dziennik_werterynarza

dziennik_werterynarza Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od dziennik_werterynarza, Bielsko-Biała.

Hodowla "Werteres" i strona dla osób kochających zwierzęta, ciekawych jak wygląda świat młodego lekarza weterynarii i chcących poznawać ważne informacje o opiece nad pupilami �

Dzisiaj na kontroli miałam przypadek psiaka, który świetnie pasuje do pytania z głównego zdjęcia.Od razu odpowiadając na...
17/09/2026

Dzisiaj na kontroli miałam przypadek psiaka, który świetnie pasuje do pytania z głównego zdjęcia.

Od razu odpowiadając na nie - to zależy (jak prawie zawsze)😅

W idealnym diagnostycznym świecie przy pacjencie zgłaszającym się z problemami uszu po całym dokładnym wywiadzie, badaniu klinicznym ze szczególnym skierowaniem na dermatologię, zajrzeniu otoskopem mega ważną rzeczą jest badanie cytologiczne i o nim teraz głównie mowa.

Objawy były typowe, takie jak drapanie, trzepanie głową, ocieranie się o przedmioty, przykry zapach. Archer na głównym zdjęciu nie ma związku, ale pacjent też z oklapniętymi uszami, lubiący wodę i kąpiele błotne 😅

Pies jeden, a jak widzicie na zdjęciu wymazówki dwie.
Z każdego ucha najlepiej zrobić osobne preparaty, bo nie wiadomo co tam znajdziemy, będziemy też mieli w razie czego punkty odniesienia. Także już na etapie badania i pobierania próbek widzimy, że dzieją się tam dwie różne historie (dlatego przy oglądaniu otoskopem używam dwóch różnych końcówek do lewego i prawego).

W kolejnych kafelkach już widać coś ciekawszego. Na górze cytologia przed, a na dole po tygodniowym leczeniu. Różnica jest dość spora, zwłaszcza w prawym gdzie wcześniej praktycznie całe tło było usiane bakteriami. Klinicznie psiak czuje się lepiej; drapanie i trzepanie wyraźnie się zmniejszyło, zapach również.
W lewym uchu na kontroli wydzieliny dużo mniej, w prawym jeszcze trochę leki muszą podziałać, ale jest poprawa.

W tym przypadku według opiekunów wcześniejsze terapie nie przynosiły skutków, ale nie było robionych badań. Tutaj wyraźny obraz mamy już w 15-20 min (jeżeli jest czas zrobić i obejrzeć preparat) i możemy działać dalej. Oczywiście, żeby nie było tak łatwo przy problemach z uszami grzyby, czy bakterie rzadko kiedy są główną przyczyną. Raczej traktuje się jako czynniki wtórne, a te pierwotne i predysponujące (wywołujące stan zapalny) trzeba dokładnie przeanalizować, znaleźć konkretne i je ograniczyć. W innym przypadku pomimo poradzenia sobie z patogenami problem niestety może nawracać.

Dokładna diagnostyka jest bardzo ważna w dobraniu leczenia, dlatego jak jest możliwość zrobienia czegoś, co usprawni cały proces to warto się tego podjąć ☺️

Lato w pełni, sezon tak samo i maluchów przybywa. Czy to tych domowych, czy dzikich…Łączy je to, że są niesamowicie uroc...
20/08/2026

Lato w pełni, sezon tak samo i maluchów przybywa. Czy to tych domowych, czy dzikich…
Łączy je to, że są niesamowicie urocze, ale również bardzo wymagające pod względem odchowu, do którego potrzebna jest ogromna wiedza.

W przypadku dzikich zwierząt jest o tyle ,,prościej”, że w teorii ich odchowem, czy ogólnie opieką nie mogą się zajmować prywatne osoby, nieposiadające odpowiednich uprawnień. Trochę to niektórych blokuje przed podjęciem takich prób samemu. W praktyce czasem jest tak, że specjaliści zajmujący się tym na codzień są dla niektórych ostatnią deską ratunku, jak zwierzak zaczyna gorzej rosnąć, słabnąć, sprawiać problemy, jakoś tak krzywo chodzić itd. Wtedy nagle da się sprawdzić w internecie gdzie jest najbliższy ośrodek rehabilitacji i przedzwonić. Szkoda, że często za późno, bo po takim nieumiejętnym odchowie trzeba pomagać zwierzęciu, które jakiś czas było eksperymentem, cieszyło oko i uciszało sumienie. Oczywiście niektórym osobom mimo wszystko się udaje doprowadzić je do stanu młodego dorosłego, tylko pytanie jak takie zwierzę później jest przygotowane do życia na wolności?
Zdaje sobie sprawę, że nie w każdym zakątku Polski jest dostęp do specjalistów, ale przedzwonić, by uzyskać poradę można z dowolnego miejsca na świecie (wiem, bo kiedyś nawet miałam konsultacje telefoniczną z Arabii Saudyjskiej 😅), a ludzie są naprawdę pomocni i wspólne zaangażowanie kilku osób może naprawdę zdziałać cuda.

Ciąg dalszy w komentarzu ❤️

Niewiele się dzieje na tym profilu teraz, ale to przez to, że w prywatnym i zawodowym życiu ten rok to u mnie totalna zm...
19/06/2026

Niewiele się dzieje na tym profilu teraz, ale to przez to, że w prywatnym i zawodowym życiu ten rok to u mnie totalna zmiana wszystkiego o 180 stopni 😅 o prywacie kiedy indziej, bo też będzie długo… dzisiaj o tym jak się żyje świeżemu wetowi po studiach, który jak tylko dostał papier zaczął przyjmować pacjentów.

- Czy żałuje, że nie zrobiłam sobie wolnego zaraz po studiach?
Tak, ale to i tak był dobry wybór ze względu na okoliczności, o których innym razem ☺️ Jak ktoś ma możliwość to polecam sobie odetchnąć jakiś czas. Wiedza nie ucieknie, a takie wakacje w przyszłości mogą być już cięższe do zorganizowania.

- Czy po tych studiach byłam przygotowana do pracy w zawodzie?
Absolutnie nie… Gdybym sama nie praktykowała, nie uczyła się poza programem byłoby dużo gorzej. Sam kontakt z klientem jest kluczowy, a na uczelni nie było mowy żeby się tego nauczyć. Fakt faktem wracam do niektórych notatek, wykładów z bardziej wartościowych przedmiotów, które były prowadzone przez osoby znające się na rzeczy, ale i tak wszystkiego trzeba się nauczyć jeszcze raz po studiach.

- Czy po tych 4 miesiącach pracy, samotnych dyżurach, przypadkach emergency, różnych zabiegach uważam, że dużo umiem?
Też nie i to jest chyba najważniejszy przekaz w tym poście. Z tego co rozmawiałam z innymi tegorocznymi absolwentami, którzy też zaczęli pracę każdy z nas ma podobne odczucia. Są dni kiedy przypadki są super (to nie znaczy łatwe), wszystko jest ogarnięte, praca idzie jak po maśle, wiadomo co robić i człowiek wychodząc czuje, że jest na właściwym miejscu. Niestety są też dni gdy jest zupełnie odwrotnie, pacjenci z ciężkimi chorobami, trudne historie, czasem też trudni klienci, a na koniec nie wiadomo w co ręce włożyć. Wtedy można się poczuć jak dziecko we mgle i w moim przypadku mimo tego, że mam wsparcie super zespołu jest ciężko. Na początku bardzo się bałam, że przez takie tempo dopadnie mnie szybkie wypalenie zawodowe i że takie myśli są tego początkiem. Dzięki temu że udało się pogadać z różnymi osobami, nawzajem sobie uświadomiliśmy, że to normalny etap, który trzeba przejść i się nie poddawać.

Ostani egzamin zdany na 5, zaświadczenie o ukończeniu studiów wystawione, także myślę że oficjalnie mogę się już pochwal...
11/02/2026

Ostani egzamin zdany na 5, zaświadczenie o ukończeniu studiów wystawione, także myślę że oficjalnie mogę się już pochwalić:

Spełniłam swoje marzenie i zostałam lekarzem weterynarii!

Bardzo ciężka i długa droga za mną, wyznaczyłam ją sobie już jako dzieciak. Ten czas był pełen wielkich radości, ale też smutków, poświęceń, intensywnej pracy oraz nauki. Poznałam wiele wspaniałych osób, odkryłam realia studiowania. Mimo, że minęło tyle lat i moje podejście do tej pracy bardzo dojrzało, to moja motywacja się nie zmieniła. Mam szczerą nadzieję, że tak już zostanie i trudy tego zawodu jej nie przyćmią.

Jestem wdzięczna za ludzi, którzy cały czas mnie wspierali, pomagali się rozwijać i nie pozwolili w siebie wątpić. Dziękuję, że byliście i jesteście ze mną ❤️

To oczywiście nie koniec, bo człowiek uczy się całe życie, ale myślę że brak sesyjnego stresu i skupienie się na tym co faktycznie chcę robić będzie miłą odmianą 😅

Ten rok będzie bardzo intensywny, czeka mnie wiele sporych zmian, ale w końcu o to chodzi w życiu. Postaram się umieszczać więcej treści, liczę na to, że już za niedługo będę miała dla Was ciekawe tematy do zgłębienia 🥰

Na zdjęciu widzicie to co muszę robić na piątym roku (po lewej) vs to co chciałabym robić (po prawej).Niestety rzeczywis...
13/01/2025

Na zdjęciu widzicie to co muszę robić na piątym roku (po lewej) vs to co chciałabym robić (po prawej).

Niestety rzeczywistość wygląda tak, że rok przed skończeniem studiów, zamiast w głównej mierze szlifować swoje umiejętności, zdobywać doświadczenie, ważną wiedzę potrzebną w pracy, którą mam nadzieję zaraz zacznę, uczę się, jak działa rzeźnia, jak wygląda rozbiórka tuszy, jak robi się kiełbasy i monitoruje zdrowie stada krów.
Z drugiej strony jest to psio-koci semestr więc powinien być ciekawy, obfity w przydatne informacje, protipy i opowieści, którymi faktycznie byłabym zainteresowana. Tymczasem jest różnie, ale mamy też naprawdę fascynujące zajęcia, w których profesjonalizm prowadzącego wręcz jest jak melodia dla mych uszu i napawa nadzieją na przyszłość.

Jedynie szkoda mi tego czasu, który chciałabym poświęcić na szukanie wiedzy samemu, czytanie książek weterynaryjnych, nowych publikacji, szkoleń, ale z tyłu głowy jest to, że za tydzień, dwa kolokwia z tego, za dwa cztery z tamtego, a zaraz sesja i trzeba się uczyć rzeczy, których myślę większość z lekarzy weterynarii pozbyła się z pamięci razem ze zdaniem testów 😅

Na koniec - pasja włóczkowania się rozwija, nadal męczę się z kocem, ale już jestem prawie w połowie 💪🏻
Tex jak zwykle jest psem wspierającym za odpowiednią ilość głosków, a ja już nie mogę się doczekać wakacji.

Trzymajcie kciuki za 5 rok, bo to w sumie (miejmy nadzieję) ostatnia gruba sesja na tych studiach ❤️

Teksasik tak zapozował, że no muszę wstawić jako post 😍
19/08/2024

Teksasik tak zapozował, że no muszę wstawić jako post 😍

Po 4 tygodniach kończę praktyki kliniczne! To był intensywny miesiąc, od początku wakacji miałam jeden wolny weekend 😅Na...
16/08/2024

Po 4 tygodniach kończę praktyki kliniczne!

To był intensywny miesiąc, od początku wakacji miałam jeden wolny weekend 😅
Na nogach zwykle od 8 do 24, bo praktyki trzeba było połączyć z dwoma pracami. Czy było warto? Oczywiście, że tak! Nauczyłam się wielu rzeczy, mogłam poćwiczyć to, co już umiem. Poznałam wspaniałych lekarzy i techników, zobaczyłam jak wygląda praca w takiej przychodni i jak jest na nocnych dyżurach. Było wiele ciekawych przypadków, a ja mogłam realnie pomagać w ich diagnozowaniu i leczeniu. Ogromnie za to dziękuję ❤️

Dodam jeszcze, że będąc tam, utwierdziłam się w swoich przekonaniach, a mianowicie:

Nie ma opcji, żebym wypuszczała swoje koty samopas - to ile kotów trafiało na wizytę przez to, że były wypuszczane, jest dramatyczne. Tyle cierpienia i śmierci. Kompletnie nie rozumiem, jak po takich sytuacjach można nie wysnuć jednego, oczywistego wniosku: miejsce kota jest w domu, tam jest bezpieczny.

Druga sprawa to kastracja - dużo zwierząt ze zmienionymi macicami. Wiedziałam, że nadal są takie przypadki, ale nie sądziłam, że aż tyle.

Jako ostatnie stwierdzam, że dużo można osiągnąć, znając behawior i szanując granice zwierzaka. Wiadomo, że jako lekarz/technik musimy je często przekraczać, po to, by mu pomóc i zapewnić sobie bezpieczeństwo. Mimo to z moich obserwacji wynika, że odpowiednim podejściem jesteśmy w stanie znacząco ułatwić sobie pracę, jednocześnie dbając o komfort pacjenta.

Mimo szerokiej dostępności do wiedzy nadal trzeba edukować społeczeństwo. Na szczęście mając parę razy okazję do rozmowy z opiekunami, chyba idzie mi to dobrze. Może sprawiam wrażenie dobrego słuchacza i dzięki temu dając coś od siebie łatwiej przekazać innym wartościowe informacje 😁
Do tego musiałam trochę dojrzeć. Przejść swoje najpierw w internetowych, kocich dyskusjach, by wyjść ze swojej strefy komfortu. Teraz można powiedzieć, że lubię rozmawiać z ludźmi, a odbieranie telefonów to jedno z moich ulubionych zajęć 🙈

Czy dalej widzę się w egzotykach i przy dzikich zwierzakach? Tak, ale kotki i pieski mają ważne miejsce w mym serduszku, dlatego nie mówię nie ❤️

Update! Jerzyk pięknie poleciał. Filmik w komentarzu 😍Jerzyki to niesamowite ptaki, na dodatek bardzo pożyteczne. Ich wy...
19/07/2024

Update! Jerzyk pięknie poleciał. Filmik w komentarzu 😍

Jerzyki to niesamowite ptaki, na dodatek bardzo pożyteczne. Ich wyjątkowość polega na tym, że praktycznie całe życie spędzają w locie, dlatego nie trudno się domyślić, że sprawne skrzydła są dla nich ogromnie ważne. Niestety trwały brak zdolności lotu wiąże się z eutanazją, ponieważ trzymanie jerzyka w niewoli na stałe jest niehumanitarne (ktokolwiek opiekował się jerzykiem dłużej niż kilka dni, ten wie jak trudne w obsłudze są te zwierzęta i ile stresu kosztuje je nawet chwilowa rehabilitacja, czy karmienie).

Niedawno trafił do nas pacjent, który na pierwszy rzut oka wydawał się beznadziejnym przypadkiem. Szczęśliwie dla niego skrzydło nie zostało złamane, jednak problemem były mocno uszkodzone pióra, wręcz powykręcane o 180 stopni i postrzępione. Bez nich jerzyk też nie jest w stanie latać, dlatego jego los był niepewny. W głowie zrodził się pomysł przeszczepienia piór od innego, któremu niestety nie udało się pomóc. Jednak zanim się podjęłam tego żmudnego procesu z pomocą przyszła metoda, której używają kolekcjonerzy piór - zanurzenie ich w gorącej wodzie (trzeba mocno uważać, by nie oparzyć pacjenta). Nie zrobiłam zdjęcia przed tym ,,zabiegiem", bo nie myślałam, że zadziała tak rewelacyjnie. W sumie w ogóle żadnego efektu się nie spodziewałam 😅 Pióra w momencie się wyprostowały i pięknie ułożyły. Taki prosty sposób, a uratował mu życie. Satysfakcja ogromna, dlatego przekazuję to dalej, bo być może więcej jerzyków uda się uratować. Na zdjęciach przed i po. Zostaje jeszcze kilka dni w ośrodku, by odzyskać siły i by skrzydła były na pewno sprawne (silne wykręcenie mogło je mocno obciążyć). Gdy dojdzie do siebie, spróbujemy zwrócić mu wolność. Życzcie mu wysokich lotów ❤️

No dobra, dawno nie było tu żadnego wpisu, a że zrobiłam coś dla kociej grupy to podzielę się tym też tutaj, bo to ważny...
05/03/2024

No dobra, dawno nie było tu żadnego wpisu, a że zrobiłam coś dla kociej grupy to podzielę się tym też tutaj, bo to ważny temat ❗️

Pozycje bólowe u kotów (a raczej powinny nazywać się pozycjami ulgowymi) to istotny objaw, którego nie powinniśmy bagatelizować.

Dla wielu osób są one trudne do interpretacji, mogą być mylone na przykład ze zwykłym kocim chlebkiem, a niektórych widok kota opierającego głowę o ścianę przez dłuższy czas nawet mocno bawi. Dlatego ważna jest nie tylko sama pozycja, ale też inne aspekty będące ,,dookoła niej".

Informacje na ten temat są zawarte w grafice na drugim zdjęciu.

Dodatkowymi objawami, które powinny nas zaalarmować i mogą wskazywać na ból są:

▪️ wokalizacja
▪️ zmiana zachowania (agresja, apatia)
▪️ obniżona pielęgnacja (sierść nastroszona, brudna, przetłuszczona)
▪️ zmiany w codziennych czynnościach (częstsze spanie, częstsze przebywanie w kuwecie, niechęć do zabawy i jedzenia)
▪️ unikanie kontaktu, chowanie się
▪️ nadmierne wylizywanie (może dochodzić przez to do wyłysień i podrażnień danych miejsc)
▪️ inne pozycje spania, załatwiania się, odciążanie różnych części ciała, problemy ze wstawaniem
▪️ nadwrażliwość na dotyk

Diagnostyka bólu opiera się na wielu rzeczach, dlatego bardzo ważne jest wszystko co zauważycie.

❗️ Wizyta u lekarza jest konieczna, ponieważ im wcześniej zauważycie, rozpoznacie problem i rozpoczniecie leczenie, tym większe szanse na powodzenie, a jak mam nadzieję wszyscy wiemy - koty są mistrzami w ukrywaniu objawów i jak już coś zobaczymy to często jest bardzo źle. Dlatego polecam regularne badania kontrolne ☺️

Niestety drugie zdjęcie jest brutalne, ale uważam, że należy pokazać to, co najczęściej się dzieje z dzikimi zwierzętami...
11/09/2023

Niestety drugie zdjęcie jest brutalne, ale uważam, że należy pokazać to, co najczęściej się dzieje z dzikimi zwierzętami, które mają kontakt z psami i kotami.

Na 8 przypadków ze zdjęć tylko dwa z nich przeżyły. Są w trakcie rehabilitacji. Mamy nadzieję, że jej efektem będzie powrót na wolność.

Pogruchotane kości, zmiażdżone narządy, ogromny ból, stres, cierpienie. To zwierzęta (poza popielicą), które trafiły do ośrodka tylko w okresie 2 tygodni. Wyobraźcie sobie, jaka to ogromna skala, ile zwierząt umiera godzinami, bo nikt ich nie znajdzie i nie udzieli pomocy (nawet tej w formie eutanazji). Wg naukowców to, co kot przynosi i co widzimy to około 25% tego, co upolował.

Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym napisać, przekazać ludziom, ale nie starczy mi miejsca. Jest tak wiele źródeł mówiących o tym, że wypuszczanie kotów i psów samopas jest szkodliwe dla wszystkich. Są badania, są wypowiedzi specjalistów, książki, przypadki z życia. Wszystkie te argumenty bledną przy braku wiedzy, chęci do jej poszerzenia, lenistwie i stereotypach.

Mamy XXI wiek, trzymając koty w domu, nie spowodujemy inwazji szczurów i myszy, bo badania potwierdzają, że koty nie mają wpływu na ich populację. Jedyny ich efekt to to, że gryzonie bardziej się chowają. Instynkty kota bez problemu można zaspakajać w domu poprzez zabawę i odpowiednią kotyfikację. Wystarczy chcieć oraz być konsekwentnym.

Oczywiście nie każdy przypadek jest taki sam. Przez nadmierne zabieranie dzikim zwierzętom terenów coraz częściej możemy spotkać je w naszych ogrodach. Możemy nie mieć możliwości uniknięcia sytuacji, gdy nasze zwierzę zrobi krzywdę drugiemu. Należy wtedy udzielić pomocy oraz pomyśleć jak w przyszłości tego uniknąć.

Są to jednak odosobnione, zrozumiałe przypadki i nie usprawiedliwiają ludzi świadomie doprowadzających do tego, że ich kot/pies zabija dzikie zwierzęta. Każde otwarcie drzwi, by kotek wyszedł sam na spacer, każde niekontrolowane wypuszczenie psa jest przyzwoleniem na to.

To nie wina zwierząt, że kierują się instynktem. To wina ludzi, że nie umieją odpowiednio zająć się swoim podopiecznym i zamiast poświęcić trochę czasu, wolą poświęcić życie dzikich zwierząt...

Adres

Bielsko-Biała
43-300 TO 43-382

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy dziennik_werterynarza opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij