Cave Canem - Barbara Grel

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

Cave Canem - Barbara Grel Szkolenie psów, problemy behawioralne, szkolenie psów ratowniczych
(1)

Leżę, choruję i się nudzę. To się trochę wywewnętrznię. Uzewnętrznię. Nie tak rzadko pada pytanie ile mam psów. Szkoleni...
26/09/2026

Leżę, choruję i się nudzę.
To się trochę wywewnętrznię. Uzewnętrznię.

Nie tak rzadko pada pytanie ile mam psów. Szkoleniowcy i trenerzy zwykle mają ich sporo. Ja mam jednego. W zasadzie jedną, bo to s**a.
Brumba ma teraz około 5 lat. Kiedy do mnie trafiła miała mniej więcej 9 miesięcy, a w domu była jeszcze seniorka Guerra.
Po odejściu Guerry, która była psem rasy australian cattle dog ( rasy pieszczotliwie nazywanej kotletem) w domu pozostała tylko Brumba. Prawdopodobnie mieszanka owczarka niemieckiego i owczarka belgijskiego malinois. Wyszkolona do pracy ratowniczej.
I na razie nie będzie żadnych psów więcej. Uważam, że psa mogę wziąć tylko wtedy kiedy mam określone warunki: finansowe, czasowe, organizacyjne.
Utrzymanie psa w ostatnim czasie drastycznie drożeje.
Jeżeli chcemy dbać o jego zdrowie, brać pod uwagę możliwość nagłych zachorowań, wypadków, sytuacji niespodziewanych trzeba liczyć się z wydatkami sięgającymi tysięcy złotych. Samo prawidłowe żywienie psa, szczepienia, badania kontrolne, profilaktyka przeciwpasożytnicza dla dużego psa u mnie zamyka się w kwocie kilkuset złotych miesięcznie. Karma dla psa alergika to około 480 zł miesięcznie.
Taki pies wymaga czasu. Potrzebne mu są spacery, potrzebne mu są treningi.
Ten pies zajmuje dużo miejsca. Wyjazd rodzinny musi uwzględnić również potrzeby psa: od miejsca na klatkę w samochodzie, poprzez znalezienie noclegu akceptującego duże psy, aż po taki rozkład wyjazdu aby pies miał zaspokojone swoje potrzeby.
I teraz każdy dodatkowy pies to dodatkowe koszty, roboczogodziny i specyficzne potrzeby, które muszą zostać spełnione. Nie chodzi o to żeby nazbierać psów, a potem trzymać je w warunkach nie spełniających ich podstawowych potrzeb. Kiedy psy mają za mało miejsca, za mało spacerów, za mało treningów częściej wchodzą w konflikty. To nieprawda że więcej psów będzie się lepiej czuło bo będą się sobą wzajemnie zajmowały. Tak, czasem może się tak zdarzyć, że psy się bardzo polubią i faktycznie wzajemne towarzystwo jest im bardzo potrzebne i pomocne. Ale czasem, i to wcale nierzadko psy się nie polubią i pozostają ze sobą w konflikcie. To jest element którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy bierzemy kolejnego psa. Musimy mieć przestrzeń na zapewnienie obu psom w spokoju. Myślę zarówno o przestrzeni fizycznej jak i emocjonalnej i czasowej.
Czasem ze zgrozą obserwuję jak pomoc psom lub miłość do psów zaczyna zamieniać się w chorobliwe zbieractwo, w którym dobrostan psów jest na najdalszym planie. Nie zawsze każda kanapa i dowolny metr kwadratowy mieszkania będzie lepszy niż schronisko boks. Naprawdę nie warto wierzyć w slogany, każdą sytuację trzeba przeanalizować i wziąć pod uwagę bardzo indywidualne możliwości zarówno swoje, jak i psa którego chcemy dołączyć do rodziny.

Jeżeli macie pomysł na kolejnego psa w rodzinie warto zasięgnąć porady trenera lub behawiorysty. Dowiedzieć się w jaki sposób zrobić to w optymalny sposób. Jak zminimalizować ryzyko konfliktu między psami, lub jeżeli to już się zdarzyło jak spróbować wybrnąć z tej sytuacji.

Podsumowując: nie, nie przysyłajcie mi zdjęć z ślicznych szczeniaczków 😁

Ze zdjęcia pozdrawia kotleci szczeniak sprzed lat. Orso.
Ps. Tak. Kotlety rodzą się białe, wybarwiają się z czasem i stają się niebieskie lub rude. To w jakim kolorze będą widać po odmianach na głowie i tułowiu o ile takie mają. Jeżeli szczeniak rodzi się bez odmian i jest jednolicie biały i dopiero stopniowo pojawia się jego przyszła maść. Wygooglajcie sobie jak wyglądają szczeniaki kotletów. Uważam że to najpiękniejsze szczenięta psiego świata. Najpiękniejsze w wieku sześciu tygodni. W wieku 6 miesięcy ciężko o brzydsze 🤣

A to Lol. Niczego nie znalazł, ale też jest szczęśliwy. Wspólnym mianownikiem jest błoto. Wniosek: do szczęścia trzeba b...
12/09/2026

A to Lol. Niczego nie znalazł, ale też jest szczęśliwy. Wspólnym mianownikiem jest błoto. Wniosek: do szczęścia trzeba błota

To jest Brumba.Brumba jest szczęśliwa, bo mogła pobiegać po krzakach, zmęczyć się, ubrudzić i znaleźć człowieka. Bądź ja...
12/09/2026

To jest Brumba.
Brumba jest szczęśliwa, bo mogła pobiegać po krzakach, zmęczyć się, ubrudzić i znaleźć człowieka.
Bądź jak Brumba - też będziesz szczęśliwy.

Czasem zamiast pisać łatwiej  (i lepiej) dać głos ekspertom. O kastracji napisano wiele i jest jednym z tematów zapalnyc...
30/08/2026

Czasem zamiast pisać łatwiej (i lepiej) dać głos ekspertom.
O kastracji napisano wiele i jest jednym z tematów zapalnych.
Jeżeli ktoś chciałby zatrzymać się wyłącznie na samym tytule to w skrócie: to nie jest artykuł za lub przeciw. To jest artykuł pokazujący wady i zalety kastracji.
Decyzja zawsze należy do właściciela zwierzęcia.

Czy sterylizujemy psy zbyt automatycznie?

Mój wczorajszy dyżur był dniem konsultacji i kwalifikacji pacjentów do zabiegów. Z racji mojej specjalizacji większość grafiku zajmowały przypadki ortopedyczne. Kolejno wchodzili więc pacjenci z zerwanymi więzadłami, problemami z kręgosłupem, podejrzeniem dysplazji albo wymagający zaplanowania leczenia choroby zwyrodnieniowej.

Pomiędzy nimi trafiały się również konsultacje przed zabiegami uznawanymi za rutynowe. A wśród nich najczęściej: kastracja i sterylizacja.

Tak było również wczoraj.

Między jednym zerwanym więzadłem a problemem z implantem w operowanej nodze w moim gabinecie siedziała Ramona. Ośmiomiesięczna rottweilerka. Jej opiekunka śledziła dyskusję o kastracji na jednej z grup internetowych. Im więcej czytała komentarzy, tym mniej oczywista stawała się decyzja. Przyszła więc zasięgnąć mojej opinii…i zapisac ja na zabieg, ktory wiekszosc “internetu” uznała za obowiązkowy dla tej rasy.
Na szczęście zostawiła odrobinę przestrzeni na zmianę decyzji więc nie pytała już wyłącznie, kiedy wykonać zabieg. Chciała wiedzieć, czy w przypadku Ramony w ogóle należy go wykonywać.

Dla wyjaśnienia, mówimy potocznie o sterylizacji, chociaż najczęściej wykonujemy tak naprawde kastrację, czyli usuwamy jajniki lub jądra. Pamietanc nalezy ze można uniemożliwić psu rozmnażanie i pozostawić g***dy, wowczas wlasnie mowi sie o kastracji. W typowej praktyce weterynaryjnej wraz ze zdolnością rozrodu usuwamy jednak również źródło hormonów płciowych.
Przez lata w Polsce kastracja należała do pakietu , nazwijmy go : odpowiedzialnej opieki. Zapobiegała niechcianym miotom, miała chronić przed nowotworami, a przy okazji uspokajać trudniejsze zwierzęta. Pytanie najczęściej nie brzmiało „czy” ja wykonać, lecz „kiedy”.

Dzisiaj odpowiedź na to pytanie przychodzi trudniej.
Oto w 2024 roku WSAVA opublikowała nowe wytyczne dotyczące kontroli rozrodu psów i kotów. Dopuszczono pozostawienie g***d u części psów, a u niektórych suk nawet wskazano na korzyści z nie wykonywania zabiegu.

Jednym z najmocniejszych argumentów przemawiających za kastracją suki jest ropomacicze. To poważne zakażenie, podczas którego macica wypełnia się ropą, a bakterie i produkowane przez nie toksyny zaczynają wpływać na cały organizm. S**a staje się osłabiona, może wymiotować, dużo pić, częściej oddawać mocz i przestać jeść. Nierzadko potrzebuje pilnej operacji, wykonywanej wtedy, gdy jest już chora i znacznie gorzej znosi znieczulenie.

Problem nie jest rzadki. W dużym szwedzkim badaniu ropomacicze przed ukończeniem dziesiątego roku życia rozpoznano średnio u niemal jednej na cztery suki. Nie oznacza to, że dokładnie takie samo ryzyko dotyczy każdej z nich. W zależności od rasy chorowało około 10 do ponad 50 procent suk.
Kastracja skutecznie zapobiega ropomaciczu. W przypadku ras szczególnie narażonych na tę chorobę planowa operacja zdrowej suki może być znacznie bezpieczniejsza niż czekanie na zabieg ratunkowy kilka lat później.

Z guzami gruczołu sutkowego sprawa jest mniej oczywista. Klinicznie częściej widzimy je u suk niekastrowanych albo kastrowanych późno. Biologiczny związek z hormonami płciowymi ma sens, a kastracja prawdopodobnie zmniejsza ryzyko przynajmniej części tych nowotworów. Nie możemy jednak uczciwie obiecać, że zabieg wykonany przed pierwszą cieczką niemal całkowicie ochroni sukę przed chorobą. Liczby, które przez lata powtarzaliśmy w gabinetach, pochodzą ze starych badań obciążonych poważnymi ograniczeniami. Nie wiemy, jak duża jest rzeczywista ochrona ani jak dokładnie zmienia się ona w zależności od momentu wykonania zabiegu.

Lekarz nie powinien więc dziś mówić opiekunowi: „Jeżeli wysterylizujemy sukę przed pierwszą cieczką, praktycznie wyeliminujemy ryzyko nowotworu gruczołu sutkowego”. Takie zapewnienie jest mocniejsze niż dowody, którymi dysponujemy. Możemy mówić o prawdopodobnym działaniu ochronnym. Nie powinniśmy używać starych liczb jako rozstrzygającego argumentu za kastracją każdej młodej suki.

Inne badania z kolei wykazały również związek pomiędzy kastracją, zwłaszcza wykonaną wcześnie, a zwiększonym ryzykiem niektórych chorób układu ruchu. Sygnał jest najlepiej widoczny u części ras dużych i olbrzymich. Dotyczy między innymi choroby więzadła krzyżowego doczaszkowego oraz wybranych zaburzeń rozwojowych stawów.
Nie oznacza to, że kastracja “zerwie psu więzadło”. Jako ortopeda uważam jednak, że u rosnącego psa dużej rasy, jeżeli nie istnieje pilne wskazanie do zabiegu, warto rozważyć odroczenie go do zakończenia dojrzewania układu kostnego.

Jeszcze ostrożniej podchodzę do kastracji proponowanej jako sposób na problemy behawioralne. Zabieg może ograniczyć ucieczki, znaczenie moczem, krycie i część konfliktów pomiędzy samcami. Nie usuwa lęku, bólu, frustracji ani doświadczeń, z których potem wynikają zachowania agresywne. Nowsze badania opisują dosłownie że u części kastrowanych psów pojawia się więcej niepewności i reakcji lękowych.Jeżeli głównym problemem jest lęk, reaktywność albo agresja, najpierw trzeba ustalić ich przyczynę. Kastracja może pomóc przy zachowaniach napędzanych hormonami płciowymi. Nie powinna zastępować diagnostyki bólu ani oceny behawioralnej.

U samców zabieg eliminuje ryzyko nowotworów jąder i ogranicza choroby zależne od androgenów. Wnętrostwo, zmiany jąder oraz choroby zależne od testosteronu wyraźnie przemawiają za operacją. U zdrowego młodego samca samo istnienie jąder nie jest jeszcze pilnym wskazaniem.

Kiedy wcześniej pisałem o kastracji, część osób zarzuciła mi, że podważam jedną z niewielu skutecznych metod walki z bezdomnością. W Polsce ta rozmowa nie odbywa się jedynie w gabinecie, z jednym psem i opiekunem kontrolującym każdy jego spacer. Odbywa się również w schroniskach, fundacjach i gminach, które od lat wyłapują kolejne zwierzęta.

Kontrola NIK pokazała, że w objętych badaniem gminach około 90 procent pieniędzy przeznaczano na wyłapywanie bezdomnych zwierząt i utrzymywanie ich w schroniskach. Na znakowanie, kastrację i sterylizację przypadało około 5 procent. W przypadku zwierząt mających opiekunów zaledwie 1 procent.
Kastracja psa schroniskowego, zwierzęcia swobodnie się przemieszczającego albo psa, którego rozrodu nie da się skutecznie kontrolować, może być najbardziej odpowiedzialną decyzją. W takich warunkach korzyść populacyjna i srodowiskowa może przeważyć nad niepewnym ryzykiem odległej choroby u pojedynczego psa. Indywidualizacja nie zawsze oznacza odroczenie zabiegu. Czasem oznacza wykonanie go możliwie szybko.

Krytyka automatycznej kastracji zdrowych psów rodzinnych nie może stać się wymówką do porzucenia programów ograniczających nieplanowane mioty. Ale bezdomność nie rozstrzyga każdej decyzji medycznej. Pies mieszkający w domu, pozostający pod kontrolą i nienarażony na rozmnażanie znajduje się w innej sytuacji niż pies bezdomny.

Widać to również poza Polską. W Norwegii rutynowa kastracja psów jest prawnie ograniczona. Zabieg musi wynikać z troski o zdrowie lub dobrostan zwierzęcia albo z innych szczególnych powodów. Większość psów zachowuje g***dy, a kontrola rozrodu spoczywa przede wszystkim na opiekunach.

Niemieckie prawo także wychodzi od ochrony integralności ciała zwierzęcia. Dopuszcza jednak kastrację ze wskazań weterynaryjnych oraz w celu zapobiegania niekontrolowanemu rozmnażaniu. To podobny kierunek myślenia, choć nie identyczne przepisy.

Nie przywołuję tych krajów jako gotowego wzoru dla Polski. Pokazują, że ograniczenie rutynowej kastracji może funkcjonować tam, gdzie działa cały system: kontrola rozrodu, identyfikacja zwierząt, egzekwowanie odpowiedzialności i dostęp do opieki. Przeniesienie samego ograniczenia, bez całej reszty, mogłoby zwiększyć liczbę niechcianych miotów.

Warunki życia psa muszą być częścią decyzji. Lekarz powinien wiedzieć, czy opiekun potrafi zabezpieczyć sukę podczas cieczki, kontrolować samca i rozpoznać objawy wymagające pilnej pomocy. To jest ocena ryzyka, nie moralna ocena człowieka.

Na końcu rozmowy wróciliśmy do Ramony. Ośmiomiesięcznej rottweilerki, która nadal rośnie i nie ma obecnie medycznego wskazania do operacji. Zaleciłem, aby nie wykonywać zabiegu teraz. Najpierw Ramona powinna zakończyć dojrzewanie układu kostnego. Do tego czasu opiekunka będzie zabezpieczać ją podczas cieczki, zapobiegać rozmnażaniu i obserwować jej zdrowie. Później wrócimy do rozmowy i ponownie ocenimy korzyści oraz ryzyko.

Ramona wyszła więc z gabinetu bez terminu operacji. Nie dlatego, że kastracja jest zła. Dlatego, że w jej przypadku nie znalazłem wystarczającego powodu, aby wykonywać ją właśnie teraz.
-------------------------
👉Jeżeli znasz kogoś, kto właśnie zastanawia się nad kastracją swojego psa, udostępnij mu ten tekst. Nie po to, żeby internet podjął decyzję za niego. Po to, żeby wiedział, o co zapytać swojego lekarza.

27/08/2026

"Obrazka nie będzie"

Tak, wiem, obrazki podnoszą atrakcyjność wizualną, przyciągają wzrok, zwiększają ilość wyświetleń, nawet w średniowieczu ozdobiono księgi obrazkami. I to jakimi !
Ale będzie bez obrazka. Bez zdjęcia, bez grafiki AI.

Zastanawiam się czasami nad znajdywanymi w sieci zagadnieniami.
Na przykład zapytania na wszelkich forach i grupach: "proszę o polecenie najlepszego behawiorysty"
Czasem następuje tutaj rozwinięcie tematu i opis problemów psa, czasem opis odnosi się do nieskutecznych działań poprzednich trenerów i behawiorystów. Czasem zawiera magiczne formuły typu "skuteczne i nie za milion monet".
Najczęściej taki post jest pisany anonimowo, dlatego bawi mnie możliwość następująca: pod takim postem ogłaszają się bardzo często szkoły dla psów i trenerzy oraz behawioryści, generalnie z jednym przekazem, jak u osła w Shreku - "ja, ja wiem, wybierz mnie!"
No i fanklub zbudowany z faktycznych klientów oraz przyjaciół i znajomych, którzy pomagają reklamując usługi bliskich.
I teraz wyobrażam sobie, że osoba zadająca to pytanie dostaje polecajki do osób,u których była, do osób, które nie spełniły jej oczekiwań i których określiła jako nieskutecznych.
No i teraz jak szukać trenera/behawiorysty?
Szczerze, to nie wiem czy jest idealny sposób.
Ja, interesując się jakimś wydarzeniem kynologicznym: seminarium, szkoleniem, wykładem, w pierwszej kolejności sprawdzam stronę tej osoby, która prowadzi zajęcia. Jeżeli jest to osoba legitymująca się wyłącznie teoretycznymi osiągnięciami, czyli dyplomami skończonych kursów to raczej nie ma szans abym zdecydowała się zapłacić jej za wiedzę.
Oczywiście są wyjątki, są to na przykład kursy i szkolenia prowadzone przez wybitnych naukowców, dla których temat wykładu jest tylko jedną z części ich życia naukowego, w życiu nie zajmują się stricte psami.
Punkty wyżej są dla mnie osoby, które coś osiągnęły ze swoim psem. Mając na myśli "coś osiągnęły" raczej mówię o wynikach użytkowych lub zawodów i egzaminów niż na przykład tym, że nauczyły swojego psa chodzić na smyczy bez ciągnięcia, lub poradziły sobie z lękiem separacyjnym u własnego psa.
Trochę wyżej są ludzie, którzy sami są aktywni i mają osiągnięcia w sporcie lub w pracy z psami (detekcja, ratownictwo, obrona, ślady itp).
Jeszcze lepiej jeżeli mają osiągnięcia ze swoimi psami w różnych dziedzinach, czyli na przykład mają zarówno psy prowadzone w sportowym IGP jak i w mantrailingu czy ratownictwie wodnym. To pokazuje, że dany człowiek potrafi pracować z różnymi psami, różnego typu, różnej użytkowości, różnej reaktywności, różnych motywacjach i popędach.
Jeszcze wyżej, są ludzie którzy mają osiągnięcia nie tylko ze swoimi psami ale też przygotowali innych przewodników.
Pytanie co z trenerami, którzy nigdy nie mieli żadnych osiągnięć ze swoimi psami a przygotowują innych do startów na najwyższym poziomie? Nie wiem, takich nie znam.
Podsumowując, najwyżej będę cenić osobę bardzo wszechstronną, która potrafi przygotować siebie oraz innych przewodników.

Nasuwa się kolejne pytanie: czy behawiorysta, który ma pracować z na przykład lękiem separacyjnym musi wykazywać się powyższymi umiejętnościami?
Nie musi, ja jednak bym wybrała takiego, który wykazuje się. Bo powyższe umiejętności to nie jest kwestia osiągania wyników sportowych ale udowodnienie, że potrafi się pracować z różnymi ludźmi, z różnymi psami, w stresie, pod presją, że ten człowiek opanował również techniczne umiejętności. Znajomość teorii jest bardzo ważna, ale czasem nie wystarczy sama teoria. Nie znam innego sposobu na sprawdzanie znajomości praktyki niż sprawdzenie wynikow pracy.

Red flagi?

1. Praca tylko jedną metodą.
2. Dogmatyczne trzymanie się jakiejś idei (zero awersji, samopozytywne, albo wyłącznie korekta i kontrola i tak dalej i tak dalej)
3. Roztaczana atmosfera wyjątkowości i celowe stawianie siebie w roli guru.
4. Tworzenie własnego wizerunku wyłącznie na opozycji do innych trenerów, zamiast pokazywania swojej pracy tylko krytyczne omawianie cudzej. Znacie to, te wszystkie filmiki "popatrz jak on to spartolił"
5. Dużo bardzo kontrowersyjnych tematów wrzucanych na profil tylko dla ściągnięcia zainteresowania i podniesienia zasięgów.

Co cenię ?
1. Kariera sportowa lub użytkowa u trenera i jego podopiecznych/kariera naukowa, dużo publikacji, dużo prowadzonych badań
2. Praca z różnymi psami, w różnych dyscyplinach
3. Otwartość i elastyczność zarówno co do teorii szkoleniowych jak i metod
4. Bardzo lubię dobrej jakości (przede wszystkim merytoryczne) materiały edukacyjne, a jest całkiem sporo ludzi, którzy zupełnie za darmo dzielą się swoją naprawdę dużą wiedzą

I jeszcze jedna rzecz, to bardziej nieuchwytna. Musi być nić porozumienia pomiędzy klientem a trenerem. Zwyczajnie muszą się lubić i muszą nadawać na tych samych falach. W przeciwnym wypadku, nawet mimo wielkich kompetencji trenera to po prostu nie będzie działać. I nie da się tego sprawdzić inaczej niż umawiając się na zajęcia i sprawdzając, czy polecane miejsce jest dla nas.

A pamiętasz kiedy mija termin szczepienia przeciw wściekliźnie? Tak, wiem, pies zachowuje się jakby nigdy takiego nie mi...
19/08/2026

A pamiętasz kiedy mija termin szczepienia przeciw wściekliźnie? Tak, wiem, pies zachowuje się jakby nigdy takiego nie miał a wścieklizna nie była jednostką chorobową a cechą charakteru. Ale dziś nie o tym.
A czy pamiętasz numer chipa psa? Trzeba szybko zapisać go na egzaminy, termin do dziś, paszport psa 300 km stąd.
A w ogóle to dziennik treningowy (który już z kolei), no ten z czerwoną okładką, nie, nie ten z żółtą, ten z żółtą to się kiedyś zgubił, a potem miałaś z niebieską, ale ten też się zgubił i potem był taki segregator, ale się zgubił i teraz jest ten czerwony. No gdzie on jest???

Znasz to?
Może czas z tym skończyć.
Powstała bardzo fajna apka, w której można trzymać wszystkie ważne informacje, zeskanowane dokumenty (lub zdjęcia dokumentów, lub w formie plików). Miejsce na notatki treningowe, terminarz, dokumentację medyczną.

Aplikację zrobiła Patrycja, znam Patrycję. Potrafi siedzieć w pokrzywach cały dzień, pozorując dla psów ratowniczych na treningu, potrafi nauczyć swojego psa szukania ludzi, potrafi też zrobić apkę.

A jeżeli założysz konto już dziś to będziesz mieć za darmo wersję premium na trzy miesiące :)

https://www.instagram.com/p/DcL4DGSNkf-/?utm_source=ig_web_copy_link&igsi=MzRlODBiNWFlZA==

18/08/2026

Mam wakacje. Przerwę. Urlop. Jak zwał tak zwał.
Mam też więcej czasu, mam też nawet czas pomyśleć.
I myślę czy kiedyś w moich social mediach będzie tak jak być powinno, czyli dużo materiałów, najlepiej takich które będą wzbudzały emocje, a dyskusja pod nimi będzie podnosiła zasięgi.
Powinny się pojawiać materiały w stylu piesek przed treningiem i piesek po treningu. Tak, powinnam pokazywać siebie. A nie tylko ładne krajobrazy i mojego psa. Bo ile do kurzej nędzy można.
No i na razie nie będzie piesków przed i po, nie będzie mnie i nie będzie celowo wywoływanego bulwersu.
Nie będzie na temat dyskusji czy pieski powinny się witać, nie będzie dyskusji o awersji, nie dlatego że nie mam zdania w tych tematach tylko nie uważam aby wnosiło to coś nowego do kynologii.
Nie będziemy metamorfoz i gryzącego pieska przed i miłego pieska po.
Nie będzie dlatego, że każda historia psa jest historią człowieka. Ostatnią rzeczą, której ludzie potrzebują to wywlekanie ich problemów na widok publiczny, omawianie, pokazywanie, analizowanie przez osoby do tego niepowołane i o to nieproszone.
Możemy razem pooglądać filmiki z treningów sportowych, ratowniczych.
Materiały o tym, jak pies został nauczony siadać, albo wracać na wołanie nie są interesujące (no chyba że na psie będzie obroża elektryczna to wtedy publika zahuczy, zabuczy i rzuci się z zębami).
A materiały o tym, jak pies stwarzał realne zagrożenie dla siebie i otoczenia, o tym jak wyglądała praca-nie będą pokazywane.
Zazwyczaj staram się też nie komentować pracy moich koleżanek i kolegów po fachu. Chociaż czasem korci, bardzo. Zwłaszcza w przypadku tych, którzy koło fachu nawet nie stali. Albo pomimo posiadanych kompetencji z tych kompetencji nie korzystają i gdzieś po drodze rozum zgubili. Być może każdego z nas to czeka, ten moment w którym nie zauważymy, że czas na zmiany lub zamknięcie tematu.
Na pewno na rynku usług trenerskich i behawioralnych zrobiło się ciasno, bardzo ciasno.
Narzędzia do weryfikacji umiejętności trenera nadal są, ale łatwiej niż kiedykolwiek jest przykryć brak umiejętności trenerskich umiejętnościami obsługi programów graficznych, edytorów filmów, korzystania z możliwości sztucznej inteligencji.
Jeżeli czytasz ten tekst, najprawdopodobniej nie jesteś z tych którzy łapią się na kolorowe obrazki bo ich tutaj nie ma.
Tekst ten jest bardziej notatką dla mnie samej niż wiadomością skierowaną do kogokolwiek, bo ci którzy przeczytali raczej tego nie potrzebują a pozostali nigdy nie przeczytają.
Przynajmniej psy nie mają smartfonów i z psami nadal można się dogadać wyłącznie w sposób tradycyjny.
Poprzez kontakt w realu.
Ciąg dalszy pewnie nastąpi bo zostało mi jeszcze dobrych kilka dni wolnego.

03/07/2026
O egzaminachSezon na egzaminy i zawody w pełni. Ludzie jeżdżą, zdają, nie zdają, ledwo zdają, albo wygrywają. Albo przeg...
17/06/2026

O egzaminach
Sezon na egzaminy i zawody w pełni. Ludzie jeżdżą, zdają, nie zdają, ledwo zdają, albo wygrywają. Albo przegrywają.
Pojawiają się posty: „Sukces”, „niestety nie udało się”, „udało się”, „następny razem”. Zazwyczaj pod postami albo gratulacje albo pocieszanie. Sami przewodnicy albo robią rachunek sumienia, wyciągają wnioski, albo szukają winnego (pogoda, sędzia, pies, buty, sr***ka, feng shui i chemtrailsy).
Są tacy, co rozłożą start na czynniki pierwsze, nie szukają „winnego”, szukają przyczyn, analizują.
Są tacy co powiedzą, że ktoś się uwziął, że coś zostało zrobione źle, że miał gorsze warunki.
Prawda jest taka, że dobrze przygotowany zespół, ogarnięty, współpracujący i wiedzący co ma robić (oraz znający regulamin !) dość ciężko jest złośliwie uwalić. Nie to, że się nie da. Ale nie jest to łatwe. W czasie żadnego z moich kilkudziesięciu startów i egzaminów nigdy nie miałam odczucia, że ktoś (czytaj sędzia, egzaminator czy organizator) działa na moją niekorzyść.
Ale jest też coś innego. Zwykłe szczęście. Albo zbieg okoliczności. Egzaminy rządzą się swoimi prawami. Mają ścisłe ramy, w których trzeba się zmieścić. Nie da się zorganizować egzaminu, który każdemu uczestnikowi da takie same warunki. Zwłaszcza egzaminy ratownicze rządzą się prawami przypadku: pogoda nie jest do przewidzenia, nie można nią sterować. Jeden z zespołów może wchodzić w sektor przy plus 15 stopniach, lekkim stałym wietrze, a kolejnemu zaświeci ostre słońce, wiatr ucichnie.
Kolejna rzecz: można zdać i nie zdać w różnym stylu. Można zdać ledwo, dzięki szczęściu, przypadkowo wybrać optymalną taktykę, tak, że niemal wprowadza się psa w stożek. Że pies oznaczy, marnym szczekaniem, albo ledwo dyndającą w zębach rolką, tylko cudem nie zgubioną na meldunku. Jakoś, do przodu, „udało się”. A można nie zdać bo pies nie miał szans wejść w stożek, bo wiatr bawił się w berka, można nie zdać bo warunki wymagały wolniejszej i dokładniejszej pracy, i zabraknie 3 minut na sprawdzenie ostatniego fragmentu.
Jeden pies jadący na egzamin spał w swoim domu, dojechał w godzinę na miejsce, a wcześniej na terenie egzaminacyjnym bywał na treningach.
Inny spał po drodze, na 600 kilometrowej trasie, wyszedł po 8 godzinach trasy prosto do pracy, a w tygodniu poprzedzającym miał dwie trudne wielogodzinne akcje. Brak snu, brak regeneracji, zmęczenie.
Pierwszy zalicza w kilkanaście minut, drugiemu braknie 3 minut aby dopracować sektor.
Jak ocenić możliwości i umiejętności tych zespołów? Zazwyczaj komisja egzaminacyjna doskonale widzi, który zespół jest akcyjny, a który nie. Ale nie zawsze będzie tak, że zdaje ten dobry, odpada ten zły. To nie jest aż tak proste.
Dlatego tez podziwiam ludzi, którzy nie mając żadnych dokonań na swoim koncie, lub dokonaniach mieszczących się w dwóch „udało się” oceniają pracę innych.
Tak, w kilkudziesięciu egzaminach wielokrotnie nie zaliczałam. Z różnych przyczyn. Czasem dlatego, że nie zasługiwałam, zabrakło umiejętności moich, czasem psa, najczęściej obu. Czasem pech. Czasem przyczyny losowe: wiatr, słońce, zmęczenie.
Dlatego tez „podziwiam” ludzi, którzy nie mając żadnych dokonań na swoim koncie, lub dokonania mieszczą się w dwóch „udało się” oceniają pracę innych. Zazwyczaj jest tak, że im mniejsze doświadczenie a większe kompleksy tym bardziej kategoryczne oceny. Oceny pracy innych. Własne w takich przypadkach ocenie nie podlegają, a co złe to „wina” kogoś innego.
Każdy kto zdał zasługuje na gratulacje. Bo podszedł do egzaminu, nawet jeżeli to było na styk, nawet wymęczone – zdał.
Nie każdy kto nie zdał powinien ciosać sobie kołki na głwoie i zamęczać.
Egzamin to tylko bardzo bardzo mały wycinek rzeczywistości. W dodatku nie bardzo realny. Mocno zmodyfikowany. Aby ocenić zespół trzeba patrzeć na całokształt. Czasem egzamin to sygnał "robisz dobrze, rób tak dalej!" czasem faktycznie "hej, daj spokój, zmień coś, przemyśl, albo odpuść".
Nie oznacza to, że egzaminy nie są istotne. Są. Bardzo. Nie oznacza to, że zespół, który nie zdał może zignorować ten fakt i działać jak gdyby nic.
Oznacza to tylko, że nie można na podstawie 15 minut uznać własnej zajebistości lub skreślić się na wieki wieków amen.
Róbmy egzaminy, testy, zawody. Sprawdzajmy się.
A każdemu kto pracuje nad sobą, psem i współpracą z nim, po prostu gratuluję !

Adres

Kraków
30-377

Telefon

660321569

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Cave Canem - Barbara Grel opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Cave Canem - Barbara Grel:

Skróty

Udostępnij

Kategoria