Psiemiana pod czułym nosem Luny

Psiemiana pod czułym nosem Luny 🐶Psychoterapeuta psów |Behawiorysta psów👉Konsultacje 👉zajęcia dla szczeniąt👉spacery socjalizacyjne. 🔺Masz trudności?

Pomogę. 🔹Góra Kalwaria|Piaseczno|Konstancin-Jeziorna|Warka|Grójec|Otwock|Warszawa-Wilanów, Ursynów

21/08/2026

𝗞𝗶𝗲𝗱𝘆 𝗼𝘀𝘁𝗮𝘁𝗻𝗶𝗼 𝗧𝘄ó𝗷 𝗽𝗶𝗲𝘀 𝗻𝗶𝗲 𝗺𝘂𝘀𝗶𝗮ł 𝗿𝗼𝗯𝗶ć 𝗮𝗯𝘀𝗼𝗹𝘂𝘁𝗻𝗶𝗲 𝗻𝗶𝗰?⁣

Nie iść przy nodze. ⁣
Nie patrzeć na Ciebie. ⁣
Nie siadać przed przejściem. ⁣
Nie ćwiczyć odwołania. ⁣
Nie mijać grzecznie innych psów. ⁣
Nawet nie iść tam, gdzie Ty akurat postanowiłeś.⁣

𝗣𝗼 𝗽𝗿𝗼𝘀𝘁𝘂 𝗯𝘆ć 𝗽𝘀𝗲𝗺.⁣

Znaleźć się w spokojnym miejscu, gdzie niewiele się dzieje. Zatrzymać się, jeśli chce. Węszyć przez pięć minut w jednym kawałku trawy. Stać i patrzeć. Położyć się. Wybrać kierunek. Chodzić bez żadnego konkretnego celu.⁣

𝗧𝗮𝗸𝗶𝗲 𝗰𝗵𝘄𝗶𝗹𝗲 𝘀ą 𝗱𝗹𝗮 𝘂𝗸ł𝗮𝗱𝘂 𝗻𝗲𝗿𝘄𝗼𝘄𝗲𝗴𝗼 𝗽𝘀𝗮 𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗼 𝘄𝗮ż𝗻𝗲. 𝗜 𝗱𝗹𝗮 𝗻𝗮𝘀𝘇𝗲𝗴𝗼 𝗿ó𝘄𝗻𝗶𝗲ż.⁣

Przypomniała mi się jedna z konsultacji behawioralnych.⁣

Pies praktycznie nie wychodził poza własne podwórko. Spacery zdarzały mu się bardzo rzadko. Był mocno pobudzony, nie potrafił się wyciszyć, miał mnóstwo niezaspokojonych potrzeb.⁣

W trakcie konsultacji poprosiłam opiekunkę, żebyśmy wyszły z nim na spacer.⁣
Wyszłyśmy z posesji, a pani odruchowo skierowała się w stronę drogi. Zapytałam:⁣

– A nie ma tu jakiegoś spokojniejszego miejsca?⁣

– No jest.⁣

Poszłyśmy więc w drugą stronę. Dosłownie kilkadziesiąt metrów, do końca ślepej, wewnętrznej drogi, przy której mieszkała.⁣

Pani otworzyła bramę.⁣
A za nią…⁣
Kilka, może nawet z dziesięć hektarów terenu.⁣
Ogromna łąka, trochę drzew, staw. Cisza. Przestrzeń. 𝗣𝗼 𝗽𝗿𝗼𝘀𝘁𝘂 𝗯𝗮𝗷𝗸𝗮.⁣

Patrzę na nią zszokowana! ⁣

– Ale tam możemy?⁣

– No tak. To moje.⁣

😳⁣

Pani tłumaczyła mi, że nie jest w stanie codziennie chodzić z psem na długie spacery. Prowadzi firmę, bardzo dużo pracuje i kiedy wraca do domu, jest tak zmęczona, że ma ochotę tylko usiąść na kanapie i włączyć telewizor.⁣

Powiedziałam jej:⁣

– Dobrze. To niech pani NIE chodzi 40 minut. Proszę wyjść tutaj na 10.⁣

Tylko tyle.⁣

Po mniej więcej tygodniu dostałam od niej SMS-a. Nie pamiętam już dokładnego brzmienia, ale jego sens pamiętam doskonale:⁣

„Chciałam pani bardzo podziękować za te 10 minut. Właśnie siedzę tutaj już godzinę. Słucham, jak ptaki ćwierkają, patrzę na przyrodę i na psa, który sobie swobodnie biega. Tak tu odpoczywam, że wcale nie chce mi się wracać do domu.”⁣

I to jest dla mnie w tej historii równie ważne jak to, co dostał wtedy pies.⁣

Ona też zaczęła się regulować.⁣

𝗖𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸 𝗶 𝗽𝗶𝗲𝘀 𝗻𝗶𝗲 𝗳𝘂𝗻𝗸𝗰𝗷𝗼𝗻𝘂𝗷ą 𝗼𝗯𝗼𝗸 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲 𝗷𝗮𝗸 𝗱𝘄𝗮 𝘇𝘂𝗽𝗲ł𝗻𝗶𝗲 𝗻𝗶𝗲𝘇𝗮𝗹𝗲ż𝗻𝗲 𝘂𝗸ł𝗮𝗱𝘆 𝗻𝗲𝗿𝘄𝗼𝘄𝗲. 𝗝𝗲𝘀𝘁𝗲ś𝗺𝘆 𝘁𝗲𝗮𝗺𝗲𝗺. 𝗢𝗯𝘀𝗲𝗿𝘄𝘂𝗷𝗲𝗺𝘆 𝘀𝗶ę, 𝗿𝗲𝗮𝗴𝘂𝗷𝗲𝗺𝘆 𝗻𝗮 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲, 𝘄𝗽ł𝘆𝘄𝗮𝗺𝘆 𝗻𝗮 𝘀𝘄𝗼𝗷𝗲 𝗽𝗼𝗯𝘂𝗱𝘇𝗲𝗻𝗶𝗲 𝗶 𝗽𝗼𝗰𝘇𝘂𝗰𝗶𝗲 𝗯𝗲𝘇𝗽𝗶𝗲𝗰𝘇𝗲ń𝘀𝘁𝘄𝗮.⁣

Spokojniejszy, bardziej wyregulowany człowiek nie sprawi magicznie, że każdy pies natychmiast stanie się spokojny. Ale zwiększa szansę, że również psu będzie łatwiej się regulować.⁣

𝗖𝘇𝗮𝘀 𝘄 𝘀𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝗻𝘆𝗺 𝗺𝗶𝗲𝗷𝘀𝗰𝘂 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘁𝗮𝗸 𝘄𝗮ż𝗻𝘆 𝗱𝗹𝗮 𝗼𝗯𝘂 𝘀𝘁𝗿𝗼𝗻.⁣

Nie każdy ma kilka hektarów łąki za własną bramą. Nie każdy mieszka na wsi. Czasami trzeba wsiąść w samochód i gdzieś podjechać. Czasami uda się to zrobić tylko raz czy dwa razy w tygodniu.⁣

𝗧𝘆𝗹𝗸𝗼 𝗷𝗮𝗸 𝗰𝘇ę𝘀𝘁𝗼 ś𝘄𝗶𝗮𝗱𝗼𝗺𝗶𝗲 𝗱𝗮𝗷𝗲𝘀𝘇 𝘀𝘄𝗼𝗷𝗲𝗺𝘂 𝗽𝘀𝘂 – 𝗶 𝘀𝗼𝗯𝗶𝗲 – 𝘁𝗮𝗸𝗶 𝗿𝗲𝘀𝗲𝘁?⁣

Bez treningu. Bez zadań. Bez ciągłego mówienia psu, co ma robić. Bez naszego pomysłu na to, jak spacer powinien wyglądać.⁣

Spokojne miejsce. Przestrzeń. Możliwość wyboru. Węszenie. Obserwowanie. Bycie razem.⁣

Reguluje się pies. Regulujemy się my. A im lepiej regulujemy się my, tym większą szansę dajemy psu, żeby przy nas również było mu łatwiej.⁣

Do zobaczenia na Psim Szlaku Psiemian⁣
Anna

𝗧𝗲𝗻 𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲𝗻𝗶𝗮𝗸 𝗽𝗶ę𝗸𝗻𝗶𝗲 𝘄𝘆𝗸𝗼𝗻𝘆𝘄𝗮ł 𝗸𝗼𝗺𝗲𝗻𝗱𝘆. 𝗣𝗿𝗼𝗯𝗹𝗲𝗺 𝗽𝗼𝗹𝗲𝗴𝗮ł 𝗻𝗮 𝘁𝘆𝗺, ż𝗲 𝘄ł𝗮ś𝗰𝗶𝘄𝗶𝗲 𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶ł 𝗻𝗼𝗿𝗺𝗮𝗹𝗻𝗶𝗲 𝗳𝘂𝗻𝗸𝗰𝗷𝗼𝗻𝗼𝘄𝗮ć.⁣⁣Jaki...
20/08/2026

𝗧𝗲𝗻 𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲𝗻𝗶𝗮𝗸 𝗽𝗶ę𝗸𝗻𝗶𝗲 𝘄𝘆𝗸𝗼𝗻𝘆𝘄𝗮ł 𝗸𝗼𝗺𝗲𝗻𝗱𝘆. 𝗣𝗿𝗼𝗯𝗹𝗲𝗺 𝗽𝗼𝗹𝗲𝗴𝗮ł 𝗻𝗮 𝘁𝘆𝗺, ż𝗲 𝘄ł𝗮ś𝗰𝗶𝘄𝗶𝗲 𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶ł 𝗻𝗼𝗿𝗺𝗮𝗹𝗻𝗶𝗲 𝗳𝘂𝗻𝗸𝗰𝗷𝗼𝗻𝗼𝘄𝗮ć.⁣

Jakiś czas temu pojechałam na konsultację do młodego owczarka belgijskiego malinois i zaczęliśmy, jak zwykle, od spaceru, podczas którego bardzo szybko zobaczyłam psa potwornie pobudzonego, skaczącego, podgryzającego, łapiącego raz za spodnie, raz za smycz i właściwie przez cały czas skupionego na człowieku.⁣

Nie węszył, nie eksplorował, nie interesował się zapachami ani otoczeniem, natomiast kiedy człowiek wydawał mu komendę, wykonywał ją naprawdę pięknie.⁣

Warunki do spokojnego spacerowania miał przy tym wręcz wymarzone, ponieważ mieszkał na bardzo spokojnej wsi, a ich dom od lasu oddzielał tylko około 50-metrowy pas ogólnodostępnej łąki, po której można było spacerować i wzdłuż której biegł skraj lasu.⁣

Naprawdę trudno byłoby wymyślić lepsze miejsce, żeby pies mógł węszyć, eksplorować, zatrzymywać się przy zapachach i zajmować się swoimi psimi sprawami, natomiast ten szczeniak właściwie tego nie robił.⁣

Po spacerze wróciliśmy do domu i zaczęłam wypytywać opiekunów o pozostałe trudności, a wtedy powiedzieli mi, że pies właściwie cały czas chodzi za opiekunką, przemieszcza się razem z nią po domu, a kiedy ona idzie do toalety, siada pod drzwiami i czeka, aż wyjdzie.⁣

Ponieważ nasilenie tych zachowań było naprawdę duże i nie wystarczało mi wyjaśnienie, że „to malinois” albo „to przecież szczeniak”, zaczęłam dokładnie rozkładać jego codzienność na części, pytając o sen, odpoczynek, spacery, aktywności, trening, jedzenie, pory karmienia i sposób, w jaki to jedzenie dostaje.⁣

I tak doszliśmy do 𝘀𝗽𝗮𝗹𝗮𝗻𝗶𝗮 𝗺𝗶𝘀𝗸𝗶.⁣

Ten szczeniak nie dostawał normalnych posiłków.⁣

Opiekunka przeczytała na internetowych grupach dotyczących malinoisów, że z takim psem powinno się spalać miskę, więc cała jego dzienna porcja jedzenia znajdowała się u człowieka i przez cały dzień była wydawana po kawałeczku za wykonanie komendy, zadania czy określonego zachowania.⁣

Mieliśmy więc psa, który przepięknie wykonywał komendy i właściwie cały czas pilnował człowieka, w domu chodził za opiekunką nawet pod drzwi toalety, natomiast na spacerze, mimo łąki i lasu pod nosem, nie potrafił po prostu zająć się światem.⁣

Człowiek był przecież przez cały dzień dysponentem całej jego dziennej porcji jedzenia.⁣

Pierwszym zaleceniem było przywrócenie temu szczeniakowi normalnych posiłków, po których może się najeść, osiągnąć sytość i przestać przez cały dzień zajmować się zdobywaniem kolejnych kawałków jedzenia.⁣

W obronie spalania miski często słyszę:⁣

„Przecież pies dostaje całą swoją dzienną porcję, więc nie jest głodny”.⁣

Tylko że dla mnie temat nie kończy się na tym, czy wieczorem zgadza się liczba gramów, ponieważ czym innym jest zjedzenie posiłku, po którym pies może osiągnąć sytość, a czym innym rozłożenie tej samej ilości jedzenia na dziesiątki maleńkich porcji wydawanych przez wiele godzin.⁣

Pies nie jest zwierzęciem, które fizjologicznie musi przez cały dzień skubać po kilka granulek. Jego żołądek pełni funkcję magazynową, a po zjedzeniu posiłku faza poposiłkowa trwa wiele godzin; w badaniach nad motoryką przewodu pokarmowego u psów obserwowano ją około 8–10 godzin, choć dokładny czas zależy między innymi od rodzaju i wielkości posiłku.⁣

𝗡𝗶𝗲 𝘄𝗶𝗱𝘇ę 𝘄𝗶ę𝗰 𝗳𝗶𝘇𝗷𝗼𝗹𝗼𝗴𝗶𝗰𝘇𝗻𝗲𝗴𝗼 𝘂𝘇𝗮𝘀𝗮𝗱𝗻𝗶𝗲𝗻𝗶𝗮, ż𝗲𝗯𝘆 𝘇𝗱𝗿𝗼𝘄𝗲𝗺𝘂 𝗽𝘀𝘂 𝗼𝗱𝗯𝗶𝗲𝗿𝗮ć 𝗺𝗼ż𝗹𝗶𝘄𝗼ść 𝘇𝗷𝗲𝗱𝘇𝗲𝗻𝗶𝗮 𝗻𝗼𝗿𝗺𝗮𝗹𝗻𝗲𝗴𝗼 𝗽𝗼𝘀𝗶ł𝗸𝘂 𝗶 𝗼𝘀𝗶ą𝗴𝗻𝗶ę𝗰𝗶𝗮 𝘀𝘆𝘁𝗼ś𝗰𝗶 tylko po to, żeby przez cały dzień można było wydawać mu jego własne jedzenie po kawałeczku.⁣

Kolejny argument brzmi:⁣

„Dzięki temu pies jest bardziej zmotywowany do pracy”.⁣

Pewnie, że jest.⁣

Tylko jeżeli mam przed sobą psa, który już jest bardzo wysoko pobudzony, właściwie całą uwagę kieruje na człowieka i nie potrafi spokojnie zająć się otoczeniem, to po co miałabym jeszcze bardziej podkręcać jego motywację do działania?⁣

𝗣𝗿𝗮𝘄𝗼 𝗬𝗲𝗿𝗸𝗲𝘀𝗮-𝗗𝗼𝗱𝘀𝗼𝗻𝗮 opisuje zależność pomiędzy poziomem pobudzenia a wykonaniem zadania. Wzrost pobudzenia tylko do pewnego poziomu może sprzyjać wykonaniu zadania, natomiast po przekroczeniu poziomu optymalnego wykonanie zadania zaczyna się pogarszać.⁣

W przypadku psa, który już znajduje się na bardzo wysokim poziomie pobudzenia, dokładanie kolejnego silnego motywatora nie jest więc dla mnie drogą do tego, żeby pies lepiej sobie radził, szczególnie jeżeli zależy mi nie tylko na wykonaniu komendy, lecz również na tym, żeby potrafił samodzielnie eksplorować, odpoczywać, regulować emocje i podejmować własne decyzje.⁣

Ten szczeniak jest zresztą świetnym przykładem.⁣

𝗞𝗼𝗺𝗲𝗻𝗱𝘆 𝘄𝘆𝗸𝗼𝗻𝘆𝘄𝗮ł 𝗽𝗶ę𝗸𝗻𝗶𝗲.⁣

Tylko że przecież nie o to chodzi, żeby pies świetnie wykonywał „siad”, „waruj” czy kolejne zadanie, a poza treningiem nie potrafił spokojnie przejść przez łąkę, powęszyć i zająć się własnymi sprawami.⁣

Jeżeli danego dnia dużo trenujemy i pies dostanie sporo smaczków, możemy oczywiście trochę zmniejszyć jego normalną porcję jedzenia, żeby go zwyczajnie nie przekarmiać, natomiast dla mnie jest ogromna różnica pomiędzy takim rozwiązaniem a sytuacją, w której cała dzienna porcja pokarmu staje się walutą wypłacaną przez człowieka za wykonywanie zadań.⁣

Pies może dostawać jedzenie podczas treningu, może być nim nagradzany, może również zdobywać je podczas różnych aktywności, natomiast nie oznacza to, że na każdy kawałek swojej dziennej porcji musi sobie zapracować.⁣

Zostaje jeszcze argument, który chyba najbardziej mnie zadziwia:⁣

„Spalanie miski buduje relację z człowiekiem”.⁣

Tutaj zawsze przypomina mi się scena z Rancza, w której Czerepach ma alkohol, na którym wójtowi bardzo zależy, tylko zanim pozwoli mu się napić, każe mu wykonywać kolejne absurdalne rzeczy, między innymi stanąć na jednej nodze czy złapać się za ucho.⁣

Wójt wykonuje te polecenia, chociaż cała sytuacja jest dla niego wyraźnie frustrująca, ponieważ zależy mu na tym, czym dysponuje Czerepach.⁣

Czy to znaczy, że Czerepach właśnie buduje z nim fantastyczną relację?⁣

Nie!⁣

Jeżeli już jakąś relację w ten sposób tworzymy, to jest to relacja oparta na zależności, ponieważ jedna strona kontroluje dostęp do zasobu, na którym drugiej bardzo zależy, a druga wykonuje to, czego się od niej oczekuje, żeby ten zasób otrzymać.⁣

𝗗𝗹𝗮 𝗺𝗻𝗶𝗲 𝗿𝗲𝗹𝗮𝗰𝗷𝗮 𝘇 𝗽𝘀𝗲𝗺 𝗽𝗼𝘄𝗶𝗻𝗻𝗮 𝗯𝘆ć 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱𝗲 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗶𝗺 𝗿𝗲𝗹𝗮𝗰𝗷ą 𝗼𝗽𝗮𝗿𝘁ą 𝗻𝗮 𝘇𝗮𝘂𝗳𝗮𝗻𝗶𝘂, 𝗮 𝗻𝗶𝗲 𝗻𝗮 𝘇𝗮𝗹𝗲ż𝗻𝗼ś𝗰𝗶 𝗼𝗱 𝘇𝗮𝘀𝗼𝗯𝘂, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆𝗺 𝗱𝘆𝘀𝗽𝗼𝗻𝘂𝗷𝗲 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸.⁣

Pies chodzący przez cały dzień za człowiekiem, patrzący mu w oczy i przepięknie wykonujący kolejne polecenia, podczas gdy właśnie ten człowiek dysponuje całą jego dzienną porcją jedzenia, nie jest dla mnie dowodem na fantastyczną więź.⁣

𝗭𝗮𝗹𝗲ż𝗻𝗼ść 𝗼𝗱 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸𝗮 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘁𝘆𝗺 𝘀𝗮𝗺𝘆𝗺 𝗰𝗼 𝘇𝗮𝘂𝗳𝗮𝗻𝗶𝗲 𝗱𝗼 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸𝗮.⁣

Znacznie więcej o naszej relacji mówi mi pies, który jest najedzony, niczego ode mnie w danym momencie nie potrzebuje, może odejść, powęszyć, eksplorować i zająć się swoimi sprawami, a mimo tego chce do mnie wracać, szuka mojego towarzystwa i zwraca się do mnie, kiedy potrzebuje wsparcia.⁣

Historia tego szczeniaka pokazuje też, dlaczego podczas konsultacji nie interesuje mnie wyłącznie odpowiedź na pytanie: „jak oduczyć psa skakania?”, „jak sprawić, żeby przestał podgryzać?” albo „jak nauczyć go spokojnie chodzić na smyczy?”.⁣

Mnie interesuje, dlaczego ten konkretny pies tak się zachowuje, dlatego pytam o jego cały dzień, sen, odpoczynek, spacery, aktywność, trening, jedzenie i sposób karmienia, zamiast dokładać kolejną komendę do psa, który akurat komendy wykonywał świetnie.⁣

Problemem tego szczeniaka nie był brak posłuszeństwa. Komendy wykonywał pięknie. Problem polegał na tym, że nie potrafił po prostu normalnie funkcjonować.⁣

Do zobaczenia na Psim Szlaku Psiemian⁣
Anna Smereczyńska

19/08/2026

𝗧𝘄ó𝗷 𝗽𝗶𝗲𝘀 𝗿𝘇𝘂𝗰𝗮 𝘀𝗶ę 𝗱𝗼 𝗶𝗻𝗻𝘆𝗰𝗵 𝗽𝘀ó𝘄, 𝗽𝗿𝗮𝗰𝘂𝗷𝗲𝗰𝗶𝗲 𝗻𝗮𝗱 𝘁𝘆𝗺 𝗼𝗱 𝗺𝗶𝗲𝘀𝗶ę𝗰𝘆, 𝗮 𝗲𝗳𝗲𝗸𝘁ó𝘄 𝘄ł𝗮ś𝗰𝗶𝘄𝗶𝗲 𝗻𝗶𝗲 𝘄𝗶𝗱𝗮ć?⁣

Z Lusią pracowaliśmy mniej więcej pół roku i naprawdę szło nam ciężko, ponieważ mimo że organizowałam jej spotkania jeden na jeden z odpowiednio dobranymi psami, te spotkania przebiegały całkiem dobrze, opiekunowie bardzo sumiennie stosowali się do zaleceń, a jednak efekty były dużo mniejsze, niż można byłoby się spodziewać.⁣

Lusia była psem adoptowanym, dlatego zadzwoniłam do opiekunki z domu tymczasowego, w którym mieszkała przed adopcją, i przeprowadziłam z nią bardzo dokładny wywiad, żeby sprawdzić, jak wcześniej funkcjonowała, jak reagowała na otoczenie i przede wszystkim, jak wyglądały wtedy jej kontakty z innymi psami.⁣

W domu tymczasowym Lusia mieszkała na wsi i problemu z psami właściwie nie miała. Nie była szczególnie zainteresowana kontaktami z nimi, nie szukała psich kolegów, najczęściej po prostu widziała psa, omijała go i szła dalej.⁣

Problem pojawił się dopiero po adopcji, kiedy zamieszkała w Warszawie.⁣

Lusia bardzo bała się miasta, liczba bodźców ją przeciążała, zwykły spacer kosztował ją mnóstwo emocji, więc kiedy do tego wszystkiego pojawiał się jeszcze pies, jej komunikat był właściwie jeden:⁣

„𝗦𝗽𝗶𝗲𝗿𝗱𝘇𝗶𝗲𝗹𝗮𝗷 𝗼𝗱𝗲 𝗺𝗻𝗶𝗲, 𝘄𝗼𝗻 𝘀𝘁ą𝗱, 𝗻𝗶𝗲 𝗰𝗵𝗰ę 𝗰𝗶ę 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷”.⁣

Trochę tak jak z nami, kiedy jesteśmy wypoczęci, spokojni i mamy dobry dzień, potrafimy znieść naprawdę dużo, natomiast kiedy od rana jesteśmy zmęczeni, zestresowani, wszystko nas drażni i mamy serdecznie dosyć całego świata, czasami wystarczy jeszcze jedna rzecz, nawet taka, z którą normalnie bez problemu byśmy sobie poradzili, żebyśmy po prostu wybuchli.⁣

Lusia nie miała już zasobów na kolejnego psa i bardzo wyraźnie mu o tym mówiła.⁣

Dlatego oprócz spotkań z odpowiednio dobranymi psami zaleciłam opiekunom, żeby przynajmniej jeden spacer dziennie odbywał się w bardzo spokojnym miejscu, gdzie Lusia będzie mogła węszyć, eksplorować, chodzić swoim tempem i przede wszystkim odsapnąć od miasta.⁣

Opiekunowie naprawdę się do tego przykładali i regularnie z nią wyjeżdżali, jednak nie mogli przecież sprawić, żeby wszystkie spacery odbywały się poza Warszawą, więc Lusia nadal każdego dnia musiała funkcjonować również w środowisku, którego się bała i które pochłaniało ogromną część jej zasobów.⁣

Spotkania jeden na jeden z psami szły w miarę dobrze, codziennie miała możliwość odpoczynku w spokojniejszym miejscu, pracowaliśmy w ten sposób miesiącami, tylko nadal nie było takiego efektu, jakiego można byłoby oczekiwać, szczególnie że wiedziałam już, że przed adopcją ten sam pies potrafił zobaczyć innego psa, ominąć go i pójść dalej.⁣

Po mniej więcej pół roku opiekunowie wyjechali z Lusią na całe wakacje na wieś pod Kampinos.⁣

𝗜 𝘁𝗮𝗺 𝘇𝗮𝗰𝘇ęł𝘆 𝘀𝗶ę 𝗱𝘇𝗶𝗮ć 𝗰𝘂𝗱𝗮.❤️⁣

Tym razem nie chodziło już o jeden spokojny spacer dziennie, po którym Lusia wracała do Warszawy i znowu musiała radzić sobie z miastem, tylko o całe tygodnie życia w miejscu, w którym liczba bodźców była znacznie mniejsza, nic jej bez przerwy nie zalewało, a jej układ nerwowy dostał wreszcie możliwość naprawdę porządnie odsapnąć.⁣

Lusia zaczęła więcej węszyć, eksplorować, odpoczywać, zajmować się swoimi sprawami, a kiedy nie musiała przez większą część dnia radzić sobie ze środowiskiem, którego się bała, zaczęła również interesować się miejscowymi psami.⁣

𝗜 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷 𝗽𝗼𝗷𝗮𝘄𝗶ł𝘆 𝘀𝗶ę 𝘄𝗶𝗲𝗷𝘀𝗸𝗶𝗲 𝗯𝘂𝗿𝗸𝗶.⁣

Opiekunowie przesyłali mi filmiki, pytali, czy te kontakty są w porządku i czy pozwalać Lusi na kolejne interakcje, a ja oglądałam naprawdę świetną komunikację pomiędzy psami.⁣

Lusia, która w Warszawie na widok psa bardzo często mówiła „spierdzielaj ode mnie, won stąd”, na wsi zaczęła sama wchodzić z psami w interakcje, nawiązywać z nimi relacje i po prostu dobrze się przy nich czuć.⁣

Miała dużo przestrzeni, trafiała na naprawdę fajne, kompetentne psy, nikt jej do niczego nie zmuszał, niczego nie przyspieszał, a wszystkie kontakty mogły odbywać się w jej własnym tempie.⁣

Najbardziej interesowało mnie jednak to, co wydarzy się po wakacjach, kiedy Lusia wróci do Warszawy, ponieważ dopiero wtedy mieliśmy zobaczyć, czy to, co zbudowała przez te tygodnie na wsi, zostanie z nią również w środowisku, które wcześniej było dla niej tak trudne.⁣

𝗭𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝗼.⁣

Lusia zaczęła znacznie lepiej radzić sobie z innymi psami również w Warszawie, z czasem pojawiły się nawet jej własne psie przyjaciółki, a kiedy temat psów przestał pochłaniać tak ogromną część jej zasobów, łatwiej zaczęło nam się pracować również nad pozostałymi trudnościami.⁣

Ta historia jest dla mnie świetnym przykładem tego, dlaczego kiedy opiekun mówi mi „mój pies rzuca się do innych psów”, nie patrzę wyłącznie na to, co pies robi w momencie spotkania z drugim psem.⁣

Chcę wiedzieć, kiedy problem się pojawił, jak pies funkcjonował wcześniej, w jakim środowisku żyje, czego się boi, gdzie czuje się dobrze, ile ma możliwości odpoczynku, w jakich warunkach radzi sobie lepiej, a w jakich gorzej, ponieważ czasami coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak problem z innymi psami, wcale nie zaczyna się od psów.⁣

W przypadku Lusi moglibyśmy przez kolejne miesiące organizować następne spotkania socjalizacyjne, tylko że jej problem z psami był w ogromnej mierze związany z tym, że ona zwyczajnie nie radziła sobie z miastem, a kiedy jej układ nerwowy był już przeciążony, kolejny napotkany pies dostawał rykoszetem.⁣

Dlatego jeżeli Twój pies szczeka, wyrywa się albo rzuca do innych psów, pracujecie nad tym od miesięcy, próbujecie kolejnych sposobów, a efekt nadal jest niewielki, warto przyjrzeć się nie tylko samym spotkaniom z psami, ale całemu życiu Twojego psa i temu, co sprawia, że jego układ nerwowy przez większość dnia pracuje na wysokich obrotach.⁣

Lusia nie potrzebowała po prostu większej liczby spotkań z psami.⁣

𝗣𝗼𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯𝗼𝘄𝗮ł𝗮 𝗻𝗮𝗷𝗽𝗶𝗲𝗿𝘄 𝗼𝗱𝘀𝗮𝗽𝗻ąć 𝗼𝗱 ś𝘄𝗶𝗮𝘁𝗮, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆 𝗯𝘆ł 𝗱𝗹𝗮 𝗻𝗶𝗲𝗷 𝘇𝗮 𝘁𝗿𝘂𝗱𝗻𝘆, 𝗮 𝗸𝗶𝗲𝗱𝘆 𝗱𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝗮 𝗻𝗮 𝘁𝗼 𝗰𝗮ł𝗲 𝘁𝘆𝗴𝗼𝗱𝗻𝗶𝗲, 𝘀𝗮𝗺𝗮 𝗽𝗼𝗸𝗮𝘇𝗮ł𝗮, ż𝗲 𝗽𝗿𝗼𝗯𝗹𝗲𝗺, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆 𝘄 𝗪𝗮𝗿𝘀𝘇𝗮𝘄𝗶𝗲 𝘄𝘆𝗱𝗮𝘄𝗮ł 𝘀𝗶ę 𝘁𝗮𝗸 𝘁𝗿𝘂𝗱𝗻𝘆, 𝘄𝗰𝗮𝗹𝗲 𝗻𝗶𝗲 𝗯𝘆ł 𝘄𝘆łą𝗰𝘇𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗿𝗼𝗯𝗹𝗲𝗺𝗲𝗺 𝘇 𝗶𝗻𝗻𝘆𝗺𝗶 𝗽𝘀𝗮𝗺𝗶.⁣

Do zobaczenia na Psim Szlaku Psiemian⁣
Anna

16/08/2026

𝗧𝘄ó𝗷 𝗽𝗶𝗲𝘀 𝘄𝘆𝗿𝘆𝘄𝗮 𝘀𝗶ę 𝗶 𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲𝗸𝗮 𝗱𝗼 𝗶𝗻𝗻𝘆𝗰𝗵 𝗽𝘀ó𝘄?⁣

Ten rodezjan jeszcze rok temu kompletnie nie respektował granic innych psów.⁣

Był tak natarczywy i tak nastawiony na kontakt, że właściwie można było mówić do niego jak do wentylatora, ponieważ kiedy na horyzoncie pojawiał się pies, cała reszta świata przestawała istnieć.⁣

Nie węszył, nie eksplorował, nie zajmował się swoimi sprawami, tylko wypatrywał kolejnego psa, do którego można było podbiec, którego można było zaczepić i któremu można było dokuczać.⁣

Jeżeli drugi pies nie miał ochoty na kontakt, odchodził, próbował go ignorować albo pokazywał mu, że ma już dość, niewiele to zmieniało. Rodezjan nadal próbował, nadal naciskał i nadal wracał, ponieważ nie potrafił odczytać, że drugi pies stawia mu granicę, a nawet jeżeli komunikat zauważał, nie potrafił go uszanować i odpuścić.⁣

Skąd to się wzięło?⁣

Przez długi czas chodził na „psią polankę”, gdzie psy były puszczane razem, opiekunowie stali i rozmawiali, a psy miały się bawić i same ze sobą dogadywać.⁣

Kontaktów z psami miał więc mnóstwo, tylko że duża liczba kontaktów nie oznacza dobrej socjalizacji.⁣

On nauczył się przede wszystkim tego, że kiedy pojawia się pies, trzeba do niego lecieć, zaczepiać go i próbować wejść z nim w interakcję, niezależnie od tego, czego chce ten drugi.⁣

Spójrzcie teraz na film.⁣

S**a w typie amstaffa idzie do swojej opiekunki, a pięciomiesięczny bulterier podąża za nią. Ona dwukrotnie komunikuje mu, że nie chce, żeby za nią szedł, jednak młody pies nadal to robi, więc jej kolejna reakcja jest już znacznie mocniejsza.⁣

Po chwili pojawia się rodezjan.⁣

Ten sam natarczywy pies, który jeszcze rok temu sam nie potrafił odpuścić innemu psu.⁣

Obserwuje sytuację i najwyraźniej uznaje, że reakcja suki była zbyt mocna dla młodego psa, dlatego wchodzi pomiędzy nie, zabiera ją od bulteriera i odprowadza w stronę jej opiekunki.⁣

𝗜 𝗱𝗹𝗮 𝗺𝗻𝗶𝗲 𝘄ł𝗮ś𝗻𝗶𝗲 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷 𝘄𝗶𝗱𝗮ć 𝘀𝗸𝗮𝗹ę 𝘁𝗲𝗷 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗺𝗶𝗮𝗻𝘆 (𝗽𝘀𝗶𝗲𝗺𝗶𝗮𝗻𝘆:).⁣

Ten pies nie tylko nauczył się 𝗡𝗜𝗘 dokuczać innym psom.⁣

𝗢𝗻 𝗽𝗿𝘇𝗲𝘀𝘇𝗲𝗱ł 𝗱𝗿𝗼𝗴ę 𝗼𝗱 𝗽𝘀𝗮, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆 𝗽𝗿𝗮𝗸𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗲 𝗻𝗶𝗲 𝗿𝗲𝘀𝗽𝗲𝗸𝘁𝗼𝘄𝗮ł 𝗶𝗰𝗵 𝗴𝗿𝗮𝗻𝗶𝗰, 𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶ł 𝗼𝗱𝗽𝘂ś𝗰𝗶ć 𝗶 𝗯𝘆ł 𝘀𝗸𝘂𝗽𝗶𝗼𝗻𝘆 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱𝗲 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗶𝗺 𝗻𝗮 𝘄ł𝗮𝘀𝗻𝗲𝗷 𝗽𝗼𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯𝗶𝗲 𝗸𝗼𝗻𝘁𝗮𝗸𝘁𝘂, 𝗱𝗼 𝗽𝘀𝗮, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆 𝗽𝗼𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶 𝗼𝗯𝘀𝗲𝗿𝘄𝗼𝘄𝗮ć 𝗸𝗼𝗺𝘂𝗻𝗶𝗸𝗮𝗰𝗷ę 𝗽𝗼𝗺𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝗱𝘄𝗼𝗺𝗮 𝗶𝗻𝗻𝘆𝗺𝗶 𝗽𝘀𝗮𝗺𝗶, 𝗿𝗼𝘇𝗽𝗼𝘇𝗻𝗮ć, 𝗰𝗼 𝘀𝗶ę 𝗺𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝗻𝗶𝗺𝗶 𝗱𝘇𝗶𝗲𝗷𝗲, 𝘇𝗮𝗿𝗲𝗮𝗴𝗼𝘄𝗮ć 𝗶 𝗽𝗼𝗺ó𝗰 𝗿𝗼𝘇ł𝗮𝗱𝗼𝘄𝗮ć 𝘀𝘆𝘁𝘂𝗮𝗰𝗷ę.⁣

To jest ogromna zmiana.⁣

I właśnie dlatego samo „socjalizowanie psa” nie wystarczy.⁣

Coraz częściej widzę na grupach internetowych ogłoszenia opiekunów, którzy opisują swojego psa, piszą, z czym ma trudność i jakiego psa szukają, a następnie umawiają się z innymi opiekunami na wspólne spacery, żeby socjalizować psy na własną rękę.⁣

Pomysł wydaje się logiczny: mój pies ma problem z psami, więc potrzebuje kontaktów z psami.⁣

Tylko że najważniejsze nie jest to, ile psów spotka. Najważniejsze jest to, czego podczas tych spotkań się nauczy.⁣

Nawet jeżeli dokładnie opiszecie sobie swoje psy, nadal nie wiecie, jakie naprawdę mają kompetencje społeczne, jak zachowają się wobec siebie i czy będziecie potrafili odczytać ich komunikację, szczególnie tę subtelną, która pojawia się dużo wcześniej niż warczenie, szczekanie czy otwarty konflikt.⁣

Dlatego w przypadku psa, który ma trudności w kontaktach z innymi psami, warto budować takie doświadczenia pod okiem specjalisty, który potrafi czytać psią komunikację, odpowiednio dobiera psy, wie, kiedy potrzebny jest większy dystans, kiedy pozwolić psom samodzielnie rozwiązać sytuację, a kiedy należy im pomóc i przede wszystkim prowadzi pracę w tempie psa.⁣

Rodezjan nie potrzebował większej liczby kontaktów z psami.⁣
Potrzebował takich kontaktów, podczas których mógł nauczyć się je rozumieć.⁣

Do zobaczenia na Psim Szlaku Psiemian⁣
Anna

13/08/2026

𝗝𝗲ś𝗹𝗶 𝘇𝗮 𝗸𝗮ż𝗱𝘆𝗺 𝗿𝗮𝘇𝗲𝗺 𝗺𝘂𝘀𝗶𝘀𝘇 𝗽𝗼𝘄𝗶𝗲𝗱𝘇𝗶𝗲ć 𝗽𝘀𝘂, 𝗰𝗼 𝗺𝗮 𝘇𝗿𝗼𝗯𝗶ć, 𝘁𝗼 𝗸𝘁𝗼 𝘄ł𝗮ś𝗰𝗶𝘄𝗶𝗲 𝗺𝗮 𝘁𝗲 𝗸𝗼𝗺𝗽𝗲𝘁𝗲𝗻𝗰𝗷𝗲 — 𝗽𝗶𝗲𝘀 𝗰𝘇𝘆 𝗧𝘆?⁣

Przeczytałam ostatnio, że trening daje psu kompetencje, a kompetencje dają mu wolność i z tym się nie zgadzam, ponieważ wykonywanie komend nie czyni psa kompetentnym, tylko po prostu wyszkolonym i posłusznym swojemu zwierzchnikowi.⁣

Nie jestem przeciwna komendom, bo są sytuacje, w których bardzo się przydają, czasami są potrzebne dla bezpieczeństwa, a sam trening może być też fajnym elementem relacji z psem, natomiast w pracy z Luną nie chciałam, żeby na widok innego psa szła przy nodze, siadała i czekała, aż pies przejdzie, albo patrzyła na mnie, bo dostała takie polecenie.⁣

Chciałam, żeby potrafiła poradzić sobie z tą sytuacją sama, prawdziwie. Chciałam, aby zmieniły się jej emocje.⁣

Luna kiedyś nie przepuszczała żadnemu psu i jeżeli czuła się zagrożona, jej podstawową strategią było ruszyć w jego stronę i go od siebie odgonić, dlatego moja praca polegała między innymi na tworzeniu takich warunków, w których mogła doświadczyć, że może również odejść, zwiększyć dystans, podejść do mnie albo nie odpowiedzieć i że te rozwiązania są dla niej znacznie mniej kosztowne niż wchodzenie w konflikt.⁣

𝗧𝗼 𝗯𝘆ł 𝘁𝘆𝗹𝗸𝗼 𝗷𝗲𝗱𝗲𝗻 𝘇 𝗲𝗹𝗲𝗺𝗲𝗻𝘁ó𝘄 𝗻𝗮𝘀𝘇𝗲𝗷 𝗽𝗿𝗮𝗰𝘆, 𝗼 𝗽𝗼𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝘆𝗰𝗵 𝗽𝗶𝘀𝗮ł𝗮𝗺 𝘄 𝗽𝗼𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱𝗻𝗶𝗺 𝗽𝗼ś𝗰𝗶𝗲 𝗼 𝗟𝘂𝗻𝗶𝗲.⁣

Z czasem przestałam być jej do tego potrzebna. Nie wołałam jej, a ona sama do mnie podchodziła, nie kazałam jej odejść, a ona zwiększała dystans i coraz częściej sama rezygnowała z konfrontacji.⁣

Pamiętam do dziś jeden spacer w Warszawie, na Wybrzeżu Puckim. Luna potrafiła już wtedy odpuszczać psy, które na nią nie reagowały, natomiast psy, które na nią szczekały, nadal były dla niej za trudne i na takie psy jeszcze się odpalała.⁣

Szłyśmy dołem, a na wale nad nami były dwa psy, które zaczęły na Lunę szczekać. Luna stanęła, napięła ciało i zrobiła kilka kroków w ich stronę, a mnie przemknęło przez głowę:⁣

„𝗢 𝗻𝗶𝗲, 𝘇𝗮𝗿𝗮𝘇 𝘀𝗶ę 𝗼𝗱𝗽𝗮𝗹𝗶, 𝘇𝗮𝗿𝗮𝘇 𝘁𝗮𝗺 𝗽𝗼𝗯𝗶𝗲𝗴𝗻𝗶𝗲”.⁣

Wzięłam dwa głębokie oddechy, odwróciłam się w przeciwną stronę, tyłem do psów i do Luny, i powiedziałam spokojnie, tonem luzaka:⁣

„Luna, ale nie musisz”.⁣

Nie zawołałam jej i nie wydałam żadnej komendy.⁣

Luna spojrzała na mnie, potem jeszcze raz na te psy, ja się zatrzymałam, a ona po chwili podeszła do mnie.⁣

I zostałyśmy tam.⁣

Usiadłyśmy sobie i patrzyłyśmy na te dwa psy, a Luna nie była już napięta. Mogła na nie patrzeć, mogła zbierać informacje i nie musiała niczego z nimi robić.⁣

Popłakałam się chwilę później ze szczęścia, bo pierwszy raz przy psach, które na nią szczekały, Luna sama zdecydowała, że nie pójdzie w ich stronę.⁣

Mogła skorzystać ze starej, dobrze znanej strategii i spróbować je odgonić, ale miała już doświadczenie, że istnieją mniej kosztowne rozwiązania i tym razem sama z jednego z nich skorzystała.⁣

𝗧𝗼 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘀𝗮𝗺𝗼𝗿𝗲𝗴𝘂𝗹𝗮𝗰𝗷𝗮.⁣

Nie siedzenie na komendę i czekanie w napięciu, aż pies przejdzie, nie chodzenie przy nodze i nie patrzenie na człowieka dlatego, że pies został tego nauczony.⁣

Pies może wykonać wszystkie te polecenia perfekcyjnie, będąc jednocześnie w ogromnym napięciu, bo wykonanie polecenia mówi nam, że pies potrafi wykonać polecenie, a nie że poradził sobie emocjonalnie z sytuacją.⁣

Samoregulacja oznacza, że pies ma dostęp do różnych sposobów poradzenia sobie z tym, co się z nim dzieje, i potrafi sam z nich skorzystać, bez konieczności ciągłego mówienia mu, co ma zrobić.⁣

Mogłam Lunę nauczyć perfekcyjnego mijania psów przy nodze i być może miałabym świetnie wyszkolonego, bardzo posłusznego psa, tylko wtedy przez całe jej życie musiałabym pierwsza zauważać psy, oceniać sytuację i kontrolować jej zachowanie.⁣

Nie chciałam tego.⁣

Chciałam, żeby Luna potrafiła sama odejść, kiedy tego potrzebuje, sama zwiększyć dystans, sama nie odpowiedzieć na zaczepkę albo sama przyjść do mnie po wsparcie.⁣

I tego właśnie się nauczyła.⁣

Później potrafiła spokojnie pozwolić innemu psu podejść i ją obwąchać, a z czasem sama zaczęła pomagać innym psom.⁣

Od wojowniczki do przewodniczki.⁣

Tamtego dnia powiedziałam jej tylko:⁣

„Luna, ale nie musisz”.⁣

𝗡𝗶𝗲 𝗺𝘂𝘀𝗶𝗮ł𝗮.⁣

Podeszła do mnie, usiadłyśmy i jeszcze długo razem patrzyłyśmy na te psy.⁣

Do zobaczenia na Psim Szlaku Psiemian⁣
Anna

12/08/2026

𝗞𝗶𝗲𝗱𝘆 𝘄𝘆𝗰𝗵𝗼𝗱𝘇𝗶ł𝗮𝗺 𝘇 𝗟𝘂𝗻ą 𝗻𝗮 𝘀𝗽𝗮𝗰𝗲𝗿 𝗽𝗼 𝗼𝘀𝗶𝗲𝗱𝗹𝘂, 𝘄𝗶ę𝗸𝘀𝘇𝗼ść 𝗽𝘀𝗶𝗮𝗿𝘇𝘆 𝗽𝗼 𝗽𝗿𝗼𝘀𝘁𝘂 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱 𝗻𝗮𝗺𝗶 𝘂𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮ł𝗮.⁣

I trudno było im się dziwić, bo kiedy Luna zobaczyła psa, potrafiła rzucić się w jego stronę z taką siłą, że naprawdę trudno było mi ją utrzymać. Ważyła ponad 30 kilogramów, więc bardzo szybko nauczyłam się chodzić z oczami dookoła głowy. Zanim ona zdążyła zobaczyć psa, ja już sprawdzałam, czy nie ma go za rogiem, między samochodami albo po drugiej stronie ulicy.⁣

Tyle że kiedy Luna do mnie trafiła, wcale nie wiedziałam, że ma tak ogromne trudności w kontaktach z psami.⁣

Był 2016 rok.⁣

Córka Aldony była świadkiem momentu, w którym Luna wpadła pod samochód. Zatrzymała się, zabrała ją z miejsca wypadku i zawiozła do weterynarza. Kilka lat później Aldona założyła Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Zwierząt Nasielsk.⁣

Luna potrzebowała opieki po wypadku i regularnej zmiany opatrunków, dlatego trafiła do mnie na dom tymczasowy.⁣

Miała zostać na chwilę.⁣

Została ze mną na zawsze.⁣

Oceniono wtedy, że ma co najmniej pięć lat, a jej zachowanie bardzo wyraźnie wskazywało na to, że wcześniej była psem łańcuchowym.⁣
Na początku była bardzo wycofana. Właściwie nie interesowały jej ani psy, ani otoczenie, prawie na nic nie reagowała.⁣

Była zamrożona.⁣

Dopiero kiedy zaczęła wychodzić z zamrożenia, pokazała, z jakimi trudnościami naprawdę się boryka.⁣
𝗭𝗮𝗰𝘇ęł𝗮 𝗿𝘇𝘂𝗰𝗮ć 𝘀𝗶ę 𝗻𝗮 𝗶𝗻𝗻𝗲 𝗽𝘀𝘆.⁣

I właśnie tę Lunę widzicie na początku filmu.⁣

Potem zobaczycie tę samą Lunę na łące, swobodnie komunikującą się z psem. Jeszcze później inny pies ją obszczekuje, a Luna nie odpowiada atakiem, bo już nie musi. W kolejnym ujęciu te dwa psy spokojnie się poznają.⁣

To nie wydarzyło się w tydzień.⁣
To była długa droga i również dla mnie nie była łatwa.⁣

Dziesięć lat temu miałam znacznie mniej wiedzy i doświadczenia niż dzisiaj. Zresztą nadal nieustannie się uczę, bo dziesięć lat pracy, obserwowania psów, zdobywania wiedzy i zmieniania własnego sposobu myślenia to naprawdę szmat czasu.⁣

Popełniałam błędy.⁣

Byłam tak napięta podczas miejskich spacerów, że automatycznie zaczęłam wypatrywać psów. Rozglądałam się za nimi, zanim jeszcze zrobiła to Luna, a ona bardzo szybko nauczyła się czytać moje zachowanie. Kiedy gwałtownie ją wołałam albo zmieniałam kierunek, już wiedziała, że gdzieś pojawił się pies, i sama zaczynała go szukać.⁣

Próbowałam też spacerów równoległych ze spokojnym, zrównoważonym psem, ale w przypadku Luny nie przynosiły efektu. Potrafiła szczekać na niego właściwie przez cały spacer, więc przestałam brnąć w rozwiązanie, które jej nie pomagało.⁣

Zrobiłam natomiast coś, co wtedy podpowiadała mi przede wszystkim intuicja.⁣
Otworzyłam Google Maps i zaczęłam szukać wielkich, pustych łąk.⁣
Znalazłam.⁣
I zaczęłyśmy tam jeździć codziennie.⁣

Tam Luna mogła po prostu być psem. Chodzić własnym tempem, węszyć, eksplorować, biegać, zatrzymywać się tam, gdzie chciała, i zajmować się swoimi psimi sprawami, zamiast przez cały spacer pozostawać w gotowości na pojawienie się kolejnego trudnego bodźca.⁣

𝗜 𝗷𝗮 𝘁𝗲ż 𝘄𝗿𝗲𝘀𝘇𝗰𝗶𝗲 𝘇𝗮𝗰𝘇ęł𝗮𝗺 𝗼𝗱𝗱𝘆𝗰𝗵𝗮ć.⁣

Nie wypatrywałam psa za każdym samochodem, nie zastanawiałam się, co wyjdzie zza rogu, nie przygotowywałam się co chwilę na kolejną trudną sytuację.⁣

Obie zeszłyśmy z ciągłej gotowości.⁣

I właśnie tutaj jest coś, co dzisiaj podkreślam bardzo mocno w pracy z psami.⁣

Pies, który każdego dnia funkcjonuje w środowisku pełnym bodźców wywołujących stres i silne pobudzenie, potrzebuje miejsc, w których jego układ nerwowy może wrócić do równowagi. Swobodna eksploracja, węszenie, możliwość realizowania naturalnych zachowań, przestrzeń i czas wolny od trudnych bodźców są trzonem pracy z psami funkcjonującymi w ciągłym napięciu.⁣

Nie da się oczekiwać realnej zmiany, jeżeli pies każdego dnia, na każdym spacerze jest ponownie wrzucany w środowisko, które go przeciąża. Nie da się prowadzić terapii w sytuacji, w której pies właściwie przez cały czas znajduje się ponad swoimi możliwościami.⁣

𝗡𝗮𝗷𝗽𝗶𝗲𝗿𝘄 𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯𝗮 𝘀𝘁𝘄𝗼𝗿𝘇𝘆ć 𝗺𝘂 𝘄𝗮𝗿𝘂𝗻𝗸𝗶, 𝘄 𝗸𝘁ó𝗿𝘆𝗰𝗵 𝗺𝗼ż𝗲 𝗼𝗱𝗲𝘁𝗰𝗵𝗻ąć.⁣

Nie każdy spacer musi być treningiem. Czasem najbardziej terapeutyczny jest właśnie taki spacer, podczas którego pies może po prostu być psem.⁣

I dokładnie tego potrzebowałam również ja.⁣
Na tych łąkach obie zaczęłyśmy funkcjonować inaczej.⁣

Później pojawiały się kolejne małe przełomy. Luna uwielbiała tropić, więc wykorzystałam również tropienie, żeby obecność psa zaczęła zapowiadać jej coś przyjemnego.⁣

A potem krok po kroku zaczęłam ją socjalizować, dobierając jej kolejne doświadczenia i kontakty z psami.⁣

Nie opisuję jednak tej historii po to, żeby stworzyć instrukcję: „co zrobić z psem, który rzuca się na psy”.⁣

Dwa psy mogą na końcu smyczy wyglądać niemal identycznie — szczekać, rzucać się, szarpać — a przyczyny tych zachowań mogą być zupełnie inne. Dlatego terapia zawsze musi być dobrana do konkretnego psa: jego historii, emocji, możliwości, środowiska i funkcji zachowania.⁣

To była droga Luny. Inny pies może potrzebować zupełnie innej.⁣

Kiedy po pewnym czasie zaczęłam prowadzić spacery socjalizacyjne, przez dłuższy czas nawet nie zabierałam na nie Luny.⁣
Bałam się, że narozrabia.⁣

A kiedy w końcu ją zabrałam, ludzie, którzy wcześniej słyszeli moje historie o niej, patrzyli ze zdumieniem:⁣
„To jest ten pies morderca? Przecież ona jest świetna!”⁣

Była.⁣

Luna stawiała granice bardzo stanowczo. Miała w sobie ogromną siłę i taką pewność komunikatu, że czasami wystarczyło jedno spojrzenie, a drugi pies zdawał się odpowiadać:⁣

„Okej. Rozumiem.”⁣

Luna właściwie nie musiała powtarzać dwa razy. Rzadko zdarzało się, żeby pies nie uszanował jej pierwszego komunikatu, bo większość psów miała do niej ogromny szacunek.⁣

A jednocześnie potrafiła nie odpowiedzieć na zaczepkę. Wiedziała, kiedy postawić granicę, a kiedy nie ma potrzeby robić nic.⁣

𝗜 𝘇 𝗽𝘀𝗮, 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱 𝗸𝘁ó𝗿𝘆𝗺 𝗸𝗶𝗲𝗱𝘆ś 𝗻𝗮 𝗼𝘀𝗶𝗲𝗱𝗹𝘂 𝘂𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮𝗹𝗶 𝗽𝘀𝗶𝗮𝗿𝘇𝗲, 𝘀𝘁𝗮ł𝗮 𝘀𝗶ę 𝗽𝘀𝗲𝗺, 𝗸𝘁ó𝗿𝘆 𝗽𝗼𝗺𝗮𝗴𝗮ł 𝗶𝗻𝗻𝘆𝗺 𝗽𝘀𝗼𝗺.⁣

Luna do dzisiaj jest dla mnie bardzo ważna.⁣
Była i pozostaje jednym z moich największych psich nauczycieli.⁣

Nauczyła mnie patrzeć nie tylko na zachowanie psa, które widać na zewnątrz, ale szukać tego, co za nim stoi. Nauczyła mnie, jak ogromne znaczenie ma środowisko, przestrzeń, poczucie bezpieczeństwa i możliwość zwyczajnego bycia psem.⁣

I nauczyła mnie, że pies, którego dzisiaj widzimy na końcu napiętej smyczy, niekoniecznie pokazuje nam, kim jest. Często pokazuje nam przede wszystkim, jak trudno jest mu w świecie, w którym w tej chwili funkcjonuje.⁣

Luna dostała czas, przestrzeń i odpowiednio dobrane doświadczenia.⁣
A kiedy już nie musiała walczyć ze światem, pokazała, kim naprawdę jest.⁣

𝗞𝗶𝗲𝗱𝘆 𝗟𝘂𝗻𝗮 𝗼𝗱𝗲𝘀𝘇ł𝗮, 𝗰𝗵𝗰𝗶𝗮ł𝗮𝗺, ż𝗲𝗯𝘆 𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝗮 𝗿ó𝘄𝗻𝗶𝗲ż 𝘄 𝗺𝗶𝗲𝗷𝘀𝗰𝘂, 𝗸𝘁ó𝗿𝗲 𝘄 𝗼𝗴𝗿𝗼𝗺𝗻𝗲𝗷 𝗺𝗶𝗲𝗿𝘇𝗲 𝘄𝘀𝗽ół𝘁𝘄𝗼𝗿𝘇𝘆ł𝗮. 𝗗𝗹𝗮𝘁𝗲𝗴𝗼 𝘇𝗺𝗶𝗲𝗻𝗶ł𝗮𝗺 𝗻𝗮𝘇𝘄ę 𝗺𝗼𝗷𝗲𝗷 𝘀𝘇𝗸𝗼ł𝘆, ż𝗲𝗯𝘆 𝗼𝗱𝗱𝗮ć 𝗷𝗲𝗷 𝗰𝘇𝗲ść.⁣

𝗣𝘀𝗶𝗲𝗺𝗶𝗮𝗻𝗮 𝗽𝗼𝗱 𝗰𝘇𝘂ł𝘆𝗺 𝗻𝗼𝘀𝗲𝗺 𝗟𝘂𝗻𝘆.⁣

Bo Luna była jednym z tych psów, które nie tylko zmieniają się przy człowieku.⁣

𝗢𝗻𝗲 𝘇𝗺𝗶𝗲𝗻𝗶𝗮𝗷ą 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸𝗮.⁣

𝗜 𝗺𝗻𝗶𝗲 𝘇𝗺𝗶𝗲𝗻𝗶ł𝗮 𝗻𝗮 𝘇𝗮𝘄𝘀𝘇𝗲. ❤️

Adres

Góra Kalwaria, Piaseczno, Konstancin-Jeziorna, Warka, Grójec, Warszawa
Góra Kalwaria Gmina
05-530

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 20:00
Wtorek 09:00 - 20:00
Środa 09:00 - 20:00
Czwartek 09:00 - 20:00
Piątek 09:00 - 20:00
Sobota 09:00 - 20:00
Niedziela 09:00 - 20:00

Telefon

+48459583008

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psiemiana pod czułym nosem Luny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij