06/05/2026
💪🏻💙
Warto poczytać... i to do końca. OE, kolczatka i inne - działają.
Mam dziś wrażenie, że żyjemy w dwóch równoległych światach… w jednym zastanawiamy się, jak w tych przebodźcowanych czasach realnie przywrócić psu dobrostan… układamy złożone plany działania na wielu poziomach… pracujemy z układem nerwowym, regulacją stresu, ekspozycją kontrolowaną i całym kontekstem życia psa… a w drugim dalej trwa intelektualna debata, czy kolczatka i obroża elektryczna to na pewno coś złego…🫣
I piszę to jako doświadczony behawiorysta pracujący z trudnymi przypadkami, który nie popiera 'bezstresowego wychowywania psa' i nie ucieka w skrajności.
Tak… w takich dyskusjach często przywołuje się różne badania dotyczące tematu.. i tak: mają one swoje ograniczenia… tak, nie wszystko jest czarno-białe… tak, trzeba umieć czytać metodologię i nie wyciągać z badań więcej, niż one realnie pokazują… ale uzywanie tych ograniczeń jako argumentu, że narzędzia awersyjne są neutralne dla psa, to już bardzo daleko idący wniosek.
A takie wnioski w przestrzeni publicznej sie pojawiają. Czy awersja działa? TAK, działa. I nie o to powinniśmy dziś pytać.
PYTANIE BRZMI: jakim kosztem działa… co dzieje się w układzie nerwowym psa w trakcie i po treningu… jakie skojarzenia powstają w tle i jakie są efekty długoterminowe.
Szybkie wyciszenie zachowania nie zawsze oznacza regulację… czasem oznacza zahamowanie reakcji. Tylko że brak reakcji to nie to samo co DOBROSTAN.
A kortyzol, na który tak często się powołują w takich dyskusjach? Organizm poddany długotrwałemu, niekontrolowanemu stresowi może z czasem reagować słabiej lub inaczej ( czasem to adaptacja, ale czasem znaczy po prostu, że się poddał… i to nie jest DOBROSTAN.
Dlatego pojedynczy parametr, taki jak 'niski' kortyzol, nie powinien być traktowany jako dowód, że pies ma się dobrze… szczegolnie w ocenie pracy z narzędziami awersyjnymi.
Semantyka jeszcze. To nie jest miejsce na nią… czy nazwiemy coś bólem, dyskomfortm, presją … dla procesu uczenia i regulacji kluczowa jest awersyjnośc bodźca, jego przewidywalność i możliwość kontroli… nie jakas etykieta, którą mu nadamy.
I jest jeszcze coś, co przecież w praktyce widzimy bardzo wyraźnie… awersja nie występuje w próżni. Obok psa zawsze jest jakiś kontekst: drugi pies, dziecko, rower, smycz, konkretne miejsce, człowiek… i jeśli w tym momencie pojawia się silny dyskomfort, bardzo łatwo o skojarzenie, którego trener wcale nie planował…
A potem co? A potem trafiają do nas psy, które miały 'tylko przestać ciągnąć' albo 'tylko się ogarnąć'. A zaczynają reagować lękiem albo agresją na rzeczy, które przy okazji skojarzyły się z bólem.
Dlatego dziś nie patrzymy juz tylko na skutecznosć w krótkim czasie… tylko na koszt regulacyjny, ryzyko skutków ubocznych i przewidywalność efektów w dłuższej perspektywie…
I TO JEST KLUCZOWE ponieważ w pracy z psami ( szczególnie takimi po przejściach, w codziennej praktyce, a nie w warunkach idealnych ) liczy się to co daje stabilne i bezpieczne efekty u większości psów i opiekunów… a nie to co być moze działa w rękach trenera.
I właśnie często w takiej dyskusji pada 'to zależy od psa' albo zaleeży od trenera… tylko że to za mało… rzetelność polega na tym, żeby jasno powiedzieć, od czego dokładnie to zależy… i jakie konsekwencje mogą mieć konkretne wybory treningowe…
Wiecie zapewne, ze jest badanie, które 'dowodzi', że obroża elektryczna jest ok ( Johnson & Wynne, Animals 2024, 14, 2632… )
I zaraz po publikacji poprosiliśmy o surowe dane do weryfikacji rezultatów z badania, a prof. Wynne odmówił, nakładając sześciomiesięczne moratorium ( wbrew deklaracji dostępności danych w samej publikacji i WBREW zasadzie reprodukowalności w nauce… )
A w odpowiedzi napisał, że w swojej 40- letniej karierze nigdy wcześniej nie spotkał się z prośbą o weryfikację swoich wyników (!! 🫣)
I to zdanie mówi więcej niż całe badanie… bo wynik, którego nie da się sprawdzić, nie jest wynikiem naukowym, tylko opinią opublikowaną w czasopiśmie…
Miłego wieczoru.