Marta Wieczorek

Marta Wieczorek Trening koni, coaching jeźdźców Nazywam się Marta Wieczorek i jestem trenerką koni oraz coachem właścicieli, instruktorów i trenerów jeździectwa.

Moja pasja do koni towarzyszy mi od najmłodszych lat, a doświadczenie zdobywałam jako właścicielka stajni wolnowybiegowej oraz kilku własnych koni. Jako pierwsza studentka programu Emotional Horsemanship, prowadzonego przez Lockie Phillipsa, rozwijam podejście oparte na nauce, empatii i wyczuciu, pomagając troskliwym jeźdźcom w tworzeniu emocjonalnie zrównoważonych koni.


W

mojej pracy łączę zasady psychologii pozytywnej z holistycznym podejściem do treningu, skupiając się na budowaniu harmonijnej i pełnej zrozumienia relacji między człowiekiem a koniem. Wierzę, że empatia, współpraca, tolerancja, akceptacja, nowoczesność i nauka są kluczowe w osiąganiu sukcesów w jeździectwie. Oferuję indywidualne sesje treningowe dla koni, coaching dla ich właścicieli oraz szkolenia dla instruktorów i trenerów jeździectwa. Moim celem jest wspieranie Was w odkrywaniu i rozwijaniu potencjału, abyście mogli cieszyć się głęboką więzią i satysfakcją płynącą ze współpracy z końmi. Zapraszam do wspólnej podróży ku lepszemu zrozumieniu siebie i swoich koni.

08/03/2026

Łączenie stada to proces, którego nie warto przyspieszać.

Zdecydowanie ważniejsza od szybkości jest jakość przygotowania koni – zarówno tych, które już w stadzie są, jak i tego, który do niego dołącza.

Bardzo pomaga czas, w którym konie mogą poznać się przez ogrodzenie i oswoić ze swoją obecnością. Jeśli jest taka możliwość, wartościowe bywa też wcześniejsze zapoznanie jeden na jeden.

Kluczowe jest jednak coś jeszcze ważniejszego: konie muszą mieć pewność, że pojawienie się nowego członka stada nie oznacza utraty zasobów.

Siano nie może znikać.
Woda musi być zawsze dostępna.
Schronienie i przestrzeń również.

Zauważyłam też ciekawą rzecz – dla niektórych koni znaczenie ma nie tylko ilość siana, ale też sposób jego podania. Czasem (podkreślam: czasem i u niektórych koni) siano w siatce może być odbierane jako ograniczenie zasobów. Koń widzi cały balot, ale nie może sięgnąć większej ilości.
To oczywiście nie oznacza, że siatki są złe – dla wielu koni są wręcz zbawieniem, np. przy tendencji do otyłości czy ochwatu.

To raczej zaproszenie do uważnej obserwacji i indywidualnego podejścia.

Na przebieg łączenia ogromny wpływ ma też charakter konia, jego pewność siebie lub jej brak, a także balans emocjonalny całego stada.

Czasami naprawdę warto najpierw popracować z koniem nad regulacją emocji, poczuciem bezpieczeństwa i pewnością siebie – to może bardzo ułatwić mu wejście do grupy.

Warto też pamiętać, że silne zachowania agresywne czy demonstracyjne „dominowanie” najczęściej pojawiają się u koni niedojrzałych emocjonalnie albo u takich, które czują się niepewnie o swój byt i dostęp do zasobów. Innymi słowy – częściej są oznaką braku poczucia bezpieczeństwa niż naturalnego porządku w stadzie.
Dlatego takie sytuacje widzimy raczej w warunkach zaburzonych niż w dobrze funkcjonującej, stabilnej grupie.

Często spotykam się z oczekiwaniem, żeby połączyć konie jak najszybciej.
Jednaj zachęcam do czegoś innego: róbmy to jak najbardziej jakościowo, nie jak najszybciej.

Przygotujmy stado i konia, który do niego wchodzi. Wzmocnijmy ich.

Bo wejście do stada naprawdę nie musi oznaczać agresji między końmi.

Może być spokojnym procesem budowania nowej relacji i poczucia bezpieczeństwa.

Poniżej załączam jeden filmik ale w relacji ciąg dalszy. W skrócie po wpuszczeniu konia najpierw konie się obwąchały, potem poszły na łąkę, wróciły galopem razem (nie ganiały się) na padok, pobiegały około 15min ale robiły to razem, to nie było ganianie konia który przyszedł, to było wspólne bieganie a chwilę później było jedzenie ze wspólnego pasnika.

Słowo „odpowiedzialność” bardzo często niesie ze sobą trudne skojarzenia.Obowiązek.Ciężar.Presję.Kontrolę.Konieczność do...
27/02/2026

Słowo „odpowiedzialność” bardzo często niesie ze sobą trudne skojarzenia.
Obowiązek.
Ciężar.
Presję.
Kontrolę.
Konieczność dopilnowania wszystkiego.
Bycie tym silniejszym lub mądrzejszym.
Brak prawa do błędu.
Samotność decyzyjną.

A gdy spojrzymy na odpowiedzialność nie jak na ciężar, lecz jak na punkt wyjścia do nauki, może stać się ona pierwszym krokiem w procesie rozwoju.
Nie oznacza to, że robi się łatwo — ale pozwala odetchnąć głębiej i spokojniej, zdjąć z siebie część napięcia i odzyskać energię do uczenia się, szukania rozwiązań i bycia w relacji zamiast w ciągłej gotowości do kontroli.

Odpowiedzialność jako zdolność do odpowiedzi (response-ability):
* bycie regulatorem, a nie kontrolerem,
* tworzenie bezpiecznych i czytelnych ram,
* branie odpowiedzialności za własne emocje, a nie za emocje konia,
* umiejętność powiedzenia „stop” bez przemocy,
* gotowość do uczenia się, zamiast potrzeby „wiedzenia lepiej”.

Z tak rozumianej odpowiedzialności może wyrosnąć prawdziwa relacja, dialog i przestrzeń, w której koń nie musi się podporządkować — może współtworzyć.

Dlatego tak ważne jest, by wiedzieć, gdzie zaczyna się nasza odpowiedzialność, a gdzie się kończy. Za co naprawdę odpowiadamy — a co nie należy do nas.

Zachęcam Was do do zadania sobie pytania i zastanowienia się nad nim przez chwilkę:
Jak ja rozumiem swoją odpowiedzialność w relacji z koniem?

Odpowiedzi może być wiele. Moja jest taka:
Ja swoją odpowiedzialność w treningu widzę przede wszystkim jako ŚWIADOMOŚĆ NIERÓWNOŚCI, która istnieje między nami.

To człowiek decyduje:
– kiedy będzie trening,
– gdzie się odbędzie,
– jak długo potrwa,
– jakie zadania zostaną postawione
- jakiego sprzętu i w jaki sposób będzie używać.

Dlatego niezwykle istotne jest, aby koń miał PRAWO ODMÓWIĆ.

Prawo nie zgodzić się na zadanie w danym momencie, prawo zareagować inaczej niż oczekujemy, prawo wyrazić swoje potrzeby i emocje.

Prawo do własnych reakcji na nasze sygnały oraz do samodzielnego poszukiwania rozwiązań.

Jeżeli pozbawimy konia tej możliwości, pozostaje mu jedynie bezrefleksyjne podporządkowanie.
Relacja nadal istnieje, kontakt jest na poziomie funkcjonalnym, ale traci autentyczność i jakość, które są fundamentem zaufania i współpracy.

Aby interakcja mogła być prawdziwie partnerska, obie strony muszą mieć możliwość wyboru i wyrażania własnych reakcji, a nie jedynie wykonywać zadania narzucone przez drugą stronę.

Gdy działamy przymusem, manipulacją i ciągłą kontrolą, uczymy konia, że jego wola nie ma znaczenia.
Że liczy się wyłącznie wykonanie zadania.

Wtedy koń przestaje być sobą, traci wiarę w siebie i swoją wartość.
Albo się poddaje, albo staje się „maszyną”, albo walczy o swoją godność, albo przestaje wierzyć w siebie, traci siebie.

A ja chcę, żeby mój koń:
– czuł się ważny,
– był widziany,
– mógł pozostać sobą,
– znał swoją wartość,
– mógł czuć się pewny siebie,
– był szczęśliwy,
dlatego biorę na siebie ludzką odpowiedzialność — odpowiedzialność nauczyciela.

Jeśli jesteśmy uważni, wrażliwi i troskliwi, to każda inna odpowiedź konia niż ta, której oczekujemy, ma ogromną wartość. Traktujmy ją jako informację zwrotną, a nie zagrożenie dla naszego ego.

Prawdziwy dialog między człowiekiem a koniem opiera się na tych samych fundamentach co każda zdrowa relacja, tzn kiedy:
– mamy szacunek, czyli nie próbujemy wymusić reakcji, której koń nie chce lub nie może dać,
– jesteśmy uważni i obecni, czyli naprawdę słyszymy i widzimy sygnały, które koń nam przekazuje,
– dajemy i mamy poczucie bezpieczeństwa, czyli koń ma pewność, że może powiedzieć „nie” bez konsekwencji,
– łączy nas wspólna przestrzeń, czyli każdy głos ma znaczenie, zarówno ludzki, jak i koński.

Obserwujmy uważnie reakcje konia.
A czasem także ich brak i traktujmy go jak informację zwrotną, a nie „problem do naprawienia”.
Koń, który może się nie zgodzić,
to koń, który może nam naprawdę zaufać i rozpocząć z nami DIALOG.

A kiedy koń nie boi się mówić, wchodzimy na wyższy poziom relacji i dajemy mu skrzydła do rozwoju.

Szacunek dla emocji konia nie oznacza braku wymagań.

Oznacza ich adekwatność — do możliwości, zasobów, doświadczeń i aktualnego stanu konia.

! TO KOŃ JEST U MNIE NA PIERWSZYM MIEJSCU !
ze swoim tempem, ograniczeniami, gotowością i potrzebami, a nie moje ambicje, moje "chce".

My mamy świadomość celu, sensu i powodu, dla którego wchodzimy w trening.

My możemy w każdej chwili przerwać, zmienić zdanie, wyjść z sytuacji.

Koń tej możliwości zazwyczaj nie ma.
Choć w moich treningach świadomie mu ją daję — i doceniam momenty, w których koń pokazuje mi odmowę.

Wiem, że często pojawia się wtedy obawa:
„Jeśli będę chwalić konia za odmowę, nauczę go odmawiać”.
To bardzo mylne założenie.

Z mojego doświadczenia koń nie uczy się wówczas unikania pracy.

Uczy się czegoś znacznie głębszego:
* że jego zdanie ma znaczenie,
* że jest ważny w tej relacji,
* że jego sygnały są widziane i brane pod uwagę.

Koń nie składa się wyłącznie z zachowań, które można wzmocnić lub wygasić.

Jest istotą z bogatym życiem wewnętrznym, emocjami i potrzebą bezpieczeństwa, a także potrzebą relacji i przynależności, wpływu na sytuację, przewidywalności, autonomii w granicach relacji oraz bycia widzianym i branym pod uwagę.

Kiedy respektujemy odmowę, nie budujemy strategii unikania,
lecz zaufanie i gotowość do współpracy.

Oczywiście wymaga to wiedzy, uważności i odpowiednich ram.
Dlatego jeśli ktoś nie czuje się na siłach, by świadomie pracować z odmową, wysłuchanie jej i uszanowanie jest już bardzo wartościowym krokiem.

Naszą odpowiedzialnością jest pokazać koniowi sens zadań,
dać mu czas i przestrzeń, by mógł je zrozumieć.
Tylko wtedy możemy mówić o prawdziwej zgodzie konia.
I tylko wtedy mamy konia, który myśli, wybiera i podejmuje decyzje, a nie jedynie reaguje.

Wiedza behawioralna jest jednym z elementów rozumienia procesu uczenia się koni, ale stanowi jedynie niewielką część obrazu.

Jak już napisałam, koń jest istotą o bardzo bogatym życiu wewnętrznym, dlatego nie patrzę na niego wyłącznie przez pryzmat zachowania.

Zmiana zachowania na oczekiwane nie jest dla mnie równoznaczna z sukcesem.

Znacznie ważniejsze jest pytanie:
JAK KOŃ SIĘ CZUJE.

Bo prawdziwa odpowiedzialność w treningu to nie tylko efekty w zmianie zachowania,
ale dobrostan fizyczny i psychiczny, zaufanie, dialog i wewnętrzna zgoda konia na bycie w tej sytuacji.

DELIKATNOŚĆ NIE JEST SŁABOŚCIĄ.JEST KOMPETENCJĄ.W jeździectwie wiele osób słyszy, że są „za delikatne”., że powinny być ...
25/02/2026

DELIKATNOŚĆ NIE JEST SŁABOŚCIĄ.
JEST KOMPETENCJĄ.

W jeździectwie wiele osób słyszy, że są „za delikatne”., że powinny być bardziej stanowcze., że koń „musi robić, co mu każemy”., że miękkość to naiwność.

A przecież miękkość jest dobra.
Miękkość oznacza zdolność czucia.
Zdolność zauważania subtelnych sygnałów.
Zdolność regulowania siebie, zanim spróbuje się regulować drugą istotę.

Delikatność nie jest pasywnością ani brakiem granic. Jest aktywną, świadomą obecnością, w której człowiek potrafi działać bez manipulowania zachowaniem konia poprzez strach lub inne dominacyjne formy.

Delikatność wymaga czucia i wiedzy.

Presja sama w sobie nie jest czymś złym — jest częścią komunikacji.

Jednak różnica pojawia się wtedy, gdy wygłuszamy delikatność, a presja:
– narasta, eskaluje,
– ma zbyt dużą intensywność,
– nie daje koniowi przestrzeni na odpowiedź „nie”,
- nie daje czasu na odpowiedź,
- nie daje czasu ani zgody na poszukiwanie własnej odpowiedzi.

W takich momentach układ nerwowy konia przestaje odbierać bodźce, sygnały jako informację. Zaczyna odbierać je jako zagrożenie.

Reakcja bywa wtedy szybka i wyraźna — ale nie dlatego, że koń zrozumiał sens zadania, lecz dlatego, że musiał się dostosować.

To ważne rozróżnienie: między uczeniem się, a adaptacją.

Nauka wygląda inaczej niż podporządkowanie, adaptacja do warunków, na które nie ma się wpływu.

Gdy koń się uczy:
– pozostaje w kontakcie z sobą samym,
– pozostaje w kontakcie ze swoim ciałem,
– ma dostęp do emocji i ciekawości,
– może eksperymentować, mylić się, próbować ponownie.

Z zewnątrz nie zawsze wygląda to „idealnie”. Czasem wolniej. Czasem mniej spektakularnie.

Ale wewnętrznie oznacza:
– rozwój,
- umiejętność podejmowania decyzji,
- uczestniczenie w zadaniu,
– poszerzanie zdolności regulacji,
- poszerzanie okna tolerancji,
– budowanie zrozumienia i zaufania
- naukę ze zrozumieniem.

Delikatność wspiera właśnie ten proces.

Ktoś powie, a granice? Przecież musimy wyznaczać granice.
Tak, ale granice również nie wymagają agresji.

Granica nie jest gestem przeciwko koniowi.
Granica jest spotkaniem dwóch autonomicznych istot.
Jest momentem, w którym człowiek pozostaje sobą — i jednocześnie uznaje odrębność drugiego ciała, drugiego układu nerwowego, drugiego świata doświadczeń.

To świadomość tego, gdzie kończę się ja, a gdzie zaczyna się koń — w przestrzeni, w ruchu, w emocjach.
Granica nie potrzebuje agresji ani dominacji, bo nie rodzi się z lęku przed utratą kontroli.
Rodzi się z obecności, uważności i gotowości do bycia w relacji także wtedy, gdy pojawia się napięcie.
Gdy granica jest relacją, staje się czytelna i bezpieczna — nie dlatego, że ktoś ją wymusza, ale dlatego, że obie strony mogą ją poczuć.
Stawianie granic nie oznacza dominacji. Nie oznacza siłowego narzucania swojej woli. Nie oznacza odbierania koniowi sprawczości.

Trening to PROCES, nie sytuacja kryzysowa.

Dominacja może być uzasadniona tylko w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia — wtedy, gdy nie ma czasu na dialog, a przejęcie kontroli służy ochronie, nie władzy. To moment, w którym reagujemy instynktownie: by zatrzymać konia przed wbiegnięciem na drogę, powstrzymać panikę, zapobiec wypadkowi. Ale trening nie jest sytuacją kryzysową. To nie akcja ratunkowa, tylko proces uczenia, słuchania, budowania porozumienia i wzajemnego zaufania. A jednak w świecie jeździeckim często trening jest traktowany tak, jakby był sytuacją kryzysową. I z tego wynika eliminowanie delikatności, wrażliwości, łagodności, troskliwości.

Zatem jeszcze raz.
Trening to proces:
– rozmowy,
– wzajemnego uczenia się,
– testowania, eksperymentowania,
– budowania nowych wzorców w ciele i emocjach.

Delikatność nie spowalnia tego procesu. Ona sprawia, że ten proces naprawdę zachodzi, ze zrozumieniem i poczuciem sensu.

Bo koń, który czuje się bezpiecznie, nie musi się bronić, nie musi się wycofywać, nie musi rezygnować z siebie.

Może być obecny. Może się uczyć. Może współtworzyć relację.

I właśnie to jest prawdziwa siła łagodności.

Zatem:
👉 Jeśli jesteś wrażliwa/y.
👉 Jeśli czujesz emocje konia.
👉 Jeśli coś w Tobie mówi, że można inaczej, łagodniej, troskliwiej, delikatniej.

To znaczy, że masz dostęp do najrzadszej formy siły, MOCY w jeździectwie.

Siły, która nie potrzebuje strachu ani nie buduje posłuszeństwa kosztem wolności.

Delikatność to nie słabość. To nie brak działania.
To najwyższa forma mocy — mocy, która wynika z samokontroli, świadomości, wiedzy, odwagi dialogu i gotowości do usłyszenia drugiej istoty.

Poprowadzić i uczyć bez przemocy potrafią tylko ci, którzy naprawdę panują nad sobą, są świadomi i uważni.

Jeśli jesteś łagodna/y — nie zmieniaj się, proszę.
Nie oddawaj swojej wrażliwości w zamian za akceptację środowiska.

To nie Ty jesteś za słaba/y. To świat, który boi się delikatności, nie dorósł jeszcze do Twojej siły. 💚

Każdy z nas ma swoje gorsze momenty.Każdy z nas popełnia błędy.Każdy z nas czasem mówi coś nie tak, reaguje zbyt impulsy...
22/02/2026

Każdy z nas ma swoje gorsze momenty.
Każdy z nas popełnia błędy.
Każdy z nas czasem mówi coś nie tak, reaguje zbyt impulsywnie, wybiera drogę, która okazuje się ślepą uliczką.

I każdy z nas ma prawo do refleksji.
Prawo do zatrzymania się.
Prawo do powiedzenia sobie: „To nie było takie, jak chciałam. Chciałem inaczej.”

Ale mamy też prawo do czegoś jeszcze — do puszczenia tego.

Błędy nie są dowodem naszej niewystarczalności. Są dowodem, że jesteśmy w drodze.

To właśnie dzięki pomyłkom zaczynamy lepiej rozumieć:
– kim naprawdę jesteśmy,
– jaka jest nasza droga,
– jak nie chcemy postępować,
– a jak chcemy reagować następnym razem.

Bez gorszych momentów nie ma świadomości.
Bez upadków nie ma siły.
Bez potknięć nie ma dojrzewania.

Nie bójmy się błędów.

Pozwólmy sobie na nie.

Nie bójmy się, że kiedyś znowu „zaliczymy upadek”, nawet jeśli wydawało się, że to już za nami. Rozwój nie jest linią prostą.
To ruch falą. To spirala.

Kiedy zdarzy się potknięcie — weźmy ten moment. Zatrzymajmy się i zapytajmy:
Co wydarzyło się tuż przed tym?
Jakie emocje były we mnie?
Czego wtedy potrzebowałam / potrzebowałem?
Jak zareagowałabym teraz?
Co mogę zrobić inaczej następnym razem?
Jakiej jednej małej zmiany chcę spróbować przy kolejnej podobnej sytuacji?

Analiza błędu jest ważna i potrzebna. To ona daje nam świadomość i pozwala wyciągać wnioski. Ale bardzo łatwo przekroczyć cienką granicę — z refleksji wejść w żal do siebie, w złość, w samokrytykę, która zamiast wspierać rozwój, zaczyna nas w nim blokować. Jeśli zostaniemy w tym stanie zbyt długo, zamiast rosnąć, zaczynamy grzęznąć w czarnym bagienku poczucia winy. A z tego miejsca trudno iść dalej.

Nie zostawajmy więc w żalu do siebie. Nie karzmy się złością za to, że jesteśmy ludźmi.

Zamiast tego — podziękujmy sobie.
Za odwagę próbowania.
Za to, że wciąż jesteśmy w procesie.
Za to, że możemy się uczyć.

Bo to właśnie dzięki tym momentom rośniemy.
Dzięki nim stajemy się bardziej świadomi.
Bardziej łagodni.
Bardziej pewni siebie.
Bardziej sobą.
Bardziej prawdziwi.

A jeśli czujesz, że ten post jest do Ciebie — sprawdź, czy może jest też o tym, że Twój koń również ma prawo do błędów… i że to właśnie dzięki nim, przy Twoim wsparciu, może wzrastać. 💛

fot. Malgorzata Mikolajczyk Photography

Uwierzyć swojemu koniowi — i rozwinąć skrzydła razemWyobraź sobie, że stoisz przy swoim koniu. Czujesz jego oddech, mięk...
20/02/2026

Uwierzyć swojemu koniowi — i rozwinąć skrzydła razem

Wyobraź sobie, że stoisz przy swoim koniu. Czujesz jego oddech, miękkość sierści, ciepło ciała. Jest tu z Tobą. Nie dlatego, że musi. Nie dlatego, że nie ma wyboru. Jest tu, bo wybiera Twoją obecność.

Co się w Tobie wtedy pojawia? Ciepło? Spokój? Lekka ciekawość? A może radość, że chce dzielić z Tobą ten moment?

To jest właśnie punkt wyjścia — czucie i obecność, zanim zaczniemy mówić o nauce, sygnałach czy ograniczeniach. Z tej pozycji możesz zacząć wierzyć w swojego konia, bez oceniania, bez kontroli, z pełnym zaufaniem do jego chęci być tu z Tobą.

Wielu ludzi nie wierzy w to, że koń może chcieć być z nimi. Myślą, że jest przy nich tylko dlatego, że musi lub tylko dlatego, że dostaje smaczki. I przez to sami czują się źli, winni, niepewni, gorsi lub słabi. Chcą „poprawiać siebie i konia”, bo wierzą, że coś jest nie tak.

Moją Biankę traktowałam zawsze jak nieposkromionego dzikiego mustanga. Patrzyłam na nią z zachwytem nie tylko wtedy, gdy wykonywała to, o co prosiłam, ale też wtedy, gdy odmawiała, mówiła „nie” i podążała własną drogą. W takich chwilach widziałam w niej całe piękno i siłę bycia sobą — dzikie serce, autonomie, niezależność i autentyczność, które zapierały dech w piersiach.

Nie chciałam jej złamać ani manipulować nią.

Ufam jej. To uczyło mnie wierzyć w jej chęć bycia ze mną, nie z przymusu, lecz z wyboru.

Kiedy mówiła tak, była w tym całym sercem.

Twój koń też może chcieć być przy Tobie. Chce współpracować, chce kontaktu, chce spędzać z Tobą czas — i to nie dlatego, że musi, ale dlatego, że wybiera Twoją obecność.

Możesz śmiało uwierzyć w swojego konia. Nie oceniaj go. Nie sprawdzaj. Obserwuj. Wspieraj.

Bądź przy nim. Ufaj mu.

Zastanawiaj się: co mu dziś utrudnia odpowiedź? Czy sygnał jest dla niego jasny? Czy jego ciało jest gotowe? Czy jego emocje mają przestrzeń, by spróbować?

Wyobraź sobie teraz coś jeszcze: kiedy dotykasz swojego konia, dotykasz go ręką, która wierzy w każdą jego odpowiedź, która nie ocenia, nie poprawia, nie wymusza — tylko wierzy. Obserwuj, jakie zmiany przychodzą: mięknie jego ciało, oddech staje się spokojniejszy, pojawia się ciekawość i odwaga do próby, otwiera się na mówienie prawdy o tym kim jest i czego potrzebuje.

Każdy koń ma swoje ograniczenia: fizyczne, emocjonalne, poznawcze. Obserwując go uważnie, zamiast osądzać, widzimy te ograniczenia i możemy odpowiednio dostosować zadanie: zmienić rytm, timing, zmienić zadanie, podzielić ćwiczenie, zatrzymać, zacząć od początku lub zakończyć. A czasem warto wyjść poza utarte schematy i znaleźć rozwiązanie dopasowane do niego — z ciekawością i otwartością, z uwzględnieniem jego indywidualności oraz indywidualnego pojmowania świata i rozumienia sygnałów.

Pozwól sobie na wszystko co czujesz, że jest potrzebne w danej chwili. Nie słuchaj innych głosów, usłysz tylko to co wychodzi z Twojego serca i z serca Twojego konia. Uwierz w to. Uwierz w Was.

Wiara w konia nie oznacza rezygnacji z granic. Nie odbiera relacji. Wręcz przeciwnie: kiedy przestajesz podejrzewać i zaczynasz wierzyć, powstaje przestrzeń do kontaktu. Ciało się rozluźnia, ręce stają się łagodniejsze, głos spokojniejszy. A dla konia to często zmiana całego świata.

Wyobraź sobie relację dwóch istot, które naprawdę w siebie wierzą. Wierzą, że chcą spędzać razem czas, że chcą się uczyć i próbować. W takiej relacji pojawia się lekkość, ciekawość, śmiech, a błędy nie niszczą więzi, ani nie niszczą procesu nauki, tylko je pogłębiają.

I wtedy pojawia się magia. Nie dlatego, że koń musi. Nie dlatego, że wymuszamy efekt. Ale dlatego, że koń czuje się widziany, przyjęty i chciany w tej relacji, taki jaki jest.

Wreszcie może być sobą. I Ty też. I wtedy próbujecie, eksperymentujecie, staje się sobie obecni. Skrzydła rosną po obu stronach.

Wiara w konia to nie romantyczna idea. To świadoma decyzja poznawcza i emocjonalna: wierzyć w jego chęci, dostrzegać jego ograniczenia, odpowiadać uważnie, a nie osądzać, czy oceniać.
Decyzja, która zmienia jakość komunikacji i kierunek procesu uczenia — i która pozwala rozwijać skrzydła zarówno Tobie, jak i Twojemu koniowi.

Fot. Malgorzata Mikolajczyk Photography

Dlaczego jedno nagranie wywołało falę potępienia, a codzienne praktyki — oparte na tych samych mechanizmach — pozostają ...
18/02/2026

Dlaczego jedno nagranie wywołało falę potępienia, a codzienne praktyki — oparte na tych samych mechanizmach — pozostają społecznie akceptowane, a nawet nauczane na treningach wszelkiej maści oraz w szkółkach jeździeckich jako „poprawne”?

W ostatnim czasie w mediach społecznościowych obserwowałam zbiorowe oburzenie, które już ucichło. Było głośno o jednym nagraniu. Jednym uderzeniu bata. Jedną trenerką.

A ja nie mogę przestać zadawać sobie pytania i wszystko we mnie krzyczy: czym to właściwie różni się od tego, co w jeździectwie dzieje się każdego dnia - zarówno wobec koni, jak i ludzi?

Może ten post nie spodoba się wielu osobom, może powinnam o tym temacie pisać w delikatniejszy sposób,
ale chcę być szczera: mam dość obłudy i zakłamania.

Dlaczego nagle bat staje się problemem, kiedy ktoś ujawnia film trenera lub trenerki, którzy biją nim konia, skoro od lat akceptowane i normalizowane są:
– cztery fazy, czyli eskalowanie presji aż do bólu,
– „jedno szybkie uderzenie”,
– „pyknięcie batem bez intencji bicia”,
– narastającą presję sprzedawaną jako konsekwencję, zamiast nazwać ją po imieniu - szantażem,
– strach nazywany respektem,
- posłuszeństwo mylone z dobrą relacja,
- wyłączenie konia, mylnie nazywane zrelaksowanym koniem?
Tych przykładów jest o wiele więcej.

Dlaczego ten ostatni, ujawniony obraz bardziej oburza społeczeństwo niż wszystkie inne uderzenia bata?

Dlaczego ten obraz oburza bardziej, niż codzienność w szkółce jeździeckiej, gdzie uczy się dzieciaki bić batem, istotę, którą kochają? (Tu jest wiele jeszcze do dopowiedzenia, ale to innym razem.)

Dlaczego codziennie pozwala się na system, w którym tkwi jeździectwo - system, który uczy, że przemoc jest dopuszczalna, jeśli tylko zmieni się narrację tak, by wyglądała na coś innego?

Trening nie jest sytuacją kryzysową.
Nie jest akcją ratunkową.
Nie jest stanem zagrożenia życia, w którym „trzeba działać natychmiast”.

Trening jest procesem.
Procesem uczenia się, dialogu, prób i błędów, eksperymentowania, wzajemnego dostrajania się.

Jest przestrzenią, w której koń ma prawo nie zrozumieć,
ma prawo wykonać zadanie inaczej lub go nie wykonać,
ma prawo potrzebować czasu, cierpliwości, zrozumienia, kreatywności, elastyczności, wiedzy.

Jeśli w treningu pojawia się presja typowa dla sytuacji awaryjnej,to znaczy, że problemem nie jest koń —ale sposób, w jaki człowiek radzi sobie z własną frustracją, lękiem i potrzebą kontroli.

Szczególnie boli mnie moment, w którym przemoc jest nie tylko stosowana,ale estetyzowana, maskowana, normalizowana.
Czuję głęboką irytację, sprzeciw i niezgodę na obłudę oraz nieuczciwość.

Delikatność, wrażliwość i troskliwość są dziś jednocześnie wyśmiewane i cynicznie wykorzystywane.

Powstają wizerunki „trenerów bazujących na relacji”, „trenerów mówiących o komunikacji i szacunku do konia” etc, za którymi kryją się metody jeszcze bardziej agresywne, bo sprytnie ubrane w język subtelności lub „naturalności”.

To jest przemoc do której dorabiana jest teoria, by wywołać wrażenie, że nie jest przemocą, nie jest agresją, nie jest dominacją. I ona jest dla mnie szczególnie nie do przyjęcia, jest niebezpieczna. Jest oszustwem dla koni i ludzi.

Słyszę, że bat to „przedłużenie ręki”.
Słyszę, jak ludzie mówią o sobie: delikatni, wrażliwi, empatyczni.Słyszę, jak mówią o „pracy z energią”, „regulacji”, „relaksacji”.
A potem okazuje się, że ta „energia” to po prostu bat i szantaż.Użyty wtedy, gdy nikt nie patrzy… albo patrzy, ale jest do tego dopowiedziana wymówka.

To jest oszustwo.To jest manipulacja odbiorcą.To jest sprzedawanie przemocy w estetycznym opakowaniu.

Kiedy wreszcie opadną maski?
Jedna już opadła, ale ich jest jeszcze wiele, bardzo wiele.

Na koniec dopiszę jeszcze jedną rzecz, bo jest dla mnie ważna.Jeśli ten post wzbudza w kimś trudne emocje — rozumiem to.
Ten temat dotyka obszaru, w którym wielu z nas było lub wciąż jest.

Jestem w jeździectwie od prawie 40 lat. Przeszłam przez tradycyjną szkółkę jeździecką, nauki instruktora wywodzącego się z kawalerii, przez trenera WKKW, ujeżdżeniowego, przez różne nurty i systemy szkoleniowe — w tym Parelli. Byłam częścią świata zawodów, trenowania koni do szkółki jeździeckiej i środowiska, w którym określone metody były nie tylko akceptowane, ale uznawane za jedyne „poprawne”.

W tym kontekście bat był narzędziem, którego użycie było normalizowane, uzasadniane i wpisane w system.
Tak — bywał w mojej ręce. Nie dlatego, że nie wiedziałam, co robię, ale dlatego, że tak wyglądała wiedza i praktyka, do których miałam wtedy dostęp.

Nie piszę tego z pozycji osoby „bez winy”. Piszę to z pozycji osoby, która tę drogę przeszła, zobaczyła jej konsekwencje i wzięła za nie odpowiedzialność.

Nie zaprzeczam temu, gdzie byłam.
Nie wybielam przeszłości.
Ale też nie udaję, że nie wolno z niej wyciągać wniosków.

Dzięki wyjściu poza ramy systemu, uwolnieniu mojego serca z systemu i dzięki Emotional Horsemanship by Lockie Phillips miałam odwagę do tego by zacząć postępować inaczej, by stać się głosem koni.

Od 9 lat pracuję z końmi bez dominacji, bez przemocy i bez bata.

Systemy można opuszczać.
Narracje można kwestionować.
A własną drogę można zmienić — niezależnie od tego, jak długo szło się inną.

Od 9 lat koń jest u mnie naprawdę na pierwszym miejscu i tak zostanie już zawsze.

Wdzięczność nie zaczyna się wtedy, gdy wszystko układa się dobrze, lecz wtedy, gdy uczymy się widzieć sens także w tym, ...
02/02/2026

Wdzięczność nie zaczyna się wtedy, gdy wszystko układa się dobrze, lecz wtedy, gdy uczymy się widzieć sens także w tym, co trudne.

Nie jest efektem komfortu ani spokojnych okoliczności — jest świadomym wyborem w relacji z życiem, sposobem pozostawania obecnym i odpowiedzialnym niezależnie od tego, co przynosi droga.

Każdego dnia czuję wdzięczność za nasze miejsce i za drogę, która do niego prowadziła. Długą, wymagającą, często trudną. Za marzenie, które było sprawdzane każdego dnia – w decyzjach, w odpowiedzialności, w gotowości, by nie odchodzić od tego, co naprawdę ważne.

Miłość do koni była dla mnie punktem odniesienia w momentach największego napięcia. To ona przypominała mi, po co idę dalej. Gdy pojawiały się wątpliwości, brak zrozumienia i głosy, które nie wierzyły w moje wybory, szukałam nie usprawiedliwień, lecz rozwiązań. I szłam dalej.

Droga do spełniania marzeń nie jest opowieścią o lekkości. To proces, w którym człowiek jest nieustannie konfrontowany z pytaniem o intencję, gotowość i odpowiedzialność. Każdego dnia w inny sposób.

Moje ciało i mój układ nerwowy niosą ślad tego czasu. To była intensywna lekcja wytrwałości.�Czy było warto? Tak.

To kolejna przeprowadzka z końmi, ale tym razem – docelowa. Jesteśmy w miejscu, które mogę nazwać domem. Miejscu, w którym mogę dbać o konie w zgodzie z tym, co od lat było dla mnie ważne: dobrostan, spokój, realny komfort i przestrzeń do życia, do SZCZĘŚLIWEGO ŻYCIA.

Przed nami jeszcze wiele pracy. Jesteśmy na początku procesu, który będzie się rozwijał krok po kroku. Z uważnością i wdzięcznością za to, że wreszcie możemy być tu razem.

Kiedy wracam myślami do miejsca, w którym byłam dziewięć lat temu, widzę wyraźnie skalę tej drogi.

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy byli ze mną w tej drodze. Tym, którzy mnie wspierali – i tym, którzy we mnie nie wierzyli. Bo to właśnie oni przyspieszyli mój rozwój, pomogli mi jeszcze mocniej stanąć w swoich wartościach i upewnić się, czego naprawdę chcę.

Tak bardzo, że nie odpuszczę.

Jestem wdzięczna mojej całej rodzinie, a w szczególności mężowi i dzieciom – za zgodę na głęboką zmianę. Za odwagę, by odejść od wygody na rzecz czegoś, co wymaga więcej, ale ma sens.

Marzenia nie „spełniają się” same. To my je spełniamy — swoją konsekwencją, decyzjami, pracą i gotowością, by brać odpowiedzialność za obrany kierunek.

Spełnianie marzeń wymaga wiary w sens drogi, cierpliwości, odwagi do wychodzenia poza strefę komfortu, otwartości na naukę i zmiany, uczciwości wobec siebie, szacunku do innych oraz wierności własnym wartościom.

Nic nie dzieje się samo.

Każdy krok, także ten trudny, ma znaczenie i prowadzi dalej.

Wdzięczność pomaga to zobaczyć — również wtedy, gdy jest niewygodnie. To ona pozwala nie zatrzymywać się na narzekaniu, lecz brać lekcje i możliwości, które pojawiają się po drodze do domu.

Wdzięczność nie jest nagrodą na końcu drogi.

Jest postawą, którą można praktykować każdego dnia i we wszystkim co robimy.

Sięgajcie po swoje marzenia, z ufnością i wdzięcznością za to co przynosi drogą do nich.

Jestem dla Was i Waszych koni.

23/01/2026

❄️ O derkach zimą już było — teraz czas na dietę, bo ona jest absolutnym fundamentem funkcjonowania konia w mrozie.

Na pierwszym miejscu zawsze jest dobrej jakości siano.

I warto to powiedzieć bardzo jasno: nic w diecie konia nie jest w stanie go zastąpić.

Żadna pasza treściwa, żadne suplementy, warzywa ani inne dodatki nie przejmą roli siana. Tylko trawienie włókna daje koniowi stabilną energię i realnie ogrzewa organizm od środka — wszystko inne może być jedynie dodatkiem, nigdy podstawą.

🌾Fermentacja włókna strukturalnego z siana w jelicie grubym prowadzi do produkcji lotnych kwasów tłuszczowych, które stanowią główne źródło energii konia oraz generują ciepło metaboliczne — proces ten nie zachodzi przy trawieniu pasz treściwych ani warzyw.

Siano musi być podawane w takich ilościach, aby całe stado miało stałe poczucie bezpieczeństwa, że jedzenia nigdy nie zabraknie. Nie zostawiamy „resztek do dojedzenia”. Dla konia pusta siatka czy ziemia bez siana to realny sygnał braku — wtedy rosną emocje, napięcie w ciele, a traci na tym zarówno organizm, jak i relacje w stadzie.

🌾 Siano i woda to podstawy podstaw.
Bez nich nie ma zdrowia.

💧 Woda zimą jest równie kluczowa, choć często bardziej problematyczna. Odpowiednie nawodnienie wspiera trawienie włókna, pracę jelit i zapobiega kolkom, które zimą zdarzają się znacznie częściej.

Nawet „niezamarzające” poidła potrafią zamarzać — dlatego naszym zadaniem jest dopilnować, aby konie zawsze miały dostęp do wody.
Na przyszły rok planuję poidła podgrzewane — ciepłą wodę konie piją najchętniej, a przecież dokładnie o to nam chodzi.

Dopiero na tej bazie pojawia się pasza treściwa — zawsze dopasowana do warunków, temperatury, wydatku energetycznego i konkretnego konia.

Do tego suplementy i zioła dobierane indywidualnie, często na podstawie badań, by realnie wspierać odporność, mięśnie, układ nerwowy i trawienny.

Nie wyobrażam sobie, aby konie nie były traktowane indywidualnie. Przygotowywanie misek osobno dla każdego konia sprawia mi ogromną przyjemność. Widzieć, że każdy z nich dostaje dokładnie to, czego potrzebuje jego organizm, to coś bardzo satysfakcjonującego. ❤️

A wszystko to dzieje się we współpracy z cudownymi, troskliwymi właścicielkami, które z taką samą uważnością dbają o swoje konie. To wspólna praca, wspólna odpowiedzialność i wspólna troska.

W praktyce oznacza to jedno: solidna baza w postaci siana i wody dla całego stada, a dopiero na niej — uważnie dobrana pasza treściwa, suplementy i zioła, skrojone pod konkretnego konia i jego aktualne potrzeby. 🌿🐴

Adres

Śladów 8
Brochów
05-088

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Marta Wieczorek umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Marta Wieczorek:

Udostępnij

Kategoria