27/08/2026
Kulfon Dziobalski [*] 15.04.2023 - 27.08.2026
Kiedy przeżywałam odchodzenie kur z naszego pierwszego stadka, ktoś mi kiedyś „doradził”, żebyśmy wzięli ich więcej, to przyzwyczaję się do śmierci.
Jestem właśnie jakieś 50 kur później i kolejny raz umieram z miłości. Ale rzeczywiście - śmierć na wiele sposobów nie jest mi już obca.
Dziś skończyła się historia wyjątkowej dla mnie kurzej osoby, byłam z Kulfonem od momentu, w którym był jeszcze niewysiedzianym jajkiem. Potem reanimowałam jego j***o i płakałam ze wzruszenia, kiedy okazało się, że żyje i wystukał sobie małą dziurkę w skorupce, której nie miał siły opuścić.
Przez pierwsze godziny ze strachem zaglądałam do niego, aby zobaczyć, czy przeżył.
Był tak brzydkim pisklakiem, że nie miałam cienia wątpliwości, że to będzie kogut - dlatego dostał na imię Kulfon. A potem nazwisko rodowe - Dziobalski.
Przez pierwsze trzy miesiące mieszkał i wychowywał się u nas w domu, cała trójka buntowała się przeciwko nauce samodzielności, ja z kolei przeciwko kąpielom piaskowym zażywanym w brytfannie w ostatnim pokoju.
Przechodziliśmy przez kurzą „mamozę”, potem dojrzewanie, niezależność, tłuczenie mnie i gonienia w okresie burzy hormonów aż do wielkiej wspólnej miłości.
Przez ostatni rok Kulfon podbijał kury na wsi - gustował tylko w brązowych, toczył bitwy z kogutami i piał nagłośnień ze wszystkich. A każdego wieczora … wracał do domu, aby spać u siebie.
Był dorodny, ważył 4kg, już nie przypominał brzydkiego kaczątka - budził podziw.
Dziś poszedł być pięknym i głośnym gdzieś indziej.
Będę za nim tęsknić i kiedy tylko nadarzy się okazja - opowiadać o tym, jak to prowadził kawalerskie życie bez zobowiązań.
Kulfonie Dziobalski, teraz będziesz mógł w zaświatach nastukać Gośce do głowy i udowodnić, że to Ty byłeś tym silniejszym bratem.
Będziemy za Tobą tęsknić. I szukać Cię wzrokiem na wsi.