04/05/2026
Bardzo ważny głos 👏🏼 Niestety wciąż zbyt często potrzeba „zrobienia czegoś fajnego dla ludzi” wygrywa z realnym dobrostanem psa. Najbardziej niepokojące jest to, że takie akcje są organizowane przez osoby pracujące ze zwierzętami, które powinny umieć odczytywać podstawowe sygnały stresu, napięcia i przeciążenia.
Często po takich wydarzeniach widzę na fb filmiki z komentarzem zadowolenia "pieski ucieszone, bo wyszły na spacer". Na tym samym filmie widzę psy ciągnące na krótkich smyczach, dyszenie, ziajanie, uszy położone do tyłu, skakanie czy nadmierne pobudzenie. Przecież to nie radość, tylko komunikat: „to dla mnie za dużo”. Jeśli ktoś pracuje z psami i interpretuje to jako entuzjazm, to jest to poważny problem.
Na takich wydarzeniach psy wychodzą z losowymi ludźmi, niejednokrotnie są wydawane po dwa razy na spacery bo zgłosiło się więcej osób. Już nie wspomnę o rewolucjach żołądkowych dzień po takiej imprezie.
Otwartość schronisk na ludzi jest potrzebna, ale nie kosztem komfortu i poczucia bezpieczeństwa zwierząt. Można budować kontakt człowieka z psem mądrze: spokojnie, świadomie, z poszanowaniem granic, pod kontrolą i z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb psa. To właśnie tak wygląda realna pomoc.
Przecież można zorganizować dzień otwarty na przykład raz w miesiącu i przyjąć ludzi z zewnątrz na spacery, ale w towarzystwie stałego wolontariusza, który opowie ludziom coś więcej o psie, powie na co zwrócić uwagę, jak się zachowywać, co robić, czego nie robić. Nie wyobrażam sobie sytuacji że psy są wydawane nieznajomym osobom bez żadnej kontroli. Przecież to jakiś absurd.
Tutaj ważne jest aby osoby zarządzające schroniskami miały odpowiednią wiedzę i odwagę podejmowaniu właściwych decyzji.
Niestety w wielu przypadkach tej wiedzy i decyzyjności brakuje.
Do napisania tego posta skłonił mnie argument, który pojawia się bardzo często: że tzw. „dni spacerkowe”, czyli zbiorowe wyprowadzanie psów przez mieszkańców, to dla psów radość, coś na co czekają, okazja do nawiązania relacji i doświadczenia przyjemności.
Problem w tym, że w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.
Brak poczucie bezpieczeństwa to nie miejsce na relację. To, co człowiek widzi jako radość, w przypadku psa schroniskowego bywa wysokim pobudzeniem i próbą poradzenia sobie z sytuacją, która jest dla niego trudna. Żeby to zobaczyć, trzeba rozumieć komunikację psa. W takich sytuacjach bardzo często obserwujemy ciągnięcie na smyczy, które nie jest „entuzjazmem”, tylko próbą ucieczki lub poradzenia sobie z napięciem. Widzimy skakanie na ludzi, które bywa próbą zatrzymania interakcji albo zwiększenia dystansu. Widzimy dezorientację, uszy położone do tyłu, napięte fafle, intensywne ziajanie. To są sygnały stresu, a nie komfortu i radości.
Jedzenie z ręki dostają psy, które mają trudność w kontaktach z człowiekiem. Nikt tego nie zauważa, ale może to mieć katastrofalne skutki w postaci pogryzień i jeszcze większego braku zaufania do ludzi.
Psy w schroniskach to w ogromnej części zwierzęta po przejściach, traumach z trudnościami w kontaktach z ludźmi i niskim poczuciem bezpieczeństwa. W takich warunkach spacery z przypadkowymi osobami oznaczają dla nich brak kontroli nad sytuacją, brak przewidywalności i ogrom bodźców. Pies nie ma wpływu na to, kto go wyprowadza, jak ta osoba się zachowuje, czy respektuje jego granice. Zdarza się, że psy są przekazywane z rąk do rąk, wychodzą kilka razy pod rząd, wracają i niemal natychmiast trafiają do kolejnej osoby lub rodziny.
Dochodzi do tego dotykanie przez obcych, obecność dzieci, podawanie smaczków bez jakiejkolwiek kontroli. To ma realne konsekwencje zdrowotne. Psy z alergiami, problemami przewodu pokarmowego, ale też psy zdrowe, bardzo często reagują biegunkami po takich dniach. To nie przypadek, tylko fizjologiczna reakcja organizmu na stres i chaos.
Kolejna kwestia to brak weryfikacji osób, które wyprowadzają psy. W praktyce zdarzały się sytuacje, w których psa wyprowadzała osoba z wyrokiem za znęcanie się nad zwierzętami. To pokazuje, jak bardzo w takich działaniach brakuje realnej kontroli i odpowiedzialności a weryfikacja jest niemożliwa.
Warto też jasno powiedzieć, komu takie akcje służą. Dają ludziom poczucie, że zrobili coś dobrego, że pomogli, że dali psu chwilę uwagi. I to jest zrozumiałe. Ludzie chcą pomagać, chcą mieć kontakt ze zwierzętami, chcą robić coś wartościowego. Problem polega na tym, że w takiej formie nie przekłada się to na dobrostan psa. W tych działaniach zaspokajana jest przede wszystkim potrzeba społeczności, a nie realne potrzeby zwierząt.
Nie ma danych, które pokazywałyby, że tak organizowane wydarzenia zwiększają adopcje. Są natomiast liczne badania pokazujące, jak silnie stres wpływa na psy w schroniskach. Przewlekły i nagły stres wpływa na ich zachowanie, zdolność uczenia się, regulację emocji i zdrowie fizyczne, w tym funkcjonowanie układu pokarmoweg, zdolności adaptyjne.
Im więcej chaosu i nieprzewidywalnych doświadczeń, tym trudniej psu funkcjonować stabilnie, a to właśnie stabilność jest kluczowa w procesie adopcyjnym.
Schroniska w pierwszej kolejności powinny dbać o dobrostan zwierząt i to jest bezdyskusyjne.
Akcje, w których pies jest przekazywany przypadkowym osobom, wielokrotnie wyprowadzany, dotykany i dokarmiany bez kontroli, stoją w sprzeczności z tym celem.
W takich modelach organizacji zwierzę i jego samopoczucie schodzą na dalszy plan, a na pierwszy wysuwa się zadowolenie ludzi.
A przecież można to robić inaczej. Można organizować spacery w sposób kontrolowany, z ograniczoną liczbą osób, po przeszkoleniu, z przypisaniem konkretnych opiekunów do konkretnych psów. Można zadbać o to, żeby pies miał poczucie bezpieczeństwa, przewidywalność i realny wpływ na to, co się dzieje. To wymaga zmiany myślenia, zatrzymania się na chwilę nad systemem.
To nie jest trudne, ale wymaga uważności i gotowości do uczenia się od tych, którzy są decyzyjni za los tych zwierząt.
Ten temat jest ważny społecznie. Bardzo wiele osób chce pomagać, chce dawać psom chwilę „lepszego życia”, chce robić coś dobrego. I to jest ogromna wartość. Właśnie dlatego warto robić to mądrze i odpowiedzialnie.
Dlatego jako organizator zapraszam na Śląskie Seminarium Behawiorystyczne . To wydarzenie, podczas którego będziemy mówić o poprawy warunków zwierząt w schroniskach, czyli codziennych możliwości we współpracy z mieszkańcami, opiekunami, wolontariuszami- wszystko w oparciu o wiedzę i doświadczenie praktyków z różnych schronisk w Polsce. To przestrzeń do rozmowy, wymiany doświadczeń i szukania rozwiązań, które naprawdę służą zwierzętom.
Link do wydarzenia znajdziecie w komentarzu.