20/09/2026
Moja praca ma dla mnie również wymiar terapeutyczny. Nie jest to jedynie pasja, którą udało mi się przekuć w zarobek. Każdą osobę traktuję w taki sposób, w jaki sama chciałabym być potraktowana. Każdego konia trenuję z taką delikatnością, z jaką pracuję z moim koniem.
Chcę dawać moim klientom poczucie bezpieczeństwa. Życzę sobie, aby widzieli we mnie przyjaciółkę, a nie autorytet, którego zdanie jest niepodważalne. Oczekuję, że będą otwarcie zadawali pytania, analizowali i dyskutowali. Uczę ich, że ważne jest to co mamy w sobie, a nie to, jak inni nas postrzegają. Na koniec dnia chodzi o to, aby móc spojrzeć sobie w oczy.
Ja tego nie dostałam. Zapewnianie takich warunków moim klientom działa na mnie kojąco, bo wiem, że to, czego mi nie dostarczono, co mnie wewnętrznie niszczyło, ich nie dotknie z mojej strony. Staram się tworzyć wokół siebie bezpieczną przestrzeń.
Pomagam koniom na miarę moich możliwości. Nie jestem alfą i omegą, oczywiście, że są rzeczy, których nie wiem. Nie ukrywam tego ani przed sobą, ani przed końmi, które wiedzą o nas więcej niż my sami. W mojej pracy ma królować delikatność i uważność na wszystkie aspekty psycho-fizyczne konia. Wszystko, czego podejmuję się w treningu konia, mam opanowane do tego stopnia, że jestem pewna o bezpieczeństwie tej istoty.
Nikt mnie tego nie nauczył. Koń miał pracować. Siodło miało być wygodne pod moją dupą. Jeśli coś nie szło, trzeba było zrobić mocniej, więcej, przepchać, uderzyć, kopnąć. Dlaczego byłam uczona w taki sposób przez wiele lat? Nie mam pojęcia. Wiem za to, że dzisiaj, decydując o tym, co chce po sobie zostawić, nie będzie to wyglądało w taki sposób. Jakaś część osób może postrzegać mnie jako „problematyczną”, szukającą „winy” w koniu, ale jak można pracować z koniem, widząc jego dyskomfort? Jak można pozwolić, aby zwierzę, zaprogramowane przez naturę, aby ukrywać ból, zaczęło wręcz krzyczeć w swoim języku o tym, że coś jest nie tak? Nic tego nie usprawiedliwia. Wchodząc w ten świat musimy zadbać o wszystkie aspekty dobrostanu konia, bo bez niego możemy ewentualnie pojeździć na rowerze.
W świecie pełnym bólu, dyskomfortu, depresji jako choroby cywilizacyjnej, dawanie poczucia bezpieczeństwa zarówno koniom, jak i jeźdźcom, sprawia, że sama czuję się lepiej. Nie zawsze chodzi o pucharki i wstążki. Czasami wystarczy być człowiekiem i okazywać empatię.
Dając innym to, czego sama nie miałam, czuję się lepiej.