09/09/2026
Patrzę na to, co dzieje się w psim świecie i coraz częściej naprawdę nie wiem, jak to jest możliwe, że w XXI wieku osoby pracujące zawodowo z psami nadal nie rozumieją podstaw psiej komunikacji. I nie mówię tutaj o przeciętnym opiekunie, który właśnie wziął swojego pierwszego psa i dopiero zaczyna się uczyć. Mówię o behawiorystach, trenerach, instruktorach, osobach zajmujących się psami sportowymi, a także osobach pracujących z psami służbowymi. Ludziach, którzy z dumą mówią o kilkunastu czy kilkudziesięciu latach doświadczenia w pracy z psami.
Doświadczenie samo w sobie naprawdę niczego nie gwarantuje. Można pracować z psami dwadzieścia lat i przez dwadzieścia lat nie nauczyć się ich słuchać. Zamknąć się w przekonaniu o swojej wyjątkowości i przestać się edukować. I właśnie to jest chyba najbardziej przerażające.
Obecne czasy Instagram, Facebook, Tik Tok w dużej mierze narzucają nam pewien sposób tworzenia i odbierania treści. Ma być szybko, krótko i dynamicznie. Najlepiej w kilka sekund przyciągnąć uwagę i pokazać coś co wywoła emocje. Takie treści ogląda się chętniej, mają więcej wyświetleń, budują zasięgi. I chyba właśnie dlatego tak ogromną popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju materiały pokazujące „spektakularne metamorfozy" psów, efekt „przed” i „po”
Pies „przed”: reaktywny, agresywny, rzucający się na człowieka lub innego psa. Później efekt „po”: spokojny pies, wielka przemiana, spektakularny sukces. I oczywiście tysiące wyświetleń.
Tylko coraz częściej mam jedno pytanie: Czy ten pies naprawdę spontanicznie prezentował to zachowanie, czy ktoś najpierw celowo stworzył sytuację, która miała je wywołać?
Na tych filmach często widzimy człowieka frontalnie nachodzącego na psa, wchodzącego w jego przestrzeń, wpatrującego się i ignorującego sygnały, które powinny skłonić go do zwiększenia dystansu. Albo celowe naprowadzanie psa na psy idące naprzeciwko.
Pies próbuje komunikować dyskomfort, jest napięty, ma położone uszy, odwraca głowę, dyszy nerwowo, oblizuje się, itp. A kiedy to nie działa eskaluje. I wtedy mamy idealny materiał „przed”. Tylko czy naprawdę na tym powinna polegać praca z psem? Oczywiście są sytuacje, w których trzeba ocenić zachowanie psa lub świadomie pracować w określonych warunkach. Ale czymś zupełnie innym jest celowe stawianie psa w niekomfortowej sytuacji po to, żeby uzyskać mocniejszą reakcję przed kamerą. Pies nie jest narzędziem do robienia zasięgów. Dobra praca z psem nie zawsze wygląda spektakularnie. Często wręcz polega właśnie na tym, że uczymy się czytać komunikaty i nie doprowadzamy psa do eskalacji. Nie przekraczamy jego granic tylko po to, żeby sprawdzić, co zrobi. Nie tworzymy problemu po to, żeby później pokazać, jak świetnie go rozwiązujemy. Nagranie może mieć ogromne zasięgi, ale warto zadać sobie jedno pytanie dla kogo właściwie robimy tę pracę? Dla psa i jego opiekuna? Czy dla kolejnej rolki z dramatycznym „przed” i spektakularnym „po”? Jeśli zaczynamy świadomie prowokować psa do zachowania tylko po to, żeby dobrze wyglądało to w internecie, to przestaje być to edukacja. Zaczyna być widowiskiem kosztem psa.
Żal mi głównych bohaterów tych nagrań czyli niezrozumianych przez człowieka psów, które zamiast terapii behawioralnej, biorącej pod uwagę komunikację i dobrostan psa otrzymują konfrontację, na którą nie są gotowe na tym etapie pracy. To jest poziom rozumienia psa, który ma reprezentować osoba zawodowo z nim pracująca?
Problem polega na tym, że bardzo wielu ludzi nauczyło się mówić psu, co ma robić i skutecznie uzyskiwać pożądane zachowanie, ale nigdy nie nauczyło się słuchać tego, co pies mówi do nich. I później zaczyna się „praca nad problemem”. W tym miejscu od razu na myśl przychodzą mi grupowe treningi posłuszeństwa pewnych popularnych szkół. Nieistotne czy pies nadaje się na takie szkolenie czy nie, czy czuje się komfortowo i czy jest na to gotowy. Psy stoją obok siebie, wykonują komendy, leżą, zostają, czekają, znoszą przeskakiwanie przez opiekunów, jazdę upchnięte obok siebie w autobusie, czy chodzenie przy nodze ocierając się o psa przechodzącego obok. Pytanie: czy te psy naprawdę czują się komfortowo i wykonują zadanie bo chcą współpracować ze swoim człowiekiem i mu ufają? Czy po prostu nauczyły się, że muszą to wytrzymywać?
I żeby było jasne, grupowe treningi posłuszeństwa mogą być świetnym elementem treningu, zabawy i wzmacniania relacji, ale pod jednym warunkiem - że patrzymy na konkretnego psa, bo nie każdy pies potrzebuje tego samego. Uważam, że dobrze prowadzony trening posłuszeństwa jest potrzebny. Może być fantastycznym narzędziem. Może budować relację, komunikację, pewność siebie i bezpieczeństwo. Problemem nie jest posłuszeństwo. Problemem jest to, że czasami robimy z niego odpowiedź na wszystko. A nie wszystko da się naprawić komendą. Niepewności i stresu rozwiąże „siad”„zostań” czy „równaj”.
Zanim zaczniemy uczyć psa, czego od niego wymagamy, warto najpierw nauczyć się, co on komunikuje. Bo dla mnie kolejność powinna być prosta. Najpierw pies, jego emocje, jego komunikacja, granice i potrzeby. Dopiero później nasze cele treningowe, ambicje, wyniki, oczekiwania.
Można znać dziesiątki technik i wyznawać różne nurty. Można mieć dziesiątki kursów i certyfikatów. Można pracować z psami dwadzieścia lat. Ale jeśli nie rozumiesz podstawowych komunikatów wysyłanych przez psa, to nie ma mowy o skutecznej pracy. Psia komunikacja nie jest dodatkiem do treningu ani czymś, co można zostawić na później. Jest fundamentem, a bez fundamentu można oczywiście budować. Tylko nie powinno dziwić, że prędzej czy później coś zacznie się sypać.
P.S. Herkules wciąż czeka na dom w zabrzanskim schronisku!