24/11/2025
Moje ulubione powiedzenie - nauka to proces 🫡
W nieco szerszym kontekście opisane poniżej 💪🏻
Niesamowicie interesuje mnie mentalny aspekt sportu. Za to pokochałam boks - i choć aktualnie nie mam przestrzeni, żeby się w nim realizować, to nie ma tygodnia, żebym nie oglądała jakiejś walki czy nie słuchała wywiadu. Boks oddaje wszystko, co jest potrzebne w jeździectwie. Niesamowity fokus, unilateralność, szybkość, odwaga i koordynacja. Ale przede wszystkim POKORA. Dajesz komuś w mordę i czujesz, że wygrywasz, a nagle jeden strzał i po Tobie. Przeciwnik wygląda dużo słabiej od Ciebie, ale jest szybszy i ma lepszy refleks. Dlatego jak bokserzy wchodzą na ring, to czesto przygrywają im motywujące pieśni o tym, że cokolwiek by się nie działo, trzymaj gardę i walcz.
W każdym sporcie zawodnicy z czasem zaczynają kumać, że raz są na wozie, raz pod wozem. Piłkarze wywracają się wiele razy na boisku. Bokserzy dostają strzała i lecą dalej. Skoczkowie narciarscy mają różne warunki wiatrowe. No i mamy jeźdźców, którzy zaliczą wyłamanie pod przeszkodą i nie są w stanie się po nim pozbierać.
Pamiętacie te memy, że jeździec wsiada na konia cały ogipsowany i mówi, że spoko, da radę? Że leży ze złamaną nogą i pyta: a jak mój koń? To były świetne żarty i celebrowało się wiele lat zamiatanie takich akcji pod dywan. Jeździec spadał z konia i wsiadał ze skręconą kostką czy wstrząsem mózgu bo było wstyd, bo środowisko tego oczekiwało. Teraz czasy się zmieniły i tendencja idzie w przeciwnym kierunku i wszyscy marudzą, że nie ma już odwagi, że dzisiejsza młodzież to ciapy. I jedna i druga strona ma w pewnym sensie rację, ale patrząc głębiej, po prostu ten sport nigdy nie był traktowany poważnie. Wsiadanie ze wstrząsem mózgu na konia to głupota, a nie odwaga. Sama to przeżyłam - wygrałam zawody ze skręconą kostką, raz uciekłam z domu z grypą żołądkową, żeby pojechać w teren - byłam osłabiona i spadłam, złamałam nos i cała we krwi i wymiocinach wracałam do stajni. I tak, nic mi się nie stało, żyję, niczego nie żałuję, ale to doprowadziło do tego, że jak złamałam kręgosłup to w głowie miałam jedynie presję, że trzeba wsiadać z powrotem. I tylko fakt, że wstawałam na nogi i padałam z powrotem na ziemię, że nie byłam w stanie wykonać ruchu i miałam mgłę przed oczami, uchroniło mnie, żeby nie wsiąść ponownie, spaść jeszcze gorzej i albo wylądować na wózku, albo się zabić.
Zostałam trenerem personalnym bo poczułam, że w tym obszarze jest jeszcze sporo do zrobienia. Jeźdźcy nie dbają o siebie. Nie zaliczają dobrego snu, nie odżywiają się dobrze, nie ćwiczą, nie rozciągają się. Teraz robi się na to moda i coraz więcej przychodzi do mnie zawodników, ale umówmy się, to nadal nisza. Dokładnie tak samo jest z mentalem - mało kto chce nad tym faktycznie pracować.
I moim zdaniem to zaniedbanie fizyczne i psychiczne składa się na tą „ciapowatość” i brak odwagi. Jasne, dziś dużo młodych jest po prostu leniwych, nie chce przekraczać granic i poświęcić się temu w pełni. Ale szczerze mówiąc, ja takich osób spotykam niewiele. Za to wiele mam kobiet i dziewczyn, które poddają się i dramatyzują przy każdej sytuacji trudnej bo traktują to jak porażkę. Nie rozumieją, że to proces, że w sporcie tak to działa, że raz idzie, a raz nie. Wiele sytuacji jest podyktowane szczęściem, przypadkiem, wiele to znalezienie się w dobrym miejscu o dobrej porze. A te błędy mogą wynikać z braku skupienia, złego samopoczucia u konia, z wielu czynników, o których decydują sekundy.
Uważam, że aby podejście w tym sporcie się zmieniło, nie wystarczy tylko być twardzielem. Potrzeba profesjonalnego spojrzenia na ten sport, nawet jeśli jest amatorski. Jeśli nie sypiasz, pijesz alkohol, jesz gówniane jedzenie, a poza stajnią się nie ruszasz, nie oczekuj, że odniesiesz sukces. To co, taki bokser ma wstawać codziennie rano, trenować, medytować, pracować nad parametrami, dbać o przygotowanie treningowe, a Ty myślisz, że kupisz genialnego konia i to się samo załatwi?
To nie skuteczności nam brakuje, ale profesjonalnego spojrzenia i zaangażowania.
I najważniejsza rzecz w tym całym poście - jeźdźcy muszą zaakceptować proces. Najwięksi zawodnicy świata różnych dziedzin, pracowali na sukces latami. Te lata, kiedy byli nikim, nie były porażką, a drogą do tego, kim stali się później. I jeźdźcy muszą też do tego dojść. Czas powiedzieć to głośno: nie tylko koń jest tu sportowcem. Przestańmy zasłaniać się tym sloganem.
Od lat zwracam największą uwagę na mental w pracy z ludźmi. I coraz częściej mówię, że to nie jest nawet połowa, a zdecydowanie większość tego rozwoju. To bardzo trudne zadanie dla trenera, które niesamowicie spala, wykańcza i angażuje. Bywam jak terapeuta, ale nie mam własnego superwizjera. To bardzo trudne. Ale wizja tego, że możesz ukształtować kogoś, popchnąć go do rzeczy niemożliwych i przede wszystkim dotknąć tych czułych strun - wynagradza to wszystko. Chcę być trenerem, który wspiera, ale też umie motywować. Który ma empatię, ale wie, gdzie dotknąć, żeby pozytywnie zakuło. Wielokrotnie zaliczam przez to nieprzespane noce, ale feedback, jaki dostaje, jest tego warty. I nie chodzi o to, że Cię kochają - a o świadomość, że możesz czyjeś życie uczynić znacznie lepszym.
Na zdjęciu: Werka & Tessa 🔥