Gabinet weterynaryjny Na Łąkowej

Gabinet weterynaryjny Na Łąkowej Kontakt telefoniczny 665510646

💔
14/03/2026

💔

Pamiętam tego psa bardzo dobrze. Miał na imię Solo.
Czternaście lat. Nie pamiętam już dokładnie dnia tygodnia ani godziny. Ale pamiętam jego oczy. Wspaniały stary wyżeł weimarski.
Pamietam tez diagnozę. Nowotwór, który przez kilka miesięcy powoli odbierał mu siły.
Jeszcze niedawno chodził nad jezioro. Pływał. Przynosił patyki.

Tego dnia ledwo stał na łapach.

Przyszedł z nim starszy mężczyzna. Jeden z tych opiekunów, którzy nie mówią dużo.Usiadł na podłodze obok psa jeszcze zanim zaczęliśmy rozmawiać.
Pies położył głowę na jego kolanie. Przez chwilę rozmawialiśmy o chorobie.
O tym, co się zmieniło w ostatnich tygodniach. O tym, że pies przestał jeść. Że w nocy już nie wstaje. Ze zgasła radość w jego oczach…

Znam dobrze ten ton. Znam te spojrzenia. Znam te rozmowy, które w pewnym momencie prowadzą do jednego miejsca.
Czasami ktoś zadaje pytanie. Czasami ktoś tylko kiwa głową.

Podaliśmy sedację. Zasnął spokojnie. Gabinet robi się bardzo cichy. Odszedł.

Kiedy wszystko się skończyło, mężczyzna siedział jeszcze chwilę obok niego i głaskał go po głowie.
A potem powiedział tylko jedno zdanie, którego ciężar słyszałem w swojej pracy setki razy.

„Mam nadzieję, że zrobiłem dobrze.”

Ale ciężar tego momentu zaczyna się znacznie później.

Kiedy człowiek wraca do domu. Kiedy drzwi zamykają się za nim i nagle okazuje się, że nikt nie podbiega.
Nikt nie stuka pazurami o podłogę. Nikt nie podnosi głowy z legowiska.
Miska stoi w kuchni dokładnie tam, gdzie zawsze stała. Smycz nadal wisi przy drzwiach.
W rogu pokoju leży zabawka, której nikt już nie podniesie. Nagle okazuje się, że w mieszkaniu jest miejsce, w którym jeszcze wczoraj leżał pies.

I że to miejsce jest teraz puste.

Wieczorem dom robi się cichy w sposób, którego nigdy wcześniej tam nie było.
W tej ciszy zaczynają pojawiać się myśli.
Najpierw nieśmiało. Prawie niezauważalnie.

Może mogliśmy poczekać jeszcze dzień?
Może była jeszcze jakaś terapia?
Może on jeszcze chciał być tutaj trochę dłużej?

To właśnie w tej ciszy, w tej tęsknocie, w rozdartym sercu rodzi się coś, o czym wielu opiekunów mówi później bardzo często.

Poczucie winy.

Z perspektywy lekarza weterynarii to jedna z najczęstszych emocji, które pojawiają się u opiekunow po eutanazji zwierzęcia.
Wielu jest tym zaskoczonych. Spodziewają się smutku, tęsknoty, żalu.
Tymczasem bardzo szybko pojawia się również coś jeszcze – uporczywa potrzeba wracania myślami do tamtego dnia i zadawania sobie jednego pytania:

Czy zrobiłem dobrze?

Psychologia opisuje ten mechanizm bardzo precyzyjnie.
Po trudnym wydarzeniu umysł zaczyna wracać do przeszłości i układać scenariusze tego, co mogło potoczyć się inaczej.
Co by było, gdybyśmy podjeli inna decyzje.
Gdybyśmy poczekali jeszcze dzień. Gdybyśmy spróbowali jeszcze jednej terapii.

To naturalny mechanizm ludzkiego myślenia.

Nasz mózg próbuje odzyskać poczucie kontroli nad wydarzeniem, które było dla nas bolesne. Problem polega na tym, że te scenariusze powstają już po fakcie, w chwili kiedy znamy zakończenie historii.
W momencie podejmowania decyzji opiekunowie patrzą przede wszystkim na coś zupełnie innego: na cierpienie swojego zwierzęcia.

Kilka dni, tygodni lub miesięcy później ten kontekst zaczyna się zmieniać. Cierpienie znika z codzienności, ale pozostaje miłość i pustka.
A w pustce bardzo łatwo rodzą się pytania.

W przypadku eutanazji pojawia się jeszcze jeden ważny element.
W przeciwieństwie do większości strat w życiu człowieka opiekun staje się osobą współuczestniczącą w decyzji o momencie śmierci. To ogromny ciężar odpowiedzialności. Nawet jeśli decyzja podejmowana jest wspólnie z lekarzem i wynika z troski o dobrostan zwierzęcia, wielu ludzi doświadcza jej później jako moralnego paradoksu.

Bo przez lata relacja ze zwierzęciem opierała się na opiece i ochronie. Na obietnicy, że będziemy przy nim i będziemy o nie dbać.
Tymczasem eutanazja wymaga zgody na coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak zaprzeczenie tej obietnicy. Decyzja podjęta z miłości może być odczuwana jak zdrada.

Do tego dochodzi jeszcze jeden kontekst, o którym szerzej pisałem już w innym felietonie – zjawisko nieuznanej żałoby. Strata zwierzęcia wciąż bywa społecznie bagatelizowana. Kiedy ból nie znajduje przestrzeni do wypowiedzenia, często wraca w innej formie. Jedną z nich jest właśnie poczucie winy.

Z czasem jednak wielu z nich zaczyna zauważać coś, co w pierwszych dniach po stracie jest bardzo trudne do zobaczenia. Przypominaja sobie, ze w chwili podejmowania decyzji kierowali się nie własną wygodą, nie zmęczeniem, nie chęcią zakończenia problemu.

Kierowali się miłością.

Patrzyli na zwierzę, które było częścią ich życia przez kilkanaście lat. Widzieli jego cierpienie, jego słabnące ciało, jego trudność w oddychaniu, w chodzeniu, w jedzeniu. I wzięli na siebie ciężar decyzji, której zwierzę samo podjąć nie mogło.

To ogromna odpowiedzialność.

Być może jedna z największych, jakie pojawiają się w relacji człowieka ze zwierzęciem.
Dlatego właśnie poczucie winy tak często pojawia się po eutanazji. Nie dlatego, że decyzja była zła. Ale dlatego, że była tak trudna bo dotyczyła kogoś, kogo bardzo się kochało.
I właśnie dlatego tak bardzo boli.

Dziś z perspektywy wielu lat pracy z opiekunami zwierząt mogę powiedzieć jedno.
Wiem, że jest wam ciężko.
Wiem, że wielu z was wraca codziennie do tej chwili w myślach mimo ze minelo tygodnie, czasem miesiące, czasem lata.
Wiem, że pojawia się poczucie winy, które nie chce zniknąć.
Że serce potrafi się wtedy rozdzierać na miliony kawałków. Wiem…

Bo eutanazja jest jedyną decyzją w opiece nad zwierzęciem, w której człowiek bierze na siebie coś, czego tak bardzo nie chce unieść. Ciężar ostatniej decyzji.

I jeśli dziś, po czasie, czujecie w sercu ten ciężar…
jeśli wracacie do tamtego dnia i zastanawiacie się, czy mogliście zrobić coś inaczej…to bardzo często oznacza tylko jedno.

Że byliście dla swojego zwierzęcia naprawdę dobrymi opiekunami.
Bo tylko ludzie, którzy kochali naprawdę mocno, potrafią tak bardzo bać się, że mogli wtedy zrobić coś nie tak.

Kuba.

19/08/2025

⚖️ Czy opieka medyczna nad zwierzętami działa jak u ludzi? Nie. I to kluczowa różnica.

🏥 Gdy choruje człowiek – leczenie pokrywa Narodowy Fundusz Zdrowia, czyli system finansowany z naszych składek zdrowotnych. Mamy dostęp do refundowanych leków, badań i hospitalizacji.

🐶🐱 Gdy choruje zwierzę – wszystkie koszty ponosi właściciel. W Polsce nie istnieje system publicznego finansowania leczenia zwierząt. Nie ma „weterynaryjnego NFZ”, refundacji ani ryczałtów.
Nie ma obowiązkowych ubezpieczeń zwierząt jak w przypadku innych krajów UE.

💉 Każda wizyta, badanie, operacja, leki – są opłacane z własnej kieszeni opiekuna. A lekarz weterynarii musi utrzymać lecznicę i zespół bez żadnego wsparcia systemowego.

📊 Dlatego porównywanie cen usług weterynaryjnych do tych „z ludzkiej przychodni” jest błędem. To dwa zupełnie inne światy finansowania i odpowiedzialności.

📢 Świadomość tych różnic to krok do większego zrozumienia i wzajemnego szacunku.

Jestem lekarzem weterynarii. Każdego dnia z pełnym zaangażowaniem dbam o zdrowie i dobrostan zwierząt.Hejt i bezpodstawn...
04/08/2025

Jestem lekarzem weterynarii. Każdego dnia z pełnym zaangażowaniem dbam o zdrowie i dobrostan zwierząt.

Hejt i bezpodstawne oskarżenia bolą – nie tylko nas, ale i wszystkich, którym naprawdę zależy na zwierzętach.

Proszę: zanim ocenisz, spróbuj zrozumieć.

Za każdą decyzją stoją wiedza, doświadczenie i trudne wybory.

W jedności siła. Wybierajmy szacunek, nie nienawiść.

Usługa weterynaryjna nie daje nigdy gwarancji sukcesu, jedno co gwarantujemy to jest to, że wszystko co robimy - robimy z zaangażowaniem, wykorzystaniem naszej wiedzy, praktyki i doświadczenia i robimy to tak dobrze, jak tylko potrafimy. W sytuacjach kryzysowych, gdy pojawiają się wąrpliwości co do działań lekarza weterynarii o ewentualnej winie decydują odpowiednie organy dyscyplinarne Samodządh Lekarsko- Weterynaryjnego oraz niezależne sądy powszechne. To one mają kompetencje, by oceniać postępowanie w sposób rzetelny i zgodny z prawem, a nie opinia publiczna oparta na emocjach i niepełnych informacjach.

13/05/2024

URLOP do 21 .05

24/03/2024

Uwaga wszystkie wizyty z tego tygodnia przełożone lub anulowane. Przebywam w szpitalu na zwolnieniu. Bardzo mi przykrow związku z zaistniałą sytuacją.

15/03/2024

Niestety nadal aktualne......

Wiary, która odmieni nasze serca. Nadziei, że jutro będzie lepsze. Miłości, która przetrwa najgorsze momenty w życiu i z...
24/12/2023

Wiary, która odmieni nasze serca. Nadziei, że jutro będzie lepsze. Miłości, która przetrwa najgorsze momenty w życiu i zdrowia, którego wszyscy potrzebujemy. Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

06/12/2023

Starość...

Medycyna gna do przodu. Świadomość opiekunów zwierząt gna do przodu. Możemy więcej i więcej nam się chce. Wszystko to prowadzi do tego, że zwierzęta żyją coraz dłużej. I dobrze! Zwierzęta są spoko, więc życie dłużej też jest spoko. Spoko jest też to, gdy człowiek skupia się na jakości życia, nie tylko na jego długości. Bo co z tego, że będę żył 150 lat, skoro od pięćdziesiątki będę egzystował w stałym bólu? To nie jest spoko. Dlatego zwiększająca się średnia życia naszych zwierzęcych przyjaciół stawia przed nami wyzwania. To nie jest konkurs w “kto dłużej”, a nieustająca walka o życie w komforcie.

Każdy okres życia ma swoją specyfikę. Podejście do noworodka, jest inne niż do podrostka, do podrostka inne niż młodego dorosłego itd. Zwierzę “stare” także wymaga podejścia specjalnego

STAROŚĆ TO NIE CHOROBA!

Najważniejsze wydaje się uświadomienie sobie, że starość nie jest chorobą. Nie możemy podejść do osobnika starego, popatrzeć na to że nie chodzi, nie je i robi pod siebie, wzruszyć ramionami i powiedzieć “starość. Co poradzisz?”. A widzisz! Właśnie o to biega, żeby starać się poradzić. Starość to nie jest choroba…

Każdy organizm starzeje się we własnym rytmie.. W przypadku zwierząt nie ma jednej ustalonej granicy. Nie da się jej wyznaczyć. Każdy gatunek, a nawet każda rasa osiąga starość w innym momencie. Możecie być starym trzynastoletnim yorkiem, albo starym pięcioletnim dogiem niemiecki. Taki szczur w wieku dwóch lat już nie jest pierwszej młodości, a dwunastoletni kot dopiero w starość wkracza.

Starość to nie choroba, jednak wydaje się niemożliwe aby przejść przez nią bez chorowania. Ciało się zużywa. Eksploatowane cały czas narządy nie pracują już tak wydajnie jak kiedyś i organizmowi coraz ciężej utrzymać równowagę. Rośnie szansa wystąpienia niewydolności konkretnego narządu, np. nerek, lub całego układu narządów, jak w przypadku niewydolności krążeniowo-oddechowej. Spada także wydolność układu immunologicznego, co sprawia że podobnie jak dzieciaki, staruszkowie mogą być podatniejsi na choroby zakaźne.

"Co zrobisz? Starość!"

Temu podejściu mówimy zdecydowane “stop!”. Zadaniem opiekuna zwierzęcia jest zapewnienie mu życia w komforcie. Na każdym jego etapie, ale w przypadku starszych podopiecznych szczególnie, ważne jest podejmowanie próby bycia o krok przed chorobą. Myślę, że dwoma najważniejszymi działaniami wyprzedzającymi są: dobrze karmić i regularnie badać. Nie jestem dietetykiem i nie będę się mądrzył w tej materii. Pamiętajcie jednak o tym, co pisałem wyżej: organizm nie jest już taki wydolny, jak kiedyś. Dotyczy się to również przewodu pokarmowego. Staruszkowie mają więc dostawać takie jedzenie, które dostarczy im odpowiednią ilość energii (a wymagania energetyczne staruszków wbrew pozorom nie są niskie) i substancji odżywczych, które zwierzę będzie w stanie z niego pobrać. Myślę, że niegłupim pomysłem byłaby konsultacja z dietetykiem. Serio. Karma z drogerii raczej się nie nada.

Z mojego punktu widzenia badania kontrolne mają olbrzymie znaczenie. Zawsze się cieszę, gdy opiekunowie przychodzą sprawdzić czy jest wszystko w porządku, mimo braku niepokojących objawów. Bo to właśnie klucz do sukcesu. Znaleźć problem zanim zwierzę zacznie nam dawać wyraźne sygnały. Zawsze łatwiej walczyć z chorobą w jej początkowym stadium. A co badać? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Moim zdaniem złotą trójką jest: badanie krwi (ale takie szersze, a nie morfologia + trzy parametry biochemiczne), badanie moczu i USG jamy brzusznej. Jeślibyście co jakiś czas zrobili zdjęcie klatki piersiowej to już w ogóle byłoby miodzio. Poza tym dobór badań powinien być dopasowany do pacjenta. Starszym kotom dobrze zrobi pomiar ciśnienia i kontrola hormonów tarczycy. Poza tym warto zerknąć co słychać u bioder i kręgosłupa - zwłaszcza u dużych psów, chociaż to wcale nie znaczy, że nie możecie mieć kota ze zmianami w stawie biodrowym. Wiadomo również nie od dziś, że bez serca żyć się nie da. ECHO odpowie Wam na pytanie, czy z pompką wszystko w porządku.

Mnóstwo możliwości. Mnóstwo szans, na to aby uniknąć zaawansowanych problemów lub zacząć walczyć z nimi odpowiednio prędko. Nic tylko korzystać.

BÓL

Najcięższym moim zdaniem wyzwaniem, stawianym przed opiekunami starszego pacjenta, jest walka z przewlekłym bólem. Dlaczego? Ponieważ zwierzę nie mówi, że boli. Albo nie mówi w sposób, który dla nas zawsze jest zrozumiały. Z tej właśnie przyczyny zdarza się, że zwierzak cierpi tygodniami, miesiącami. Czasem latami. Spadek wydolności wysiłkowej, skrócony spacer, trudność w podnoszeniu się z posłania i wiele innych objawów zrzuca się na karb starości. Tymczasem te zwierzęta po prostu mają problem. Problem, który przez ich ludzi jest bagatelizowany tylko, dlatego czworonogi że nie przyjdą do człowieka i nie powiedzą “brachu. Gdy wstaję bardzo bolą mnie biodra”.

Kiedy w trakcie wizyty zaczynam rozmowę o bólu często słyszę, że możemy go wykluczyć. Zwykle argumentem ma być fakt, że pacjent: nie piszczy, nie wyje itd. Nie zapominajmy, że marudzenie to domena ludzi. Większość zwierząt cierpi w ciszy. Objawy przewlekłego bólu bywają zwykle inne niż wokalizacja. Możemy tu wymienić:
- zmianę sposobu poruszania się, np. sztywny chód, kulawizny
- zmiany w postawie, np. wyginanie grzbietu, chodzenie z pochyloną głową
- problemy z utrzymaniem równowagi, oceną odległości
- niemożność w poruszaniu się po schodach, rezygnacja wchodzenia na łóżko, kanapę, drapak itd.
- trudności w oddawaniu kału i/lub moczu, rezygnacja z korzystania z kuwety
- zwiększona senność
- skrócenie się spaceru
- spadek apetytu
- unikanie dotyku w określonych miejscach
- agresja

Lista pewnie mogłaby być dłuższa. Chcę tylko zwrócić uwagę na fakt, że objawy nie zawsze są oczywiste. Poza tym ich wystąpienie nie musi oznaczać bólu. W przypadku zaobserwowania zmiany w zachowaniu u starszego pacjenta, zawsze należy wykluczyć także inne przyczyny.

Walka z bólem stawia nam spore wyzwanie. Ustalenie, że w ogóle boli, gdzie boli i dlaczego, zajmuje często wiele czasu. Podobnie ułożenie odpowiedniej terapii. Ale nie poddawajcie się. Nie ma nic gorszego niż życie w ciągłym bólu. Warto zawalczyć o to, aby taki los ominął naszych przyjaciół.

ZWIERZĘ A DEMENCJA?

Czy zwierzęta mogą cierpieć na demencję? Takie pytanie słyszę dość często. Zastanówmy się czym ona właściwie jest. Jest to postępujące zaburzenie funkcji intelektualnych. Pacjenci ludzcy mają problemy z pamięcią, wolniej myślą, zmienia się ich zachowanie. Zwana jest otępieniem starczym, ponieważ zwykle dotyka starsze osoby. Ciężko badać zaburzenia funkcji intelektualnych u zwierząt, ale wszystko wskazuje na to, że u czworonogów także możemy zaobserwować szereg zmian podobnych do tych u ludzi dotkniętych demencją.

Niektórzy nasi pacjenci stają się bardzo spowolnieni. Reagują wolniej na bodźce, sprawiają wrażenie jakby ich przerobienie zużywało coraz więcej czasu i energii. Bywa, że zwierzęta w jesieni życia stają się bardziej drażliwe, a nawet agresywne. Inne mogą wpadać w stan apatii. Reakcje, takie jak np. szczekanie na niewidzialnych wrogów, mogą sugerować przywidzenia. Niektóre zwierzaki zaczynają bać się znajomych osób i rzeczy lub tracą orientację w przestrzeni.

Oczywiście zwierzęta nie mówią, dlatego na razie nie jesteśmy w stanie stwierdzić wystąpienia wielu z zaburzeń dotykających ludzi. Mimo to, myślę że ze spokojnym sumieniem możemy stwierdzić, że nasi podopieczni mogą cierpieć na pewną odmianą demencji.

INNE ZMIANY W ŻYCIU STARSZEGO ZWIERZĘCIA

Starzenie się nie musi być związane ze zmianami przypominającymi demencję. Na funkcjonowanie staruszków, w otaczającym ich świecie, wpływa także wiele innych aspektów.

Weźmy takie narządy zmysłów. Z wiekiem większość widzi gorzej, inni nie słyszą tak dobrze jak kiedyś. Niektóre zwierzęta tracą całkowicie jeden ze zmysłów. Problemy ze wzrokiem utrudniają orientację w przestrzeni, wpływają na sposób poruszania. Mogą także prowadzić do urazów! Niedowidzący pies ma trudność z oceną dystansu. W takiej sytuacji można np. nie trafić w stopień, schodząc ze schodów, spadając i robiąc sobie krzywdę.

Wyzwaniem stają się codzienne czynności . Spadek masy mięśniowej, który prędzej dopadnie każdego staruszka sprawia, że parapet, drapak, czy kanapa lądują poza zasięgiem staruszka. Czasem nawet napięcie się do oddania kału, czy podniesienie, nogi aby podlać obiecującą kępkę trawy staje się dużym wyzwaniem.

Zmienia się także apetyt. Czasem starsi pacjenci grymaszą, czasem częściej poszczą. Niektórzy nie ogarniają czynności fizjologicznych. Inni więcej śpią.

Starość nie radość.

ŻYCIE ZE STARSZYM ZWIERZĘCIEM

Staruszkowi nie może się trafić nic lepszego nad kochającego i świadomego opiekuna. Wspólne życie może stawia im na drodze trochę wyzwań, ale wydaje mi się, że gdy kogoś kochamy to próba sprostania im nie doprowadzi do zniechęcenia.

Nie ma uniwersalnej recepty na ułatwienie życia zwierzęciu geriatrycznemu. Pewne punkty tego dzieła pojawiły się wyżej. Dobrze karmimy, badamy nawet jeśli wydaje nam się że nie trzeba i leczymy. Jeżeli jest to konieczne to przewlekle.

Zróbmy tu krótki przystanek. Może się okazać, że wasze zwierzę zachoruje na chorobę, której nie można wyleczyć. Pamiętajcie, że to że coś jest nieuleczalne, nie oznacza braku możliwości prowadzenia terapii. Z wieloma chorobami można żyć latami, jeżeli rzetelnie współpracuje się z lekarzem i reaguje na wszelkie nowe okoliczności.

Karmimy, badamy i leczymy jeżeli to konieczne. Czy można zrobić coś jeszcze? Zawsze można! Wszystko zależy od tego, jakie są potrzeby waszego podopiecznego. Przeanalizujcie co sprawia mu trudność i tu wprowadzajcie ulepszenia. Może będą to schodki na kanapę? A może dywan, likwidujący się ślizganie na panelach? Czasem trzeba zabezpieczyć schody, aby nie potrafiący przełożyć sił na zamiary zwierzak nie runął z nich w dół. Innym razem zrezygnować z wysokiej kuwety na rzecz czegoś niższego. Masz niewidome zwierzę? Zrezygnuj z przemeblowania - ułatwi mu to orientację w przestrzeni. Zawsze możecie coś usprawnić.

NAJWAŻNIEJSZY OBOWIĄZEK OPIEKUNA

Na koniec jedna istotna rzecz. Zwierzę ma po to człowieka, aby zrobił wszystko by nie musiało cierpieć. Trzeba to sobie wbić do głowy. NIE MUSI CIERPIEĆ. Jeżeli wszystko co robicie nie przynosi pozytywnych rezultatów, choroba/y postępuje/ą i widzicie, że to życie nie jest komfortowe, macie obowiązek pozwolić zwierzęciu odejść. Ta decyzja jest ciężka. Musi taka być, mimo to trzeba ją podjąć. Ja, wy, nasi bliscy, wszyscy będziemy cierpieć do samego końca. W tym kraju nie ma co liczyć na dobrą i godną śmierć. Zwierzęta są pod tym względem w lepszej sytuacji. Gdy wiecie, że nie można nic więcej zrobić nie wahajcie się zbyt długo, aby nie stać się powodem cierpienia istot, za które odpowiadacie.

I żeby nie kończyło się tak smutno. Staruszek to nie same problemy. Opieka nad starszym zwierzęciem to czas spokojnych spacerów, dostojnego wylegiwania i zwiększonego kontaktu dłoń-ciałko. Pewnie, szczeniackie harce już za Wami ale powolna jesień życia pozwala rozejrzeć się dookoła i w spokoju cieszyć się sobą. Dbajmy więc o naszych staruszków :)

13/09/2023

Proszę o kontakt Pana który był wczoraj z małą kotką na wydanie . Mam domek 👍

Adres

Ulica Łąkowa 37
Aleksandrow Łodzki
95-070

Telefon

+48665510646

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet weterynaryjny Na Łąkowej umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria