10/08/2026
A jeśli problemem nie jest Twój pies?
Tylko to, czego i jak od niego wymagasz?
Na tym nagraniu widzicie dwa moje psy.
9-letniego Hakera i 2-letniego Zawiszę.
I dla mnie jest to jeden z najmocniejszych dowodów na to, jak ogromne znaczenie ma nie tylko to, jakiego psa mamy, ale też jakim jesteśmy dla niego przewodnikiem.
Haker przez pierwsze ~2 lata życia był prowadzony bardzo „treningowo”.
Komendy. Praca. Kontrola. Oczekiwania. Ciągłe poprawianie.
Przez kolejne ~2 lata próbowałam naprawić skutki tego podejścia.
I wiecie co?
Do dzisiaj czasem ponoszę konsekwencje tamtego sposobu prowadzenia.
Haker reguluje się średnio.
Potrzebuje więcej czasu i większego dystansu. Często pozostaje w napięciu.
A kiedy jest mu trudno, najchętniej…
szuka czegoś do zżarcia w krzakach. 😂
Zawisza?
2 lata.
Zero typowego treningu posłuszeństwa.
Za to setki spacerów, podczas których uczył się komunikacji.
Ze mną.
Ze starszymi psami.
Z obcymi psami.
Z psami o różnych temperamentach, różnych strategiach komunikacyjnych i różnych granicach.
I Zawisza reguluje się w dwie sekundy.
Tarzanie.
Położenie się w trawie.
Węszenie.
Swobodny ruch.
Podejście do mnie po smyrnięcie za uchem.
I już.
Niepowodzenie go nie rozbija.
Rozumie granice.
Rozumie zakazy.
Oczywiście — jak każdy młody, jurny samiec — czasem próbuje z nimi dyskutować. 😅
I nie, nie twierdzę, że wszystko zależy od wychowania.
Geny mają znaczenie. Charakter ma znaczenie. Temperament ma znaczenie.
Ale sposób, w jaki prowadzimy psa, również ma ogromne znaczenie.
Bo ja kiedyś byłam przewodnikiem, który chciał mieć psa idealnego.
Perfekcjonistką.
Ciągle szukałam kolejnej metody, kolejnego narzędzia, kolejnego sposobu, który miał „poprawić psa”.
Oczekiwałam od niego samoregulacji, sama kompletnie nie rozumiejąc, czym ona jest.
A asertywność?
Myślałam, że to jakaś zupa z Azji. 😂
Byłam takim przewodnikiem.
Dzisiaj Zawiszę wychowuję już zupełnie inaczej.
Nie próbuję zrobić z niego psa idealnego.
Uczę go życia.
Podążam za nim, a jednocześnie stawiam granice.
Otwieram mu furtki do mądrych zachowań i strategii.
Jestem spokojna i stanowcza.
Wymagam — ale adekwatnie do jego możliwości.
Podnoszę poprzeczkę — ale nie wtedy, kiedy pies właśnie tonie.
I przede wszystkim:
najpierw reguluję siebie.
Dopiero potem pomagam regulować się psu.
Bo pies nie potrzebuje przewodnika, który cały czas próbuje go „naprawić”.
Potrzebuje przewodnika, przy którym może czuć się bezpiecznie.
I właśnie tego chcę Was uczyć.
Nie kolejnej metody treningowej.
Nie kolejnego sposobu na „naprawienie psa”.
Tylko tego, jak zostać takim przewodnikiem, przy którym pies może po prostu dobrze żyć.
Bo może się okazać, że kiedy zmienimy siebie…
nie będziemy już musieli naprawiać psa. ❤️
A teraz jestem ciekawa: którym przewodnikiem jesteś dzisiaj — tym, który próbuje naprawić psa, czy tym, który najpierw przygląda się sobie?