27/08/2026
Jak mi się to udało, że Drops z radością przybiega, kiedy chcę zapiąć go na smycz, że reaguje na imię i nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy? Pierwsza myśl "nie wiem". Nigdy tego nie ćwiczyliśmy, samo wyszło. Dopiero jak sobie to zaczęłam analizować to rozumiem, że zrobiłam wiele dobrego żeby tak było tylko ta cała moja praca wyszła tak naturalnie, że nie zauważyłam procesu. Ja go wołałam, on przychodził, po prostu :).
A jednak w tym całym niewidocznym procesie towarzyszyły mi pozytywne emocje i radość ze wspólnego przebywania. Przywołanie do zapięcia na smycz nie następowało tylko i wyłącznie z chwilą, kiedy coś się działo w pobliżu, a ja napinałam się żeby jak najszybciej zabezpieczyć psa.
Obserwowałam otoczenie, reagowałam z odpowiednim wyprzedzeniem kiedy mój pies nie zdążył jeszcze czegoś zauważyć, zwąchać, przestraszyć się.
Czasem zapinałam go na chwilę np. w trakcie kiedy był czymś zajęty, a ja dawałam mu tylko informację "zapnę smyczkę" i zapinałam ją, pozwalając Dropsowi kontynuować, co zaczął.
Mój pies na smyczy nadal ma swobodę eksplorowania otoczenia, smycz jest tylko przedłużeniem mojej "ręki Gadgeta" :), nie uwięzią dla psa, na której jest szarpany, ciągany, odciągany od absorbującego otoczenia.
Dropsiu wie, że smycz nic nie zmienia, nadal jest ze mną fajnie. Smycz nie jest zapowiedzią jakiejś kary, odebrania mu do czegoś dostępu.
Na taką relację z psem trzeba sobie zapracować i czuję, że nam się udało :).