09/07/2026
Dzisiaj bez ogłoszeń parafialnych.
Dzisiaj prywata.
W ostatnich dniach otrzymałam dwie negatywne opinie na google- raz za nieprzyjęcie nieumówionego pacjenta i 3 dni później za przyjęcie nieumowionego pacjenta.
Od kilku lat wymagamy umawiania wizyt ze zwierzętami przez telefon lub internet w celu usprawnienia sobie pracy oraz z szacunku dla czasu klientów- kiedy mamy zaplanowany dzień, to wszystko idzie sprawnie i gładko, nie ma kolejek ani przestojów. Wiadomo, że nie zawsze da się wszystko zaplanować, szczególnie w medycynie, ale staramy się jak możemy.
Początkowo część klientów ignorowała nasze prośby o wcześniejsze umawianie wizyt, więc postanowiłyśmy podnieść ceny wizyt nieumówionych. I informacja ta wisi w poczekalni w widocznym miejscu.
Kilka dni temu przyszłam rano do pracy. Wiedziałam, że mam zapełniony grafik na cały dzień. Ani jednego wolnego miejsca. A musiałam wyjść punktualnie z pracy, bo miałam sama wizytę u lekarza. Przed lecznicą czekał pan z psem. Zapytałam, czy był umówiony. Odparł, że nie. Powiedziałam, że będzie mi naprawdę trudno go przyjąć, bo po prostu nie mam miejsca. Po czym przeprosiłam i weszłam do lecznicy wyłączyć alarm. Jak za 5 minut wyszłam przebrana, żeby pana przyjąć, to pana już nie było. Ale w internecie był negatyw.
Sytuacja z dzisiaj.
Pojechałam w trakcie dnia na nieplanowaną wizytę domową, bo pani, która miała umówioną wizytę z psem nie była w stanie go przetransportować do lecznicy.
Jak wróciłam, to w poczekalni stała lekko poirytowana pani z dwoma psami. Zapytałam, czy jest umówiona (bo pamiętałam, że czekam na kogoś innego) . Pani nie była umówiona. Czy dzieje się coś poważnego? Tak. To w takim razie zapraszam. Poświęciłam psom 40 minut, tyle, ile potrzebowały. Zaopatrzyłam w kołnierze, maści, tabletki. Pod koniec wizyty Pani zapytała, czy dużo zapłaci. Odpowiedziałam, że zapłaciłaby mniej, gdyby była umówiona.
Negatyw.
Ale bardzo się cieszę, że przynajmniej pani, która czekała w poczekalni 40 minut, mimo, że przyszła umówiona na konkretną godzinę nie wystawiła mi negatywa. Bo przecież mogła, prawda?
Bardzo bym chciała, żeby klienci popatrzyli na lekarzy weterynarii jak na ludzi. Którzy też mają życie poza pracą, czasem są chorzy, czasem smutni albo po prostu muszą wyjść punktualnie z pracy.
Nie zliczę ile razy wyszłam z pracy o 22:00, mimo, że pracujemy do 20:00. Bo przyszło 3 nieumówionych pacjentów. I każdego przyjęłam, bo nie odmawiam pomocy.
Ile razy rezygnowałam ze swoich planów, bo trzeba było wykonać pilny, ratujący życie zabieg.
Kocham moją pracę, ale przez takie sytuacje po prostu tracę do niej serce. Do zwierząt nie, ale do ich ludzi 😔