04/07/2024
Kiedy zaczynasz więcej czasu poświęcać na dobrostan koni niż na zaplanowane działania z nimi, zaczyna się dziać ta „magia” jakiej doświadczyłam w ostatnich dniach w stadzie koni.
🐴Pierwsza rzecz, aby to zauważyć to jest wnikliwa obeserwacja sygnałów i odpowiadanie na to co mówi do nas koń.
🐴Druga rzecz, nie możesz zawieść konia swoim postępowaniem i cokolwiek robisz on musi czuć, że robisz to dla niego w dobrej wierze, intencji.
🐴Trzecie, gdy wybierze Ciebie na przewodnika podejmuj mądre decyzje i utrzymuj pozycje.
Ostatnia sytuacja kiedy Hit i Hermes mieli problemy oddechowe się nasiliła. To dla nich ogrodziliśmy duży kawał łaki i lasu, aby nie jadły zapylonego siana i żywiły się tak jak ich natura konika leśnego.
Jednak kilka dni temu, nie zauważyłam pogorszenia u jednego z nich i wypuściłam na łąkę, złapanie go po chwili okazało się niemożliwego, bo podczepiała się pod inne konie kładąc głowę na ich zadach i nachodził w nie powodując ciągły ruch i uciekanie stada po łacę. Taka zabawa w berka, gdzie ja przegrywam. Jedynie sprowadzenie całego stada mogło dać mi szanse złapania go.
Jednak nastąpił zwrot akcji, bo prawdopodobnie osa, czy końska mucha ukąsiła mnie w łydke co spowodowało silny ból i paraliż nogi, gdzie ledwo doszłam do domu.
Zważywszy na moje alergie nie mogła dalej kontynuować akcji, musiałam ratować siebie.
Wciąż z tyłu głowy miałam, to jak czuje się Hit i że nia mam jak mu pomóc, a wet będzie jutro.
Gdy ból częściowo przeszedł poprosiłam sąsiada o pomoc.
Zagonione konie do zagrody, ale Hita nadal nie udaje się złapać, brodziny w deszczu i błocie pod osłoną nocy już.
3 godziny bez rezultatu, wiedziałam, że mu nie pomogę, tak wybrał, musiałam już iść do domu bo praktycznie nic nie widziałam. Konie wszystkie nakręcone, bo Hit wchodził w każdego członka stada i ich przestawiał, stwarzał niebezpieczne sytuacje. Zastrzyku nie dostał.
Drugi dzień rano, podchodze, nadal źle oddycha ale stabilnie. Nagle daje się złapać na linę i czekamy na weta. Zastrzyki do tchawicy. Lekka poprawa oba konie.
Kolejny dzień przychodzę rano koń sam podchodzi do mnie i wita się.
Totalne zaskoczenie.
Czy aby zrozumiał, że robię wszystko, aby go ratować?
Wieczorem lekkie pogorszenie oba konie biorę na inhalacje każdy po 30 minut, zdwojona dawka.
Jest 22-23 godzina już prawie nic nie widać.
Dla zabicia czasu śpiewam kołysanki „Aaa szaro bure konie dwa”
Śpiewałam im, gdy byli źrebakami.
Słyszę jak mój głos rozpływa się echem po ścianie lasu.
Konie zaczynają mnie otaczać, Hermes stoi obok na inhalacji głową w dole i opiera o mnie, Neska, Jamie, Hit i Sasi zaczynaja mnie otaczać w krąg głowami, tak że zostało mi kilka cm na ruch własciwie jestem otoczona.
Poczułam niesamowitą moc od nich, popłyneły łzy.
Po kilku minutach Hermes grzebie nogą, co odczutałam jako koniec inhalacji, tak też było.
Wróciłm do domu w takich lekkim uniesieniu, spełniona.
Kolejny dzień konie na łace nr1 blisko domu, ruszam do sklepu. Hermes nagle rży i biegnie do mnie, gdy tylko podchodze do auta. Staje przy mnie i ustawia głowę do przytulania. Podchodzą kolejne konie i stoją patrzac jak odjeżdzam, metr od auta.
Stoja tak aż znikam za zakrętem.
Wracam i wypuszam na dużą łąkę za lasem nr2.
Konie podchodzą do ściany lasu, ale nie idą same, muszę wejść w rolę przrwodnika i prowadzić przez las. Klacz przewodniczka stada Sasi za mną. Gdy wracam to samo wołam podchodzą do ściany lasu i nie przejdą przez ciemną drogę, dopuki ich nie przeprowadze do łaki nr1 a na padok biegną same.
Ustawiają się w rzędzie i spokojnie mam czas aby zamknąć bramy, czekają grzecznie na kolacje.
I mimo, iż ostatnio nie mam czasu pracować z końmi, to nawet takie doświadczenia bardzo budują relacje, ba nawet bym rzekła, że bardziej.