14/11/2024
Postanowiłam przedstawić Wam moje psy :)
Zacznę od mojej wspaniałej seniorki.
Arya trafiła do mnie 9 lat temu, adoptowałam ją ze schroniska oddalonego ode mnie o ponad 600km (z Sejn)! Chwilę po odejściu mojego cudownego, uratowanego z pseudohodowli yorka Mirona, przypadkiem trafiłam na ogłoszenie Azy (tak miała na imię w schronisku) i... zakochałam się! Przez ponad miesiąc nie mogłam przestać o niej myśleć, codziennie sprawdzałam, czy dodano nowe zdjęcia, czy ogłoszenie jest aktualne... Po miesiącu ktoś mnie uświadomił, że to przecież jest MÓJ PIES, który jak najszybciej powinien znaleźć się przy mnie. Oczywiście przeszłam procedurę adopcyjną i Aza-Arya trafiła do mnie.
Nie obyło się jednak bez problemów - zarówno zdrowotnych, jak i behawioralnych.
W skrócie o jej problemach zdrowotnych: opowiem o dwóch. Pierwszy z nich- źle wykonana kastracja- został jeden jajnik, aktywny hormonalnie, którego ciężko było odnaleźć, a miał wpływ na jej samopoczucie, zachowanie i wywoływał ciąże urojone. Dopiero po dwóch latach udało się go usunąć.
Drugi problem- kiedy odebrałam Aryę, zauważyłam, że jest... KRZYWA. Od razu zabrałam ją na prześwietlenie. Okazało się, że ma zmiażdżoną miednicę i jest to nieoperacyjne. Do końca życia będzie mierzyć się z bólem... Nikt nie wie, co ją spotkało - czy był to wypadek komunikacyjny, czy przemoc ze strony człowieka.
Trochę o jej problemach behawioralnych. Wiem, że wróciła kilka razy z adopcji, jednak nigdy nie dowiedziałam się dlaczego. U mnie pojawił się problem przede wszystkim z agresją lękową, reaktywnością i nadmierną wokalizacją. Dopiero po roku zauważyła, że jestem na drugim końcu smyczy i że fajnie jest coś robić razem. Była (i nadal jest) bardzo niezależna. Duuuużo pracowałyśmy nad naszymi relacjami. Duuużo wypracowałyśmy, duuużo się zmieniło.
Jaka jest teraz Arya?
Pierwsze, co mi przychodzi do głowy - cwana. Jeśli ktoś zostawi na wierzchu żarcie - na pewno się skusi. Jeśli ktoś zostawi (nawet na moment) worek ze śmieciami - z pasją w nich zanurkuje 🤣 motywacja na jedzenie- 200%, za to motywacja na zabawkę totalne 0%.
Nie jest psem przytulaskiem, nie śpi ze mną w łóżku. Nadal jest niezależna i zdystansowana, ale dużo bardziej towarzyska, niż kiedy do mnie trafiła.
Na spacerach podąża za mną, ale własnymi ścieżkami. Niestety traci słuch, więc powoli pojawia się problem z przywołaniem, ale dbam o jej bezpieczeństwo i pozwalam jej chodzić bez smyczy tylko w środowisku, które mam pod kontrolą.
Z racji na jej kondycję fizyczną i problemy, z którymi się mierzyłyśmy, nigdy nie oczekiwałam od niej zbyt wiele. Pracowałyśmy nad jej poczuciem komfortu i bezpieczeństwa oraz wzajemnym zaufaniem. Byłam skoncentrowana na budowaniu naszej relacji. Nauka sztuczek nie była nam niezbędna do szczęścia, chociaż Aryuszka zrobi obrocik i pionę przybije ;)
Tak naprawdę Arya wywróciła moje życie do góry nogami! To dzięki niej postanowiłam zupełnie zmienić moją drogę zawodową. To dzięki niej uświadomiłam sobie, że chcę pracować z psami. Zaczęłam od zdobycia uprawnień technika weterynarii, później zoopsychologa, itd... Arya bardzo często towarzyszyła mi na zajęciach. Była i jest bardzo mądrym psem, dużo się od niej nauczyłam. Mam nadzieję, że jeszcze wiele wspólnych lat i wspaniałych przygód przed nami.
(pierwsze zdjęcie ze schroniska, drugie z jednego z naszych ostatnich spacerów 😊 widać różnicę?)