04/07/2026
„Nie ma złych psów, są tylko źli właściciele.”
To jedno z tych zdań, które brzmi bardzo mądrze... dopóki nie zaczniemy pracować z naprawdę dużą liczbą psów i z Disney'a trafimy do rzeczywistości.
Bo prawda jest taka, że psy nie są czystą kartką papieru, nawet jak trafiają do nowego domu jako 2-miesięczne szczenięta.
Na ich zachowanie i charakter wpływają geny i pierwsze doświadczenia :
* predyspozycje rasowe wzmacniane latami przez hodowców (instynkt pasterski, myśliwski, obronny itd.),
* cechy odziedziczone po rodzicach (m.in takie jak agresja, czy lękliwość),
* przebieg ciąży i poziom stresu matki w tym czasie i to jak zajmowała się szczeniętami,
* doświadczenia w pierwszych tygodniach życia,
* sposób, w jaki rozwijał się ich układ nerwowy.
To wszystko dzieje się, zanim szczeniak trafi do nowego domu, a część - zanim się jeszcze urodzi!
A później bardzo często słyszę, że jeśli pies ma problem, to znaczy, że właściciel coś zepsuł.
Naprawdę?
To trochę tak, jakby powiedzieć, że każde dziecko urodziło się z identycznym temperamentem i identycznymi możliwościami. Wiemy przecież, że tak nie jest. Jedne dzieci są od początku spokojniejsze, inne bardziej impulsywne, jedne łatwiej radzą sobie z emocjami, inne potrzebują znacznie większego wsparcia. Z psami jest dokładnie tak samo.
Jednemu właścicielowi trafi się pies, który wybaczy niemal wszystkie błędy. Będzie stabilny, podporządkowany, elastyczny i szybko nauczy się funkcjonowania w naszym świecie.
Inny dostanie psa, przy którym trzeba będzie sumiennie popracować nad podstawami, zadbać o emocje, świadomie budować relację, czy nauczyć odpoczynku.
A ktoś inny trafi na psa, którego prowadzenie będzie ogromnym wyzwaniem. Takiego, z którym nawet doświadczony trener będzie musiał się mocno nagimnastykować. I nie ma w tym nic wstydliwego.
Nie każdy pies jest łatwy.
I nie każdy właściciel miał takie same szanse na starcie, zaczynając właśnie od tego jakie predyspozycje i cechy ma dany pies.
---------------------
Czy to znaczy, że człowiek nigdy nie jest problemem? Oczywiście, że nie. Na przykład:
1) Pierwszy podstawowy błąd to wybieranie psa na wygląd i świadome ignorowanie jego potrzeb wynikających z jego predyspozycji.
Kupujemy rasę, lub adoptujemy psa w typie rasy stworzonej do intensywnej pracy, ale oczekujemy, że pies będzie szczęśliwy, spełniony i spokojny po dwóch krótkich spacerach dziennie.
2) Wymagamy od psa zachowań, których nigdy go nie nauczyliśmy.
3) Liczymy, że trener "naprawi psa", podczas gdy sami nie chcemy nic zmieniać w codziennym funkcjonowaniu.
4) Albo rezygnujemy z pracy po tygodniu, bo oczekiwaliśmy szybkiego efektu.
----------------------
Ale jest jeszcze jedna sytuacja, o której mówi się zdecydowanie za rzadko.
Czasem właściciel naprawdę robi wszystko, co powinien i co może. Ćwiczy, stosuje zalecenia, poświęca czas i angażuje się całym sercem, często wręcz przeginając w drugą stronę i stawiając potrzeby psa nad swoimi i dostosowując do niego cały rytm dobowy.
A mimo to problem nie znika.
Dlaczego?
-> Bo trafił na behawiorystę, czy trenera, który nie miał wystarczającej wiedzy lub doświadczenia, żeby poprowadzić akurat taki przypadek.
I to również nie jest wina właściciela, chciał jak najlepiej.
-> A czasem problem jest w konkretnym team'ie. Czasem rady są dobre, opiekun się stara, ale dany pies potrzebuje bardziej stanowczego przewodnika, lub wręcz odwrotnie dużo delikatniejszego i mega cierpliwego. Wtedy chcąc nie chcąc zmiany zachodzą bardzo powoli, bo człowiek musi się najpierw sam zmienić a nie tylko wprowadzić zasady, czegoś psa nauczyć, czy oduczyć. W skrajnych przypadkach okazuje się, że najlepszym wyjściem jest znalezienie psu innego domu i człowieka, z którym dużo lepiej się zgra. (Pomagałam w kilku adopcjach z domu do domu i to były na prawdę najlepsze decyzje dla tych psów - zyskały cudowne życie.)
I to też nie jest nic dziwnego i niespotykanego . My jako ludzie też nie z każdym się dogadamy, jednych lubimy bardziej, innych mniej, z jednymi chcemy spędzić całe życie a inni mają na nas bardzo zły wpływ.
-----------------------
Dlatego bardzo nie lubię tej mody na obwinianie.
Często trafiają do mnie osoby, które na prawdę się starały, pracowali już z kilkoma osobami, widzę ich ból i żal, poczucie straty czasu i pieniędzy - co jeszcze bardziej podsyca negatywne emocje.
-> Nie każdy problem jest skutkiem złego wychowania.
-> Nie każdy problem da się rozwiązać w trzy spotkania.
-> I nie każdy właściciel, który zgłasza się po pomoc, jest leniwy albo nieodpowiedzialny.
Zamiast szukać winnych, wolę szukać przede wszystkim rozwiązań, żeby zarówno psu jak i człowiekowi żyło się lepiej.
A Wy co o tym myślicie? Czy naprawdę za każde zachowanie psa odpowiada wyłącznie właściciel?