsądek podpowiada mi, że wybór zawsze powinien zależeć od człowieka, jego oczekiwań i stylu życia. I dokładnie to doradzam przyszłym właścicielom.
Ale serce... serce od lat ma słabość do chłopaków.
To właśnie samce najczęściej kradną moje serce. To ich najczęściej miałam ochotę zostawić w hodowli. I choć los sprawił, że dziś nie wyobrażam sobie życia bez żadnego z moich psów – ani suki, ani samca – to chyba już pogodziłam się z tym, że na widok kolejnego wyjątkowego chłopaka moje serce znowu będzie miało trochę trudniej.
I chyba już pogodziłam się z tym, że przy każdym kolejnym miocie znowu znajdzie się jakiś mały samiec, który sprawi, że przez chwilę będę się zastanawiać...
„A może jednak jeszcze jeden?”
Na szczęście hodowlę prowadzi się głową.
Bo gdyby decyzje podejmowało wyłącznie serce...
miałabym zdecydowanie za dużo psów 😉