29/06/2026
29 kwietnia użyłam słów :
,,nie wyobrażam sobie „ życia bez Flapka . Później te słowa prześladowały mnie przez półtora miesiąca...Przyczyna?🐈
Jak co roku zrobiłam Flapkowi geriatryczne badanie krwi. Wyszedł stan zapalny. Pomyślałam: „zrobię mu jak co roku czyszczenie zębów i problem zniknie”.
I tutaj bardzo się pomyliłam.Po trzech dniach od zabiegu Flapek przestał jeść i pojawiły się luźne stolce. Zrobiłam mu dosłownie wszystko: testy na FIP i FeLV, badanie kału pod kątem pasożytów, USG brzucha, test na toksoplazmozę i kolejny profil geriatryczny. Wszystko ujemne. A z Flapkiem było coraz gorzej...
Przy kolejnej wizycie (sama nie wiem czemu) weterynarz postanowił sprawdzić, czy to nie są problemy z kręgosłupem i zalecił niesteroidowe leki przeciwbólowe. Ręce mi opadły, nie podałam ich.
Po kolejnej nieprzespanej nocy i podpowiedzi nieznanej mi osobo od rana szukałam weterynarza specjalizującego się wyłącznie w kotach. Terminy były odległe – tydzień czekania. I tam padła diagnoza. Nieoczywista, niejednoznaczna, ale od czegoś trzeba było zacząć: FIP. To był przełom!
Dziś jesteśmy na 12.dawce leku, przed nami 72 a Flapek śmiga jak dawniej...
Więc coś, co w testach wyszło ujemnie, w rzeczywistości było ogromnym problemem.
Ta sytuacja nauczyła mnie jednego – intuicja opiekuna to potężne narzędzie. Gdybym ślepo zaufała pierwszym wynikom i podawała leki "w ciemno", Flapka mogłoby już ze mną nie być.
Jak wiecie:FIP to podstępny wróg. Często maskuje się pod postacią innych objawów, a tradycyjne testy potrafią dawać fałszywie ujemne wyniki na samym początku choroby.
Dziś patrzę na mojego biegającego, radosnego kota i wciąż mam ciarki na myśl o tym, jak niewiele brakowało. Przed nami jeszcze długa droga, ale najgorsze już za nami.
Też tak macie? Mieliście kiedyś sytuację, że intuicja uratowała Waszego zwierzaka, mimo że wyniki, testy, decyzje weta mówiły co innego? Dbajcie o swoje futrzaki i nigdy nie odpuszczajcie! 🐾❤️