09/07/2026
Hodowca to nie tylko „ładne, rasowe kotki”.
A przynajmniej — nie u mnie.
Zanim były rodowody i wystawy, była dziewięcioletnia ja z butelką w ręce i kocięta, które bez tej pomocy po prostu by nie przeżyły...
I to właśnie wtedy zrozumiałam, że czasem wystarczy jedna osoba aby los chociaż kilku istnień mógł stać się zupełnie inny LEPSZY.
Moje serce nigdy nie nauczyło się wybierać według papierów.
Dla mnie kot to kot ,bez względu na to, skąd się wziął. Chociaż przyznaje zdecydowanie większą słabość mam do kotów w panterkę 🫠
Dlatego kiedy trafiam na „czyjąś biedę”… nie odwracam wzroku.
Nie potrafię.
🖤Poznajcie Saiko.🖤
Pojawił się przypadkiem. I chodź absolutnie nie mam dla niego miejsca, nie mogłam zostawić go na śmierć...
Zwykła przejażdżka. Zwykły dzień.
I nagle mały kot, który od początku życia miał po prostu pecha.
Jego matka od 3 lat żyje na rynku.
Co roku rodzi kocięta.
I co roku część z nich ginie pod kołami samochodów.
W tym jedno z rodzeństwa Saiko.
To nie jest jednorazowa historia.
To schemat, który powtarza się w kółko.
Rodzeństwa jeszcze nie udało się złapać.
A schronisko wychodzi z założenia, że dopóki „nie ma bezpośredniego zagrożenia”, nie interweniuje.
Więc zostają tam.
I czekają… aż znowu będzie za późno.
Saiko miał więcej szczęścia, chociaż na razie tego nie widzi
Jest już bezpieczny.
Ale bezpieczeństwo to nie dom.
On nie czeka na „kogoś, kto go weźmie”.
On czeka na kogoś, kto go naprawdę pokocha.
Na człowieka, który da mu czas.
Cierpliwość. Spokój.
Który nie zrezygnuje, kiedy będzie trudno.
Który pokaże mu, że życie może wyglądać inaczej.
Saiko nie potrzebuje idealnego domu.
Potrzebuje swojego człowieka, który pokaże mu, że świat nie jest zły
Jeśli czujesz, że możesz nim być odezwij się.🤍🖤