18/09/2026
Wyobraź sobie psa z adopcji, który przeszedł w życiu coś trudnego. W przypadku Jadzi była to: chroniczna deprywacja emocjonalna, brak indywidualnej relacji z człowiekiem oraz ciągła konieczność podporządkowania się strukturze stada. To sprawiło, że jej układ nerwowy nigdy nie przeszedł "treningu sprawczości". Pozostał w stanie domyślnej bierności, co doprowadziło do wyuczonej bezradności.
I taka Jadzieńka trafia do nowego domu, do mnie 🥰 No spadła mi z nieba ☁️☁️ Dla obcych ludzi jest „idealna”.
Pozwala się głaskać każdemu, stoi biernie, nie ucieka. Ludzie myślą: „Och, jaka ona towarzyska, jak ona, to lubi!”.
Na spacerach idzie z tyłu, człapie powoli, jakby brakowało jej energii, a jedyne, czego naprawdę szuka, to jedzenia 🤣 czasem kontaktu z innymi psami.
Jako zoopsycholog muszę włożyć w ten obrazek szpilkę. Ta bierność wobec ludzi i uległe pozwalanie na dotyk to bardzo często nie jest sympatia. To wyuczona bezradność – stan głębokiej apatii, w której mózg psa odcina emocje, by przetrwać. Pies zachowuje się jak manekin. Nie protestuje, bo ma zakodowane, że jego zdanie i tak nikogo nie obchodzi. Wolne człapanie z tyłu to wynik emocjonalnego wyczerpania, a silna potrzeba kontaktu z psami to jedyny moment, kiedy te stłumione emocje próbowały przebić się na zewnątrz. Co ważne – po prawie każdym takim kontakcie pies potrzebuje szarpaka, by poprzez gryzienie i przeciąganie fizycznie zrzucić z siebie gigantyczne napięcie.
I nagle nadchodzi ten dzień. Jeden głośny bodziec – u nas był to huk kapiszonów i wszystko się zmienia.
Pies nagle zaczyna panicznie bać się dźwięków. Na otwartej przestrzeni, widząc ludzi idących z różnych stron, kurczy się w sobie, zapiera, rozgląda i paraliżuje go strach. Popołudniowe spacery stają się wyzwaniem. Pierwsza moja myśl? „Tragedia. Wszystko zepsute. Pies cofnął się w rozwoju, jest gorzej niż było”. A jaka jest prawda z perspektywy neurobiologii? To... GIGANTYCZNY PRZEŁOM I SUKCES! 🚀Huk kapiszonów zadziałał jak emocjonalny elektrowstrząs. Przełamał tamę znieczulenia i rozbił pancerz wyuczonej bezradności. Układ nerwowy psa zaczął się ODMRAŻAĆ.To, co widzę teraz jako nagłą „lękliwość” i odmawianie pójścia dalej, to nic innego jak odzyskany instynkt przetrwania. Pies nareszcie zaczął aktywnie oceniać otoczenie i odzyskał swój głos! Z bezwolnego robota, który dawał się głaskać każdemu ze strachu, stał się istotą, która mówi: „Boję się tego, nie chcę tam iść, uszanuj moje granice!”. Ten lęk był w niej od zawsze, ale dopiero teraz Jadzia poczuła się na tyle bezpiecznie przy mnie, że ma odwagę zdjąć maskę obojętności.
Co robimy w takiej fazie „odmrożenia”?
Szanuję każde „NIE”. Jeśli staje i nie chce iść dalej – nie ciągnę jej. Daję jej czas. Zawracamy jeśli tego potrzebuje.
Staram się ją izolować od ludzi, (koniec z udawaną "grzecznością"). Pokazuję jej „Twój głos ma znaczenie. Słyszę Cię”.
Wspieram mądre rozładowanie. Skoro szarpak pomaga jej zrzucić emocje, zabieramy go na każdy spacer. To jej naturalny wentyl bezpieczeństwa.
Rano pracujemy, po południu odpoczywamy. Wykorzystujemy poranne, dobre zasoby na budowanie pewności siebie (nosework, zabawy, sztuczki). Popołudniu, gdy układ nerwowy po całym dniu jest już przebodźcowany, odpuszczamy.
Krótkie siku i powrót. Celebrujemy sen. Jeśli Jadzia po trudnym spacerze wraca do domu i głęboko zasypia, to znak, że dom stał się jej bezpieczną bazą, a mózg ma idealne warunki, by neurobiologicznie przetwarzać traumę.
Praca z psem straumatyzowanym to nie jest linia prosta, która idzie tylko w górę. To sinusoida. Powrót do zdrowia bardzo często musi prowadzić przez trudną fazę, w której ukrywany dotąd lęk wylewa się na światło dzienne.
Nie ukrywam, że jest trudno..
Czasami bardzo..
Czekam na moje wsparcie - powrót Naszej Wet❤️z wojaży.
Ale myślę sobie, że czasami to, co wygląda na pogorszenie, jest pierwszym, prawdziwym krokiem ku wolnosci.!🤔
Bardzo chcę w to wierzyć!
Nasz filmik z porannego Noseworku.
Jak ja łapię te chwile!
Jadzieńku...już dobrze,
Jesteś🙏❤️