16/07/2026
Porozmawiajmy o... Opiniach.
Żyjemy w czasach, kiedy oceniamy wszystko i wszystkich- zakupy, usługi, zdjęcia, filmy, rolki, cudze decyzje. Klikamy oceny bez większego zastanowienia lajki, serduszka, gwiazdki. Czujemy się zobowiązani wystawiać oceny na każdym kroku. Co gorsza, czujemy się upoważnieni do posiadania opinii na temat usług, z których nigdy nie korzystaliśmy. Tylko dlatego, że nie dostaliśmy tego, co chcemy- teraz, NATYCHMIAST. Dlaczego łatwiej jest wylać frustrację w internecie niż po prostu zrozumieć, że w życiu zdarzają się różne sytuacje?
Prowadzę gabinet od niemal 13 lat. Przez 6 dni w tygodniu, po kilka godzin dziennie wykonuję swoją pracę. Niejednokrotnie zostawałam po godzinach, by kosztem swojego wolnego czasu a czasem i zdrowia, pomagać zwierzętom.
Ale jestem tu sama, a to oznacza, że sprawy urzędowe lub związane z własnym zdrowiem, muszę załatwiać w godzinach pracy. I zwykle nie ma z tym problemu, ponieważ kiedy muszę coś załatwić, na ten czas po prostu nie umawiam pacjentów.
Dzisiaj tajemnicza Ania, która nigdy nie korzystała z moich usług, postanowiła dać upust emocjom i wyżyć się, publikując opinię w Google. Skąd wiem, że nigdy nie korzystała? Bo wiedziałaby, że pacjentów umawiam na godziny, aby oszczędzić im oczekiwania w poczekalni, stresujących spotkań z przedstawicielami innych gatunków, a także poświęcić tyle czasu i uwagi ile potrzeba. Wiedziałaby też, że zawsze warto zadzwonić przed planowaną przez siebie wizytą, bo ona nie zawsze jest możliwa wtedy, kiedy akurat opiekun chciałby ją odbyć (operacje, inni pacjenci, pierwszeństwo umówionych w kolejce).
Ale Ania tego nie wie. Wie natomiast, jak wystawić opinię na 1* w Google.
I nie, zdecydowanie nie chodzi tu o pogodę i kotka. Chodzi o to, że Ania nie dostała tego, co chciała NATYCHMIAST. Bo przecież, gdyby kotek był chory i Ania właśnie przebywała z nim w innym gabinecie, byłaby zajęta rozmową z lekarzem i przejęta stanem kota. Nie miałaby czasu ani siły na pisanie opinii.
Być może Ania próbowała się do mnie dodzwonić przed tą wizytą- dostała wtedy SMS o treści "Jestem u lekarza, oddzwonię jak tylko będę mogła". Być może to właśnie ta osoba, do której oddzwaniałam, ale nie odebrała.
Mam kilka pytań:
1. Kim jest Ania?
2. Dlaczego daje sobie prawo do oceniania mnie, jako lekarza i mojej firmy, poprzez pryzmat tego, że trafiła w ten jeden z nielicznych momentów, kiedy mnie nie ma?
3. Czy postąpiłaby tak samo w każdej innej sytuacji (inny pacjent w gabinecie, trwająca operacja, umówieni na konkretne godziny pacjenci w kolejce), gdyby usłyszała, że w tej chwili nie zostanie przyjęta?
4. Czy inna pogoda wpłynęłaby na opinię Ani?
5. Czy tak samo ochoczo oceniłaby mnie, gdyby musiała powiedzieć mi prosto w oczy dlaczego tak negatywnie mnie ocenia?
6. Czy Ania publikuje 5-gwiazdkowe opinie wtedy, kiedy ktoś jest i przyjmuje ją z kotem od razu?
Nie mam w zwyczaju publicznie się żalić, ale dziś mi się ulało. Czuję się pokrzywdzona tym, że ktoś, kto boi się podpisać własnym nazwiskiem, wystawia mi niezasłużoną "ocenę" za coś, czego nie zrobiłam.
Zapewne Ania chciała, żebym poczuła się źle- brawo Aniu, udało ci się!
Samopoczucie poprawia mi jednak świadomość, że ja do lekarza chodzę raz na jakiś czas, a taka Ania jest podłym człowiekiem nieustannie.
Bo mili i szczęśliwi ludzie takich rzeczy nie robią.