22/09/2026
Sytuacja która opisałam miała miejsce w BESKIDZIE NISKIM 🏞️ Nie było to w Bieszczadach.
🐻Dzień dobry, chyba doszłam już do siebie po tych traumatycznych wydarzeniach i zabieram głos w ważnej dla mnie sprawie . Myślę że chyba jest to bardzo potrzebne ze względów bezpieczeństwa. Będzie troszkę długo... Chciałabym wyjaśnić sytuację, o którą pyta mnie ostatnio wiele osób, bo pojawiły się różne wersje wydarzeń .
W piątek 18 września, około godziny 18:50 jechałam konno z kolegą w okolicy Czystogarbu, niedaleko Wachalowskiego Wierchu. Wyjazd jak każdy inny trochę galopu ,trochę spokojnej jazdy . Na jednym odcinku jadąc w stronę czerwonego szlaku grzbietem góry ,koń miał dość dużo siły po dwóch tygodniach przerwy w jeździe i mówiłam że w drugą stronę tedy nie wracamy ,tylko zjedziemy w dół w stronę domów między potokiem a lasem modrzewiowym (gdzie jeździliśmy już 100 razy) żeby koń znów nie chciał w tamtym miejscu pogonić. 🤷
Gdy zjeżdżaliśmy w dół skoszoną łąką ( myślę że było to ok 1 km w linii prostej od pierwszych zabudowań ) najechaliśmy na mężczyznę,który wybiegł z wysokiej trawy około 40 metrów przed nami . Był bardzo przestraszony, biegł ,potykał się , oglądając się za siebie przerażony. Stwierdziliśmy że jeśli on przed czymś przeraźliwie ucieka,to my również uciekniemy. Całe szczęście zawróciliśmy za wczasu, nim zobaczyliśmy przed czym będziemy uciekać i co goni przerażonego mężczyznę. Spodziewaliśmy się pędzącego jelenia i w obawie o spłoszenie koni postanowiliśmy się bardzo szybko oddalić za wczasu. Kiedy odjeżdżaliśmy kolega odwrócił się i krzyknął ,,NIEDŹWIEDŹ NAS GONI! " . Odwracając się w galopie ,zobaczyłam niedźwiedzia który za nami biegł. (KONIE NIE WIDZIAŁY NIEDŹWIEDZIA,nie oglądały się za siebie w galopie.) W momencie kiedy się odwróciłam niedźwiedź był już w miejscu w którym zawracaliśmy. Więc zaledwie chwilę wcześniej musiał być bardzo blisko mężczyzny który upadł i chował się w trawie. Później mężczyzna potwierdził nam, że niedźwiedź rzeczywiście za nim biegł. Przewrócił się dwa razy, a ja widziałam jeden z tych momentów. Wtedy niedźwiedź stracił go z oczu,bo mężczyzna leżał w trawie . Rozpędzony niedźwiedź zobaczył nasze konie i biegł pędem w naszą stronę. Uciekaliśmy z powrotem w stronę Wachalowskiego Wierchu i do domu. Niedźwiedź gonił nas przez około trzysta metrów. Najprawdopodobniej była to próba ataku! Ostatni raz wilidzieliśmy go jak dobiegał do szczytu góry ,my zjeżdżaliśmy już w dół drugą stroną. Bardzo baliśmy się że wróci po tego mężczyznę. Gdy sytuacja na to pozwoliła od razu zadzownilismy do innego Pana który najprawdopodobniej był na miejscu (poznaliśmy samochód który wiedzieliśmy niżej szczytu,jadąc w pierwszą stronę i wiedzieliśmy gdzie zadzwonić) , żeby zapytać czy z tamtym mężczyzą wszystko w porządku bo baliśmy się że niedzwiedź wróci na dół do tego Pana. Otrzymaliśmy informacje że został już odebrany przez kolegę który zjechał po niego wyżej wymienionym rozpoznanym samochodem . My jako ludzie też mamy instynkt,instynkt ucieczki. Proszę nie oceniać nas że uciekliśmy,nie oceniać mężczyzny który ,,mógł się bronić strzelbą " tam nie było na nic czasu . Każdy zareagował tak jak w tamtym momencie podpowiedziała adrenalina. Piszę o tym, bo dostaję mnóstwo pytań i nie chcę, żeby osoby nie znające faktów wierzyły w nieprawdziwe wersje tej historii. Tak, doszło do spotkania z niedźwiedziem. To nie było inne zwierzę.Mężczyzna potwierdził, że to niedźwiedź go gonił. Nie było młodych ,dokładnie widzieliśmy jednego dużego niedźwiedzia który agresywnie rzucił się w pogoń za nami. Nie byliśmy dla niego żadnym zagrozeniem,oddaliliśmy się zanim go zobaczyliśmy. Było cicho ,nie było słychać strzałów,nie było wiatru . Każdy chciał się od niego jak najszybciej oddalić. Najechalismy na tą sytuacje calkiem przypadkowo ,być może w celu uratowania życia temu Panu odciągajac od niego niedzwiedzia ,,biorąc go na siebie " . Wyobraźcie sobie co czuł ten Pan gdy leżał w tej trawie gotowy na wyrok a obok niego przebiegało to zwierzę gotowe do ataku. Całe ,,szczęście" że zdezorientowany niedźwiedź skierował się na nas myśląc że nadal goni swoją ofiarę . Nie piszę tego, żeby straszyć, tylko po to, żeby wyjaśnić, co naprawdę się wydarzyło. Wszystko dobrze się skończyło ,każdy wyszedł z tego żywy . Niestety cały czas w głowie małam wiele scenariuszy . Co by było gdybyśmy nie pojechali tamtą trasa tego dnia i niedźwiedź zaatakował by tego Pana? Co by było gdybyśmy byli 10 sekund później w tym miejscu i nie zauważyli byśmy że ten Pan leży schowany w trawie i wjechali byśmy prosto na niedzwiedzia? Co gdyby konie go zobaczyły i spłoszyły się ? Dziś już doceniam ten właściwy zestaw wydarzeń i doceniam reakcję każdego z uczestników tego zdarzenia. My mieliśmy konie ale gdybyśmy byli na rowerach czy na spacerze sytuacja mogła by się skończyć tragicznie. Nie znamy dnia ,ani miejsca i godziny w której wystartuje do nas niedźwiedź. Dodam jeszcze że tamtą trasą jeździliśmy regularnie w wakacje ,jest to miejsce którym ludzie regularnie poruszają się po szlaku. Jeszcze na koniec. Nie, nie weszliśmy mu do gawry. To jest przykład jak zachowuje się niedźwiedź który spotka człowieka na neutralnym gruncie. To nie jest normalna reakcja . My też mamy prawo wyjść z domu ,na rowery czy spacer lub konie ,myślę że o grzybach można tylko pomarzyć.... Szczególnie że najbliższe domy były ok 1 km w linii prostej a może i mniej od tamtego miejsca. Nie było to w głębokim lesie a na otwartych łąkach nieopodal zabudowań. Jeśli ktoś wybiera się w tamte okolice, proszę, zachowajcie ostrożność i uważajcie na siebie.
Zdecydowałam że ta sprawa dla bezpieczeństwa po prostu wymaga nagłośnienia . Być może mężczyzna wybiegający w tedy z trawy nieświadomie ostrzegł nas przed niebezpieczeństwem które jest przed nami i tym samym uchronił nas przed gorszym scenariuszem.
Dołączam dziś zrobione zdjęcie miejsca mojego domu i miejsce próby ataku niedźwiedzia.
Można udostępnić post .