16/08/2026
Jest coś co traktuję jak świętość: spokój 🤌
I nie mówię tu o moim spokoju, tylko o moich psach. Chcę psa, który potrafi wejść w tryb pracy na 200%, a po zejściu z pola po prostu kładzie się czy to w klatce, czy koło samochodu i idzie spać. Chcę psa, z którym przejdę obok pola startowego, gdzie latają dyski i krzyczą ludzie, a jemu nie odcina głowy i nie dostaje małpiego rozumu.
Widzę to na niemal każdych zawodach, zwłaszcza u borderów. Pies ujada przy taśmie, wisi na smyczy, rzuca się na wszystko, co się rusza, a przewodnik udaje, że "ten typ tak ma, bo to przecież pies sportowy".
Otóż nie, ten typ tak nie ma. To jest po prostu brak jakiejkolwiek kontroli nad emocjami, z którym wielu ludzi kompletnie nic nie robi, zasłaniając się wielkim popędem.
Żeby było jasne moje psy też nie urodziły się z spokojem w głowie. Przy polu działy się różne cyrki i przejście obok startujących psów bywało... ciężkie. Ale zamiast wmawiać sobie, że to urok rasy przepracowałam z nimi ogrom czasu wielokrotnie przekładając trening sportowy nad zwykły trening ŻYCIA.
Bo da się. Naprawdę DA SIĘ mieć nakręconego, sportowego bordera, który nie dostaje zapaści mózgowej na widok rzucanego dysku 5 metrów od niego. Nie trenujemy sportu, w którym pies ma robić tylko jedno w życiu. 90%, może nawet 95% psów na starcie to psy domowe, chodzące na spacery, mieszkające w blokach, przebywające wśród ludzi. Nie zapominajmy, że sport ma być przyjemnością dla obu stron, a nie weekendem spędzonym na walce z własnym psem między startami. Nie traktujmy histerii jako normy - wyciszenie to też jest umiejętność, której trzeba psa po prostu nauczyć 😉
PS. Tak wiem, że są osoby, które pracują z psami nad emocjami, a to często trwa latami. Bardzo Was szanuję i trzymam kciuki za Waszą pracę!